Film „2012”. Niech żyje patos!

Film „2012”. Niech żyje patos!

Dodano:   /  Zmieniono: 
Jeśli we współczesnym kinie bez przeszkód funkcjonuje europejski kicz, dlaczego nie miałoby być miejsca na amerykański patos?
Poszedłem z dziećmi do kina. Po naradzie wybraliśmy film Rolanda Emmericha „2012”. Całkiem udany obraz katastroficzny z zapierającymi dech w piersiach efektami specjalnymi. Oczywiście, bez głębszego przesłania, ale tego akurat nie oczekiwałem. Naturalnym kontekstem dla opowieści o dniach ostatecznych musiałaby być Apokalipsa św. Jana, względnie chrześcijańska eschatologia, czyli coś, co nie ma prawa bytu w filmowych superprodukcjach. Zwłaszcza, jeśli reżyser jest zdeklarowanym gejem.

Emmerichowi należą się brawa za rozmach, z jakim przedstawił walące się miasta, i zbudowanie odpowiedniej atmosfery. Odpowiedniej, czyli podniosłej, budzącej grozę, miejscami patetycznej. Trudno sobie wyobrazić, żeby koniec świata dokonywał się w poetyce Monty Pythona. A jednak to właśnie ten patos spowodował, że film „2012” zebrał w polskiej prasie miażdżące recenzje. Zarzucano mu epatowanie patetyczną muzyką, typowo amerykańskie efekciarstwo i przewidywalność.

Najwyraźniej recenzenci woleliby, żeby podobny film nie powstał w Hollywood, tylko na przykład we Francji. Wtedy otrzymaliby swoją wymarzoną głębię, opartą na egzaltowanej „poetyckości”, tanim psychologizmie, antyklerykalizmie i pretensjonalnej erotyce. Powstałby obraz równie przewidywalny, ale za to szalenie „ambitny”. Założę się, że podobny do filmu „Joanna d’Arc”, w którym Luc Besson zamiast przedstawić heroizm świętej, poddał ją psychoanalizie.

„2012” z pewnością nie jest szczytowym osiągnięciem Emmericha. Znacznie lepiej udawało mu się sterować emocjami widza w „Patriocie” z Melem Gibsonem w roli głównej. Ale też film o końcu świata miał być przede wszystkim pokazem efektów specjalnych. A jako taki sprawdza się znakomicie.

Jeśli we współczesnym kinie bez przeszkód funkcjonuje europejski kicz w wydaniu Jeuneta czy Almodóvara, dlaczego nie miałoby być miejsca na amerykański patos? Czy podniosły styl sam w sobie nie mieści się w granicach sztuki? Tak uważa pewnie większość krytyków. W naszym zinfantylizowanym świecie wciąż są jednak wydarzenia, wobec których człowiek nie może przejść z głupawym śmiechem na ustach. A jeśli patos bywa częścią życia, ma prawo być również elementem sztuki. Szkoda, że niektórzy muszą stanąć w obliczu prawdziwego, osobistego kataklizmu, żeby to zrozumieć.
+

Ostatnie wpisy

  • Pożegnanie 4 maj 2010 Przez ponad trzy lata było mi dane komentować dla Państwa wydarzenia kulturalne, zjawiska cywilizacyjne, czasami również bieżące fakty polityczne.
  • Polska, czyli znak sprzeciwu 19 kwi 2010 Kondukt żałobny dotarł na Wawel. Prezydent spoczął w symbolicznym sercu Polski. Ekipy telewizyjne zwinęły sprzęt, ludzie rozeszli się do domów. Politycy PO, którzy dotąd zajmowali się głównie szydzeniem z Lecha Kaczyńskiego, przyjęli kondolencje od zagranicznych gości.
  • Niech Ci bije dzwon Zygmunta 14 kwi 2010 Nie zasłużył. Nie pasuje. Nie nadaje się. Nie ma miejsca. Przepraszamy, zajęte. Zatrzaśnięte na siedem spustów wielkiej polskiej historii, która – ma się rozumieć – skończyła się dawno temu. I już nie wróci.
  • Idzie wojna! 13 kwi 2010 Czy smoleńska tragedia może przynieść jakieś pozytywne owoce? Jeśli panem historii jest przypadek, będzie to bardzo trudne. Jeśli jednak rządzi nią Bóg, możemy z nadzieją patrzeć w przyszłość.
  • Wielkość Lecha Kaczyńskiego 12 kwi 2010 Prezydent może być niski, ale nie powinien być mały – powiedział niedawno polityk, którego nazwiska nie ma sensu teraz przywoływać. Bóg najwyraźniej miał inne zdanie na temat polskiego przywódcy.