Krystyna Romanowska: Od kilkunastu lat spotykasz się na campach z dziećmi z różnych środowisk. Co te doświadczenia mówią ci dziś o świecie dorosłych i o tym, jak budujemy młodym ludziom start w życie?
Marcin Gortat: Przede wszystkim pokazują, że punkt startu wcale nie jest równy – i to nie jest slogan, tylko coś, co widzę na własne oczy. Jedno dziecko przyjeżdża przygotowane, najedzone, z zapleczem, które je wspiera. Drugie przychodzi zmęczone, wycofane, czasem głodne, czasem z problemami, o których nikt głośno nie mówi. I to jest moment, w którym widać bardzo wyraźnie, jak dużą rolę odgrywają dorośli oraz środowisko, w którym to dziecko funkcjonuje.
Pamiętam, że na jednym z pierwszym campów odkryliśmy u dziecka ślady przemocy fizycznej, chłopak był też wyraźnie głodny. Moja nieżyjąca już dziś Mama, nauczycielka z wieloletnim doświadczeniem, zajęła się tą sprawą, zostały powiadomione odpowiednie służby. To jednak pokazuje, że dzieciaki dorastają w bardzo różnych warunkach. Ale jednocześnie widzę też coś bardzo ważnego.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.
