Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych odkrywa swoje tajemnice

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych odkrywa swoje tajemnice

Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych
Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych / Źródło: Wikimedia Commons / I, Gophi [GFDL], CC-BY 3.0
Z okazji 98. urodzin Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych dziennikarze prasy, radia, telewizji i PAP po raz pierwszy w historii firmy mieli okazję poznać prawie wszystkie jej tajemnice, warunki pracy na liniach produkcyjnych oraz schron Reduty PWPW. Rozmawiali także z przedstawicielami zarządu spółki o planach rozwoju i zagrożeniach.

Podczas spotkania z dziennikarzami przedstawiciele zarządu poinformowali, że spółka jest przygotowana do zabezpieczenia kart do głosowania przed fałszerstwami wyborczymi i na pewno zdąży przed wyborami do samorządów w 2018 roku. Czeka tylko na decyzje.

Banderola na każdej karcie do głosowania rozwieje wątpliwości wyborcze

Jeszcze jesienią 2016 roku PWPW S.A. wystąpiła do Państwowej Komisji Wyborczej i do Marszałka Sejmu z propozycjami wyprodukowania dodatkowych zabezpieczeń do kart wyborczych, które – jak powiedział członek Zarządu PWPW S.A. Robert Malicki – „uniemożliwiałyby dosypywanie do urny jakiś skserowanych kart z innymi wynikami, niż dokonanymi przez obywateli w akcie wyborczym”.

Zabezpieczenia przypominałyby znaki akcyzowe i banderole produkowane na potrzeby Ministerstwa Finansów. Etykiety byłyby więc przyklejane na karty do głosowania, a każda etykieta miałaby własny, niepowtarzalny numer. Tajność głosowania zostałaby oczywiście zachowana.

– Naklejanie etykiet odbywałoby się przed trafieniem karty do osoby głosującej, więc nie byłoby wiadomo kto głosuje z etykietą o jakimś numerze – wyjaśnił Robert Malicki.

Zabezpieczenie prawdziwości wyników wyborów byłoby wtedy podwójne, gdyż po pierwsze sama etykieta byłaby trudna do podrobienia, a po drugie każda miałaby swój własny numer. Liczba wyprodukowanych w PWPW S.A. etykiet "wyborczych" byłaby ograniczona, a wszystkie byłyby traktowane jak inne druki ścisłego zarachowania.

– Nasze propozycje spotkały się z zainteresowaniem zarówno ze strony Marszałka Sejmu, jak i Państwowej Komisji Wyborczej, i mamy nadzieję, że w ramach nowelizacji przepisów o ordynacji wyborczej te rozwiązania znajdą zastosowanie – powiedział Robert Malicki.

(Nie)zabezpieczone dokumenty sądowe

PWPW S.A. czeka także na decyzje w sprawie ewentualnego zabezpieczania dokumentów sądowych. Ma to związek m.in. z licznymi oszustwami „na komornika” oraz konsultacjami rządowego projektu Ustawy o dokumentach publicznych.

Według prezesa PWPW S.A. Piotra Woyciechowskiego „inicjatywa ustawodawcza rządu polegająca na wprowadzeniu do obrotu prawnego Ustawy o dokumentach publicznych jest czymś, co zrewolucjonizuje i państwo polskie, i dokumenty, i jego obywateli”.

Piotr Woyciechowski zauważył jednak, że sądowe tytuły wykonawcze nie znalazły się na liście dokumentów publicznych przewidywanych do zabezpieczenia. Jednocześnie wyraził nadzieję, że „w końcowym procesie legislacyjnym zostaną one tam przywrócone”.

Warianty możliwych zabezpieczeń sądowych tytułów wykonawczych PWPW S.A. przedstawiła Ministerstwu Sprawiedliwości w październiku 2016 roku.

Propozycjami PWPW interesują się także korporacje zawodowe prawników

Wiceprezes Krajowej Rady Komorniczej Roman Romanowski w rozmowie z CP PAP wyraził zdziwienie, że w art. 14., rozdziale 3. projektu Ustawy o dokumentach publicznych, gdzie jest mowa o dokumentach szczególnych, „w ogóle nie ma mowy o tytułach wykonawczych, nie wymienia się też tak istotnego dokumentu publicznego, jakim jest wyrok sądu”. Roman Romanowski dodał, że jest to teraz „zadrukowana, zwykła kartka z pieczęcią sądu, co bez problemu można skserować na dobrej kopiarce". Autorzy projektu Ustawy poinformowali w uzasadnieniu, że "w latach 2010 - 2015 stwierdzono w Polsce 361 310 przestępstw przeciwko dokumentom, co stanowiło średnio 60 218 przestępstw rocznie”.

CP PAP ustaliło w MSWiA, że konsultacje projektu nie zostały jeszcze zakończone. Wydział Prasowy resortu spraw wewnętrznych poinformował, że „po otrzymaniu opinii od wszystkich podmiotów, którym przekazano projekt, zgłoszone uwagi zostaną poddane analizie. Następnie projekt będzie przedmiotem opiniowania przez Komisję Wspólną Rządu i Samorządu Terytorialnego, a następnie przez Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji i Komitet Rozwoju. Po uzgodnieniach, projekt zostanie przedłożony Radzie Ministrów, po czym, w wersji przyjętej przez Radę Ministrów, projekt będzie przedmiotem prac Parlamentu”.

Pierwszy, polski czip bez „tylnych drzwi” dla hakerów

Spółka PWPW czeka też na przyznanie Konsorcjum POL-PUS środków na opracowanie pierwszego polskiego czipu dla administracji publicznej. Chip byłby „wklejany” na przykład do paszportów i elektronicznych dokumentów tożsamości.

Podczas „Dnia otwartego” w PWPW prezes spółki Piotr Woyciechowski przypomniał dziennikarzom, że w Polsce nie projektuje się i nie produkuje mikroprocesorów pod kontrolą państwa i podkreślił, że od tego może zależeć bezpieczeństwo teleinformatyczne.

– Mamy zdolności organizacyjne i kompetencyjne, żeby w ciągu trzech lat od daty podpisania umowy z NCBiR (Narodowe Centrum Badań i Rozwoju - przyp. CP PAP) taki mikroprocesor polski wyprodukować – powiedział Piotr Woyciechowski przypominając deklarację sygnatariuszy porozumienia.

– Głównym adresatem tego mikroprocesora będzie resort obrony narodowej, ale – w oparciu o wykształcone kompetencje organizacyjne oraz narzędzia – następnym odbiorcą będzie Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, i ten mikroprocesor, zaprojektowany szczególnie do paszportów elektronicznych dokumentów tożsamości będziemy chcieli dedykować do naszych produktów – zapowiedział Piotr Woyciechowski.

Porozumienie powołujące Konsorcjum POL-PUS podpisały w listopadzie 2016 roku Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych, Instytut Technologii Elektronowej, Instytut Maszyn Matematycznych, Kolegium Jagiellońskie oraz WB Electronics S.A.

Linie produkcyjne na poligrafii bez tajemnic, prawie…

Wejście tylko ze specjalnymi przepustkami. Wcześniej trzeba złożyć dwa autografy pod regulaminem, w którym zabrania się korzystania z telefonów, dyktafonów i aparatów fotograficznych. Trzeba je zostawić. Każdy krok gości śledzą kamery monitoringu i pracownicy ochrony. „Wielki brat” non stop ma oko także na pracowników. Ubrania robocze są bez kieszeni. Śluzy do hal tylko dla pojedynczych osób. Dwie osoby jednocześnie na pewno nie wejdą.

„Po zamknięciu drzwi połóż palec na czytniku i czekaj na otwarcie śluzy” – informuje napis na rozsuwanych wrotach z pleksy. Niektórzy przykładają palec za wcześnie i… speszeni powtarzają procedurę. A ewakuacja? – Klucz do drzwi obok śluzy ma tylko kierownik zmiany, a gdy go nie ma, to zostawia klucz zastępcy – uspokaja przewodnik.

Wnętrze drukarni uderza schludnością i silnym zapachem. Mimo wentylatorów i klimatyzacji czuć farby i rozpuszczalniki. Na pewno nie są zdrowe, ale przewodnik zapewnia, że „BHP nad wszystkim czuwa i nikt tu nie choruje”. Okna są na całą ścianę, są w nich klamki, ale nikt ich nigdy nie otworzy. – Są zablokowane, bo musi być odpowiednia temperatura i wilgotność – wyjaśnia przewodnik.

Dla chętnych są zatyczki do uszu, jednak nikt ze zwiedzających ich nie chce. Do szumu można przywyknąć, a tajemnice do odrywania czekają… Przewodnik opowiada skąd jest papier, jak długo musi leżakować i schnąć przed drukowaniem, jak liczone i sprawdzane są arkusze na każdym etapie dodrukowywania, jak przebiega kontrola jakości, co się dzieje z brakami oraz kiedy zapada decyzja „maszyny stop” i ustawianiu całego procesu od początku. Banknoty są „wyciskane” przez walce z siłą 80. ton. Maszyny są ze Szwajcarii i Japonii. Nie są to „nówki”, ale są najlepsze na świecie, bardzo precyzyjne i wciąż nowoczesne. Mimo to niedoskonałości się zdarzają. – To normalne, a jeżeli ktoś mówi, że w produkcji masowej można uniknąć braków, to kłamie – dowiadują się dziennikarze. Urządzenia są duże, niemal jak samochód ciężarowy i prawie tak samo hałaśliwe.

Dziennikarze pochylają się nad stołami z rozłożonymi już arkuszami, gotowymi do sprawdzenia. Na stole lupa, nad stołem specjalne podświetlenie, podobne do używanego przez lekarzy analizujących zdjęcia rentgenowskie. Niektóre arkusze trafią na makulaturę. Tu jednak makulatura nadal pozostaje drukiem ścisłego zarachowania.

Na przykład na arkuszu z 48. gwatemalskimi quetzalami dwa pola są przekreślone długopisem. „Quality menager” coś tu wypatrzył. Tylko co? „Wiem, ale nie powiem, to tajemnica” – odpowiada z uśmiechem przewodnik. Na pewno jest doskonałym fachowcem, ale tylko rzucił okiem i już widzi? A może tylko udaje, że wie…? No cóż… Tego najbardziej ciekawski dziennikarz nie sprawdzi, więc musi uwierzyć na słowo… Natomiast same banknoty są całkiem ładne i barwne, ale kolorom daleko do bajkowego upierzenia kwezala herbowego, ptaka zamieszkującego tereny od południowego Meksyku po Kostarykę i zachodnią część Panamy.

Obok stołów produkcyjnych stoją palety z wysokimi na ponad metr stertami gwatemalskiej waluty w arkuszach. Zakratowane palety z drukarni wkrótce trafią do krajalni. Potem wysłannicy z banku centralnego Republiki Gwatemali sprawdzą jakość produkcji losowo i ponownie wszystko przeliczą.

Nie powinni się zawieść, gdyż drukarnia PWPW S.A. należy do elitarnego grona czternastu drukarni posiadających akredytację Europejskiego Centralnego Banku w zakresie systemów zarządzania bezpieczeństwem i jakością produkcji. Euro też mogłaby drukować i nawet stawała do przetargu. Przegrała prawdopodobnie tylko dlatego, że w Polsce nie wprowadzono jeszcze euro.

Co i jak produkuje PWPW?

Pierwszy w historii PWPW dzień otwarty dla dziennikarzy był także okazją do specjalistycznych prezentacji na temat historii produktów Wytwórni, zabezpieczeń stosowanych do ochrony dokumentów przed fałszowaniem, banknotów kolekcjonerskich oraz możliwości PWPW w zakresie personalizacji paszportów i biometrii, czyli dokonywania pomiarów i automatycznego rozpoznawania ludzi na podstawie ich cech fizycznych. Przykładem urządzeń do pomiarów biometrycznych na podstawie których można identyfikować konkretne osoby jest system rozpoznawania linii papilarnych, tęczówki oka, układu naczyń krwionośnych na dłoni lub przegubie ręki, kształt dłoni, kształt linii zgięcia wnętrza dłoni, kształt ucha, twarz, rozkład temperatur na twarzy, kształt i rozmieszczenie zębów, zapach, DNA itp.

W 2016 roku w PWPW S.A. wytworzonych zostało kilkaset różnego rodzaju dokumentów i innych druków zabezpieczonych. Są wśród nich wizy, paszporty, dokumenty podróży, dowody rejestracyjne, licencje na przewozy i inne dokumenty transportowe, druki dla Urzędu Stanu Cywilnego, świadectwa szkolne, a także: akcje, bony, czeki, legitymacje, zaświadczenia, dokumenty „identyfikacyjne” dla zwierząt (jak paszport koniowatego).

PWPW S.A. produkuje także nagradzane na światowych wystawach znaczki pocztowe oraz banknoty kolekcjonerskie. Do ich druku wykorzystywane są niemal wszystkie znane techniki druku, począwszy od typooffsetu poprzez sitodruk, staloryt, typografię do fleksografii.

Dziennikarze zeszli na chwilę do podziemia

Schron prezydenta Ignacego Mościckiego pod budynkiem PWPW przy ulicy Sanguszki zostanie odrestaurowany i udostępniony zwiedzającym – dowiedzieli się dziennikarze od swoich gospodarzy. Termin jeszcze nie został ustalony. Przygotowania trwają.

Schron, który podczas Powstania Warszawskiego był lazaretem, ma ogromną wartość dla wszystkich obecnych i byłych pracowników Wytwórni oraz kombatantów.

W czasie okupacji Wytwórnia oraz budynek mieszkalny jej pracowników były w rękach niemieckich do 2 sierpnia 1944 roku. Drugiego dnia Powstania Warszawskiego udany atak na PWPW przeprowadzono trzema grupami uderzeniowymi. Powstańcami z grupy PWB/17/S dowodził por. Czesław Lech ps. „Biały”.

Historia odbicia Wytwórni i jej obrony jest jedną z wielu tragicznych historii związanych z walkami w Warszawie podczas Powstania. Jeden z uczestników tamtych wydarzeń, Juliusz Kulesza, szczegółowo to opisał w swoich książkach. Dziennikarze otrzymali jedną z nich: „W murach Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych”.

Opór Powstańców załamał się 28 sierpnia. Resztki żołnierzy walczących w kompleksie PWPW wycofały się na Starówkę, a ludność cywilna i ranni z lazaretu dostali się w ręce Niemców. Oprawcy rozstrzelali tych, którzy brali udział w obronie PWPW. Podczas zajmowania schronu okupanci zabili bezbronną dr Hannę Petrynowską ps. „Rana”, która zawiadywała szpitalem.

Lekarka miała możliwość opuszczenia lazaretu, jednak postanowiła zostać ze swoimi pacjentami. Monika Olbryś-Zegarowska powiedziała dziennikarzom, że Niemcy byli głusi na prośby, aby nie strzelać, bo w schronie jest szpital. „Ranę” zabiły odłamki granatów, które Niemcy wrzucali do środka.

Schron PWPW jest w dość dobrym stanie i nie wymaga specjalnych przygotowań do zwiedzania. Jest w nim elektryczne oświetlenie, trzeba tylko usunąć wilgoć i zorganizować bezpieczne wejście bez specjalnych przepustek. Przedstawiciele zarządu spółki zapewnili dziennikarzy, że zabytkowy obiekt jest na liście priorytetowych inwestycji spółki.

Czytaj także

 1
  • iiiii IP
    Takie znaczenie kart wyborczych to śmierć dla PSL-u