Prezydent Łodzi odpowiada na zarzuty prokuratury: Jestem niewinna, nie zrobiłam nic złego

Prezydent Łodzi odpowiada na zarzuty prokuratury: Jestem niewinna, nie zrobiłam nic złego

Hanna Zdanowska
Hanna Zdanowska / Źródło: Newspix.pl / ARTUR MARCINKOWSKI / FOTONEWS
Hanna Zdanowska postanowiła zabrać głos w sprawie nowego aktu oskarżenia złożonego w jej sprawie przez prokuraturę z Gorzowa Wielkopolskiego. Po umorzeniu oskarżeń o wyłudzenie kredytu, prokuratura skupia się obecnie na poświadczeniu nieprawdy.

„Kochani, w sprawie dzisiejszych informacji, należą się Wam ode mnie krótkie wyjaśnienia” – napisała Zdanowska na swoim profilu na Facebooku. „Zarzuty są absurdalne, sprawa została wyjaśniona. Sąd już raz w tej sprawie przyznał mi rację i uznał, że prokuratura nie miała prawa postawić mi jednego z zarzutów i prowadzić postępowania. Sama prokuratura w czerwcu tego roku ostatecznie umorzyła główny postawiony mi zarzut” – przypomniała.

„Jeden z kredytów został już przeze mnie spłacony, a drugi jest regularnie spłacany przez mojego partnera. Bank nie poniósł żadnej szkody. Jestem niewinna, nie zrobiłam nic złego” – podkreślała. „Sprawa nie ma żadnego związku ze sprawowaną przeze mnie funkcją, dotyczy moich prywatnych rozliczeń z partnerem” – zapewniała prezydent Łodzi. Pod wpisem Zdanowskiej pojawiły się dziesiątki komentarzy internautów, wyrażających poparcie dla oskarżonej.

Drugie podejście prokuratury

Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim skierowała do Sądu Rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi akt oskarżenia przeciwko prezydent miasta Hannie Zdanowskiej. Przywołuje w nim znane już zarzuty poświadczenia nieprawdy w dokumentach w celu uzyskania kredytu. Tym razem oskarżonym jest także życiowy partner Zdanowskiej Włodzimierz G. Chodzi o kredyt, który G. wziął w 2008 roku. W kwietniu tego roku gorzowska prokuratura umorzyła postępowanie dotyczące głównego zarzutu stawianego w związku z tamtą sprawą Hannie Zdanowskiej.

Prokuratura Okręgowa w Gorzowie Wielkopolskim zarzucała Hannie Zdanowskiej poświadczenie nieprawdy przy składaniu wniosku kredytowego na zakup nieruchomości za pół miliona złotych. Wokół prezydent Łodzi rozpętała się burza medialna, na którą zareagowali mieszkańcy miasta, organizując akcję #MuremZaHanką. Prawnicy od początku podkreślali, że zarzuty wobec Zdanowskiej były nietrafione. Kodeks karny wprost opisywał bowiem sytuację, która przytrafiła się prezydent Łodzi. W sytuacji, gdy kredyt jest spłacony, a roszczenia banku zaspokojone, nie ma mowy o naruszeniu prawa.

– Tak naprawdę to postępowanie w ogóle nie powinno być prowadzone. Stało się jednak inaczej, a później prokuratura postawiła zarzut w sytuacji kiedy od początku było wiadomo, że ten kredyt został przez panią prezydent spłacony w całości – wyjaśniał łódzki adwokat Bartosz Tiutiunik.

Konferencja Zdanowskiej

W związku z medialnym zamieszaniem i publicznymi oskarżeniami, już po wpłynięciu pierwszych oskarżeń Zdanowska zdecydowała się dokładnie opisać swoją historię i podczas emocjonalnej konferencji prasowej przedstawiła szczegóły prywatnych umów z konkubentem. – Był okres, gdy borykaliśmy się z dużymi problemami ze względu na ciężką chorobę dziecka mojego partnera. Zdecydowałam, że sprzedam Włodkowi moje mieszkanie, aby mógł mu w przyszłości zapewnić godne warunki życia oraz, że kupię od Włodka działkę, aby uzyskane w ten sposób pieniądze mógł przeznaczyć na ratowanie zdrowia i życia ukochanego dziecka – wyjaśniała prezydent Łodzi. Zdanowska podkreśliła, że ubiegając się o kredyt spełniła wymagane formalności, a wszystko odbyło się legalnie. – Bank nie miał żadnych zastrzeżeń – dodała.

Czytaj także

 4
  • Jeśli to jest jedyne kryterium?, to należy oskarżyć pół Polski o poświadczanie nieprawdy!
    Sam znam kilku gości co mieli zaświadczenia niezgodne z prawdą, po to by uzyskać kredyt, kredyty pospłacali i dalej je biorą, osobiście w jednym z banków byłem namawiany aby z pracodawcą załatwić zaświadczenie o wyższych zarobkach, no i dostałem większy kredyt, też spłaciłem i dalej biorę.
    To głupie przepisy skłaniają do omijania prawdy!
    • Kicia Czarna,pewnie masz rację,prokurator ma swoją rację,pani Hania też swoją -ale najważniejszą rację będzie miał Sąd,mimo braku reformy nie mam wątpliwości że będzie bezstronny.Żeby zaspokoić swoją ciekawość spokojnie poczekam na wyrok.Czyli mam rozumieć,składam do banku wniosek o pożyczkę ,poświadczam nieprawdę we wszystkich oświadczeniach,spłacam kredyt i jestem czysty- mimo, że złożyłem oświadczenia niezgodne z prawdą czyli oszukałem .Czy dobrze rozumiem Panie i Panowie prawnicy ?
      •  
        W celu ugotowania obiadu, żona sprzedała garnek mężowi aby ten mógł w nim ten obiad przyrządzić, a mąż sprzedał żonie kuchenkę na której ten obiad miał być ugotowany we wcześniej sprzedanym garnku. W wyniku tych transakcji, ni kuchenka ni garnek nie ruszyły się z miejsca, a małżeństwo nie tylko ugotowało obiad ale mąż miał również więcej pieniędzy w portfelu, które przeznaczył na wyjściedo kina. A banki, które udzielały pożyczek nie zarobiły na nich ani grosza a wprost przeciwnie, dopłaciły małżeństwu co zostało skrzętnie wykorzystane na bilety do kina.
        Powyższa historia stara się ukazać wątpliwości jakie mam po zapoznaniu się z historią sprzedaży nieruchomości między panią prezydent a jej małżonkiem (konkubinem). Ona mu sprzedaje mieszkanie, by jego chorujące dziecko (zakładam, że pani prezydent jest dobrą macochą i opiekuje się tym dzeckiem jak włąsnym) miało gdzie mieszkać w przyszłości (o co tu chodzi z tą przyszłością?) a, one w zamian, sprzedaje jej działkę (budowlaną?) by on miał pieniądze na pokrycie kosztów leczenia dziecka. W przypadku obu transakcji wykorzystane były pożyczki bankowe, które kosztują obu małżonków. Gdzie tu zdrowy rozsądek? Nie lepiej by przeznaczyć pieniądze wydane na odsetki płacone bankowi na leczenie dziecka? Nie lapiej by było pani prezydent po prostu dać pieniądze swemu małżonkowi z pominięciem tych kosztownych komplikacji? Ot, po prostu, dać różnicę wynikającą z różnicy cen obydwu nieruchomości (zakładam, że działka była droższa od mieszkania skoro w wyniku transakcji sprzedaży, mężowi przybyło pieniędzy które wykorzystał na leczenie dziecka)? Skoro obydwie osoby uczestniczące w musiały płacić odsetki bankowi za zaciągnięte pożyczki a celem tych operacji było ratowanie życia dziecku, dlaczego oni po prostu nie zaciągnęli oni bezpośrednio pożyczki na pokrycie kosztów leczenia?

        Nie wiem dlaczego prokuratura zajęła się tymi transakcjami, ale z całą pewnością cała ta historia nie jest smutną historią chorującego dziecka i jego opiekunów starających się, niezależnie od kosztów, dobyć środki pieniężne na leczenie. Jestem pewna, że wkręcenie dziecka i jego choroby w opis powodów dla których doszło do opisanych transakcji zostało wykorzystane tylko i wyłącznie w celach medialnych dla przedstawienia pani prezydent jako osobę o wielkim sercu. To znany numer z powoływanem się na litość w sytuacji gdy nie ma już innego wytłumaczenia.

        Czytaj także