Ustawa o zniewoleniu

Ustawa o zniewoleniu

Supermarket, zdjęcie ilustracyjne
Supermarket, zdjęcie ilustracyjne / Źródło: Fotolia / BillionPhotos.com

Zakaz handlu na razie pozostawił nam dwie handlowe niedziele w miesiącu, w 2019 r. – jedną, w 2020 r. zaś sklepy i hipermarkety stracą możliwość funkcjonowania w tym dniu. Rafał Trzeciakowski i Maciej Orczyk z Forum Obywatelskiego Rozwoju wyliczyli negatywne skutki ustawy, m.in. spowolnienie produktywności sektora, przewidywany spadek zatrudnienia czy problemy dla tych konsumentów, którzy z powodu nieelastycznych godzin pracy wolą robić zakupy w niedzielę. Można również – jak to robi FOR w ramach akcji #BubelRoku – pokazać ułomność ustawy pod względem prawnym. Albo zatrzymać się na poziomie zdrowego rozsądku i, niezależnie od ekonomicznych analiz, zapytać: po co? A zaraz potem dodać: jakim prawem?

Ustawę o zakazie handlu w niedzielę najlepiej nazwać ustawą o zniewoleniu. Bo czymże, jak nie zniewoleniem, jest mówienie nam, co możemy, a czego nie możemy robić w swoim wolnym czasie? Dlaczego ktokolwiek miałby się interesować tym, czy zakupy chcę zrobić w taki, a nie inny dzień tygodnia, o takiej, a nie innej godzinie, z takiego czy innego powodu? Nie chodzi tylko o konsumentów, ale również pracowników i pracodawców, którzy nie mogą wchodzić ze sobą w dobrowolne umowy – ci pierwsi nie mogą pracować, drudzy zatrudniać. Koalicja rządowa traktuje obywateli jak dzieci, którym trzeba wymyślać zajęcia (kościół, spacer po parku z rodziną), zakazywać, słowem: urządzać życie.

Skoro na ustawie o zniewoleniu tracą wszyscy – konsumenci, pracownicy i pracodawcy – to, czy istnieje choć jeden argument na jej rzecz, poza fanatyczną w swej naturze inżynierią społeczną fundowaną nam przez państwowców? Okazuje się, że tak. Rząd twierdzi, że niektórzy pracownicy są zmuszani do pracy w niedzielę, a nie powinno tak być, ponieważ nie decydują wtedy o swoim czasie wolnym. Stąd łatwo przejść do wniosku, że ustawa o zniewoleniu jest konieczna.

Warta krótkiej analizy jest fraza „zmuszani do pracy”, którą szafują zwolennicy ustawy. Do przymusu dochodzi wtedy, gdy ktoś każe nam coś zrobić, a my nie możemy się przed tym uchylić. Innymi słowy, gdy nie mamy wyboru; chyba że za wybór uznamy konsekwencję w postaci kary (pobicie, utrata wolności lub życia). W takim sensie nikt w naszym kraju zmuszany do pracy nie jest. I innego sensu tych słów nie ma. Wychodzi na to, że przeciwnicy wolności stosują stare chwyty, tym razem w postaci rozmywania semantyki i używania słów niezgodnie z ich znaczeniem.

No dobrze, skoro nikt nie jest w Polsce zmuszany do pracy, to jakich pracowników mają na myśli zwolennicy ustawy o zniewoleniu? Zapewne tych, którzy – dobrowolnie, bo jak inaczej? – mają na umowie napisane, że mają pracować w niedzielę. Mówienie, że osoba, która z własnej woli przychodzi do drugiej osoby, by u niej pracować, jest do czegokolwiek zmuszana, to tania i mizerna sofistyka. Literalnie rzecz biorąc, jest to wręcz kłamstwo lub ignorancja, a do tego wyjątkowo niebezpieczne, bo zniewalające Polaków. Jeżeli ktoś czuje się „zmuszany” do pracy i nie chce pracować w niedzielę, to znaczy, że takiej pracy nie potrzebuje, ponieważ może się utrzymać, pracując np. sześć lub pięć dni w tygodniu. Osoba taka ma możliwość zmiany pracy. Popyt na pracowników w sklepach, marketach i hipermarketach jest duży, na pewno coś znajdzie – lub po prostu się przebranżowi. I tak oto wygląda jedyny (pseudo) racjonalny argument państwowców.

Problem leży gdzie indziej. Z sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej” wynika, że aż 52 proc. Polaków popiera ustawę o zniewoleniu. Co prawda przeprowadzono go po pierwszym dniu obowiązywania przepisów i opinia Polaków może się zmienić, ale to, że ponad połowa społeczeństwa nie widzi problemu, że ktoś w jawny sposób łamie prawa jednostki, szczerze mnie zdumiewa. Oznacza to, że większość żyje w paradygmacie zniewolenia, że naturalną jest dla nich sytuacja, w której rząd nimi, nomen omen, rozporządza. W czasach istnienia instytucji niewolnictwa ludzie wiedzieli, że są niewolnikami. Dzisiejsze społeczeństwo nie posiada nawet świadomości własnego zniewolenia – i prawdopodobnie dlatego mu przyklaskuje.


Ziemowit Gowin

AUTOR JEST ABSOLWENTEM FILOZOFII, WICEPREZESEM CENTRUM KAPITALIZMU. INTERESUJE SIĘ WSPÓŁCZESNĄ METAFIZYKĄ ANA- LITYCZNĄ, EPISTEMOLOGIĄ, FILOZOFIĄ UMYSŁU, FILOZOFIĄ JĘZYKA ORAZ ETYKĄ.

Okładka tygodnika WPROST: 19/2018
Więcej możesz przeczytać w 19/2018 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 0