Przez kilka lat pracował w TVP, teraz opowiedział o kulisach. „To było jak pisanie historii od nowa”

Przez kilka lat pracował w TVP, teraz opowiedział o kulisach. „To było jak pisanie historii od nowa”

Jakub Kwieciński
Jakub Kwieciński / Źródło: Facebook / Jakub i Dawid
Przez kilka lat Jakub Kwieciński pracował w TVP. Ze stacją rozstał się po tym, jak do sieci trafił teledysk, w którym wystąpił ze swoim partnerem. Teraz postanowił opowiedzieć o kulisach pracy w mediach publicznych.

Jakub Kwieciński był związany z Telewizją Polską przez osiem lat. Pracę stracił w 2018 roku, po tym jak do sieci trafił teledysk z udziałem jego oraz jego partnera Dawida Mycka. Choć do tej pory unikał publicznego omawiania swojej współpracy z publicznym nadawcą, teraz postanowił przerwać milczenie i opowiedzieć o kulisach pracy w TVP. Do refleksji skłonił go protest mediów pod hasłem „Media bez wyboru” przeciwko propozycji nowego podatku od reklam. „Osiem lat pracowałem w miejscu, które kiedyś można było nazwać telewizją, a dziś częściej mówi się: szczujnia, propagandówka, czy ściek. Najtrudniejsze były trzy ostatnie lata po zmianie prezesa. Patrzyłem, jak rozwalane są kolejne programy, jak wyrzucani są kolejni porządni dziennikarze, a ja naiwnie myślałem - zostaję, żeby ratować, co się da - że jak powróci do Polski normalność, to żeby nie zostały tam same zgliszcza” - napisał na swoim profilu na Facebooku.

Osobiste interwencje Jacka Kurskiego

Jakub Kwieciński zdradził, jak wyglądało przygotowanie materiałów o „Solidarności”. „Nagle na dzień przed emisją jednego z gotowych filmów dokumentalnych o »Solidarności« przychodzi rozkaz z samej góry: usunąć z niego ujęcia z Wałęsą, a wstawić ujęcia z Kaczyńskim. Wyszedłem. Zrobił to ktoś za mnie. Widziałem, jak z mojego spotu o polskiej drodze do wolności wymazywano, kolejno: Mazowieckiego, Geremka, Kuronia i Wałęsę. Zamiast nich wklejano Smoleńsk i braci Kaczyńskich. To było jak pisanie historii od nowa” - relacjonował.

facebook

Według Kwiecińskiego „prezes TVP interweniował osobiście w treści gotowych programów po telefonach od partyjnych kolegów”. „Były produkcje programów na polityczne zamówienie, było zdejmowanie filmów na godziny przed emisją, wydawanie milionów na kolejne projekty opraw graficznych tylko po to, aby znajomi prezesa mogli zarobić, czy rozkazy, aby wymieniać aktorów w niemal ustalonych już produkcjach. To wszystko, o czym każdy podejrzewa te instytucje widziałem na własne oczy” - przyznał.

Jak prezenterzy TVP tłumaczą swoje zachowanie?

Były pracownik TVP wspomniał rozmowę z jednym z prezenterów. „Pamiętam, jak rozmawiałem z prezenterem programu informacyjnego w dniu zwalnianiu jego kolegów i spytałem: »Nie myślałeś, żeby odejść stąd w ramach solidarności z Beatą Tadlą i Piotrkiem Kraśką?« Usłyszałem odpowiedź: »Wiesz, przeszło mi to przez głowę, ale potem się zastanowiłem czy oni zrobiliby coś takiego dla mnie? I zostałem«. Takich jak on są dziesiątki” - podsumował Kwieciński.

Czytaj też:
Orłoś o odejściu Rogalskiej z TVP: Wszystko ma swoje granice, coś w niej pękło

Źródło: WPROST.pl
+
 4

Czytaj także