Kolega chce popełnić samobójstwo, co mu powiedzieć? „Tego słowa trzeba używać głośno”

Kolega chce popełnić samobójstwo, co mu powiedzieć? „Tego słowa trzeba używać głośno”

Smutny mężczyzna
Smutny mężczyzna / Źródło: Unsplash / Nik Shuliahin
Myślimy, że jak przy osobie z tendencjami samobójczymi powiemy słowo „samobójstwo”, to będzie ona bardziej skłonna je popełnić. Nic bardziej mylnego. Trzeba o tym mówić. Pytać, jakich tabletek chciałaby użyć. Czy kupiła już linę. Potem trzeba te rzeczy z jej życia usunąć – mówi Agnieszka Tousty-Ingielewicz, psycholog i psychoterapeutka, na co dzień pracująca z osobami gotowymi odebrać sobie życie.

Wprost: Przychodzi pacjent i mówi: chcę popełnić samobójstwo. Co robisz?

Agnieszka Tousty-Ingielewicz: Nie wypuszczam go z gabinetu, tylko dzwonię po karetkę. Takie jest działanie psychologów.

Nie jestem psychologiem, nie mam gabinetu. Dzwoni do mnie kolega i mówi, że chce popełnić samobójstwo. Co ja mam zrobić?

Masz mu powiedzieć, że rozumiesz. Że wiesz, że cierpi. Że jesteś z nim. Kluczowe jest pokazanie wsparcia. Nie możesz nigdy zostawić tej osoby samej sobie. Masz mu pokazać, że jesteście z tym problemem razem, że działacie razem.

Jeżeli sytuacja będzie krytyczna, to też musisz pojechać z nim na oddział, gdzie dostanie pełną pomoc, gdzie postawi się diagnozę, gdzie będzie dostęp do farmakologii i wsparcia. Pamiętaj, żeby nigdy takiej osoby nie zostawiać. Nie rozłączać się, nie odchodzić, jak źle by nie było.

Czytaj też:
Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Kto najczęściej je popełnia?

Jak rozmawiać?

Pytać. Czego mu brakuje, dlaczego o tym myśli, skąd to się wzięło? Takie pytania są dobre. Spróbuj ukierunkować uwagę na to, co by stracił, gdyby popełnił samobójstwo. Można wykonać jedno proste ćwiczenie.

Jakie?

Każę swoim pacjentom wrzucić do pudełka wszystkie rzeczy, których by nie doświadczyli, gdyby teraz pożegnali się z życiem. Nie doświadczyliby pierwszego seksu, nie zobaczyliby Tadź Mahal, nie poznaliby nowej miłości. To jest część tak zwanego planu bezpieczeństwa. Ale to nie jego najważniejsza część.

Co jest ważniejsze?

Numery, kontakty. Miejsca, gdzie pacjent może iść czy zadzwonić jeśli będzie mu źle. Nie chodzi tylko o te ogólnopolskie numery 116 123 czy 800 70 22 22, ale telefony do bliskich: rodziny, przyjaciół, znajomych. Do kogoś, kto zawsze mógłby przyjechać do takiej osoby, żeby z nią być, żeby uprawomocnić jej uczucia.

Ten ktoś może wtedy mówić o samobójstwie, czy to słowo-tabu, którego lepiej nie wymawiać?

Może, a nawet powinien. Myślimy, że jak przy osobie z tendencjami samobójczymi powiemy słowo „samobójstwo”, to ona będzie bardziej skłonna, żeby je popełnić. Nic bardziej mylnego. Trzeba o tym głośno mówić. Pytać, jakich tabletek chciałaby użyć. Czy kupiła już linę. Jeśli tak, to gdzie ją trzyma. Czy wolałaby czegoś się nałykać, czy jednak powiesić. Potem trzeba te wszystkie przedmioty z jej życia usunąć.

Czytaj też:
Dlaczego Polacy tak często odbierają sobie życie? Psychiatra: Mężczyźni nie potrafią się otwierać

Nikt nikomu nie będzie szperał przecież w szufladach, czy ma tabletki albo linę.

Nie o to też do końca chodzi. Chodzi o zbudowanie planu na ratowanie życia, który taka osoba powinna mieć zawsze przy sobie. Samobójstwo jest impulsywne. To jest chwila. Jak nie ma żadnego ratunku dokoła, to łatwiej je popełnić. Dlatego taki plan zapobiegawczy dobrze działa.

Dziwi cię to, że w Polsce mężczyźni kilkukrotnie częściej niż kobiety popełniają samobójstwo?

Nie dziwi. Widzę to na co dzień.

Z czego to wynika?

Mężczyźni są bardziej zdeterminowani. Kulturowo są postrzegani jako ci silniejsi, no i dużą rolę odgrywa testosteron. Jest akcja i reakcja. A kobieta często się waha przez swoją emocjonalność, wysoką wrażliwość.

Widzisz więcej pacjentów z myślami samobójczymi przez pandemię koronawirusa?

Widzę. Pandemia miała na to duży wpływ, chociaż może tego nie da się wyczytać w oficjalnych statystykach. Ale w gabinecie mam niestety więcej pacjentów z myślami samobójczymi niż jeszcze dwa lata temu.

Wszystko przez wycofanie, przez brak kontaktów społecznych. A ludzie potrzebują afiliacji. Jeśli jej nie mają, to wchodzą w stany depresyjno-lękowe i machina zaczyna się kręcić. Zaczynają się myśli automatyczne, rezygnacyjne, że nic już mnie dobrego nie czeka, że przeszłość była beznadziejna, teraźniejszość też jest beznadziejna, więc nie czeka mnie nic lepszego.

Dlatego tak ważne jest, żeby jak najszybciej odkręcić tę spiralę. To brzmi prosto, ale czasem jest tak trudne – po prostu być. Słuchać, pytać, rozmawiać i nie zostawiać nigdy nikogo w potrzebie.

Czytaj też:
Samobójstwa mężczyzn, gorączka w PO, walka z religią w szkołach. Nowy „Wprost”

Agnieszka Tousty-Ingielewicz – psycholog, psychoterapeuta. Jest członkiem Polskiego Towarzystwa Terapii Poznawczej i Behawioralnej (PTTPB) oraz Polskiego Towarzystwa Terapii Dialektyczno-Behawioralnej (PTDBT). Staż kliniczny odbyła na Oddziale Dziennym Psychiatrycznym Samodzielnego Zespołu Publicznych Zakładów Lecznictwa Otwartego w Warszawie – Praga Południe, gdzie współpracowała z osobami z depresją, chorobą afektywną dwubiegunową, napadami paniki, psychozą. Obecnie pracuje w Fundacji „Pomóż Dorosnąć” w Piasecznie, gdzie stale pomaga dzieciom i młodzieży zmagającej się z depresją, natręctwami, fobiami, ADHD, zespołem Aspergera i innymi. Wspomaga też młodzież z domów dziecka w procesie usamodzielnienia w Fundacji Szczęśliwej Drogi. Absolwentka Uniwersytetu SWPS na kierunku Social Psychology i certyfikowana psychoterapeutka pracująca w nurcie Poznawczo-Behawioralnym. W swojej pracy wykorzystuję urządzenie do EEG biofeedback.
Źródło: Wprost
 1

Czytaj także