Potrójne zabójstwo w Borowcach. Zdaniem prokuratora Jacek Jaworek żyje

Potrójne zabójstwo w Borowcach. Zdaniem prokuratora Jacek Jaworek żyje

Jacek Jaworek, poszukiwany
Jacek Jaworek, poszukiwany / Źródło: Policja
Jacek Jaworek po zabójstwie brata, bratowej i ich syna rozpłynął się w powietrzu. Sprawę makabrycznego morderstwa we wsi Borowce raz jeszcze prześledził portal tvn24.pl.

Do potrójnego zabójstwa w Borowcach doszło 10 lipca tego roku. W nocy z 9 na 10- lipca Jacek Jaworek wracał do znajdującego się w tej miejscowości domu brata, u którego mieszkał po powrocie z zagranicy. 52-letni mężczyzna rozstał się z żoną, a podczas pandemii nie mógł pracować poza Polską. Spędził też dwa miesiące w więzieniu za niepłacenie alimentów na dwójkę dzieci. W Borowcach dzielił dom z 44-letnim Januszem, jego żoną Justyną (również 44 lata), 17-letnim Jakubem i 13-letnim Giannim, który urodził się we Włoszech, a tamtejsi urzędnicy nie chcieli przyjąć imienia Jan.

W noc przed morderstwem Jacek Jaworek spotkał się z kuzynem Tomaszem. Miał mówić mu o poczuciu osaczenia, sprawach sądowych, zajęciu działki przez komornika i o tym, że ogólnie „ma dość”. Tomasz zapewnia, że 52-latek nie miał wówczas przy sobie broni, był zbyt lekko ubrany, by zdołał ją ukryć.

Dwa zgłoszenia w noc morderstwa

Zgłoszenie na policję dotarło 46 minut po północy. Dzwoniła kobieta, która zdołała jedynie podać swoje nazwisko. 9 minut później nadeszło kolejne zgłoszenie. Wynikało z niego, że syn telefonującej wcześniej kobiety przebiegł do sąsiadów i to za jego sprawą udało się zawiadomić policję. Był to 13-letni Gianni, który jako jedyny przeżył masakrę.

Patrol policji z Koniecpola był przed domem Jaworków kwadrans od pierwszego zgłoszenia. Funkcjonariusze wezwali straż pożarną ze względu na zamknięte drzwi. W budynku natrafili na ciała trzech osób. Później ustalono, że zginęły one od 10 strzałów: 8 kul trafiło 44-letniego Janusza, pozostałe osoby zginęły od pojedynczych pocisków.

Sołtys Borowców: W okolicy trudno zniknąć bez śladów

Drogi do Borowców miały zostać zablokowane dopiero w sobotę po godzinie 14. Policjanci szukali mordercy od rana. reporterka TVN24.pl nie dowiedziała się jednak, jak wielu funkcjonariuszy oraz jak duży obszar przeczesywało jeszcze tej samej nocy. W przeszukaniach brały udział trzy drony oraz sprowadzone z Niemiec psy saksońskie. Od trzech miesięcy przed domem Jacka Jaworka stoi radiowóz policji. Głównie dla zapewnienia poczucia bezpieczeństwa lokalnym mieszkańcom.

Kuzyn Jacka Jaworka podkreślał, że słyszał od niego, iż ten „nie wróci do aresztu”. – Nie chcę przesądzać, ale myślę, że żywa osoba nie zostanie znaleziona – mówił jeszcze w dniu zbrodni. Sołtyska Borowców Aleksandra Fuchs podkreśla, że o wypadek i zniknięcie w okolicy trudno, ponieważ w okolicznych lasach, mimo że gęstych, nie ma rzek ani bagien.

Tajemnicza przesyłka i inne tropy

Do domu Jacka Jaworka w pierwszym tygodniu października wysłana została przesyłka z Francji. Jest ona badana przez śledczych. Policja sprawdza też, kto i skąd logował się w ostatnim czasie na jego koncie w mediach społecznościowych. Prokurator Tomasz Ozimek w rozmowie z TVN24.pl podkreślał, że nie wierzy w śmierć Jacka Jaworka.

– Na chwilę obecną najmniej prawdopodobne jest, że podejrzany nie żyje – stwierdzał. – Najbardziej prawdopodobne jest, że żyje i ukrywa się w Polsce albo za granicą – przekazał. Jak zaznaczył, nie ma na to stuprocentowego dowodu, ale analiza okoliczności, zeznań świadków oraz opinii biegłych pozwala mu przyjąć tego typu założenie.

Czytaj też:
Jacek Jaworek wciąż poszukiwany. Wystawiono za nim czerwoną notę Interpolu

Źródło: TVN24.pl
 0

Czytaj także