Dlaczego Kaczmarek musiał odejść?

Dlaczego Kaczmarek musiał odejść?

Fot. A. Jagielak/Wprost
Gazety prześcigają się w relacjonowaniu faktów i w domysłach dotyczących przyczyn niespodziewanej decyzji premiera o odwołaniu szefa MSWiA Janusza Kaczmarka.

"Fakt" bulwersuje czytelników bezpośrednio przesądzającym o winie tytułem "Kaczmarek ostrzegł Leppera". Pozostałe gazety na czołowych kolumnach sygnalizują wydarzenie w tonie znacznie spokojniejszym. "Gazeta Wyborcza": "Odwołany za przeciek", "Rzeczpospolita": "Kaczmarek odwołany z MSWiA", "Dziennik": Wyrzucony za przeciek", "Życie Warszawy": "Kaczmarek wyleciał, Stasiak szefem MSWiA", "Trybuna": "Swój, czyli obcy". "Nasz Dziennik" sugeruje, że były szef MSWiA stał się "Ofiarą prowokacji" służb specjalnych.

Jak wynika z relacji dwóch gazet, które poświęcają sprawie najwięcej miejsca - "Gazety Wyborczej" oraz "Dziennika" - nie ma jasności w jakich okolicznościach mogło dojść do przecieku. Pisma domniemują, że sprawa mogła zostać ujawniona podczas prywatnego obiadu, jaki były minister spożywał w towarzystwie posła Samoobrony Lecha Woszczerowicza oraz prezesa Prokomu Ryszarda Krauze (według jednych źródeł) lub prezesa PZU SA Jaromira Netzela (według innych).

Dość zgodnie gazety twierdzą, że do odwołania b.ministra doprowadził konflikt między nim i szefem resortu sprawiedliwości Zbigniewem Ziobrą. Marek Biernacki, były minister SWiA wręcz mówi, że "Ziobro skasował swego konkurenta", zaś "Trybuna" pisze, że to rezultat otwartej wojny między dwoma do niedawna najważniejszymi ludźmi wymiaru sprawiedliwości, pod okiem których miała przebiegać odnowa moralna państwa, walka z korupcją i "układem". Zdaniem "Naszego Dziennika" sprawa dymisji ministra może mieć "drugie dno". Niewykluczone, że chodzi o to, by sfingowaną informacją o "przecieku" zatuszować nieprawidłowości w operacji CBA.

pap, ss

Czytaj także

 0