Prokuratura umorzyła sprawę Tomasza Lisa. Ujawniono treść zeznań: Przycisnął do ściany

Prokuratura umorzyła sprawę Tomasza Lisa. Ujawniono treść zeznań: Przycisnął do ściany

Tomasz Lis
Tomasz Lis Źródło:Shutterstock / Grand Warszawski
Prokuratura umorzyła dochodzenie ws. Tomasza Lisa – przekazała Wirtualna Polska. Portal dotarł jednak do treści niepokojących zeznań. Tak w stosunku do współpracowników zachowywać miał się rzekomo szef redakcji tygodnika „Newsweek Polska” (w latach 2012-2022).

Zeznania świadków znalazły się w uzasadnieniu śledczych. Dokument liczy 18 stron.

„Czuła się niezręcznie”

Jedna z kobiet opowiedziała, jak były redaktor naczelny „Newsweeka” miał pewnego razu rzekomo „pójść za nią przyspieszonym krokiem” i rzekomo „złapać za twarz, przycisnąć do ściany i pocałować w policzek”. Ponoć „próbowała” wówczas „wyrwać się” dziennikarzowi. Kolejny świadek opowiedział, jak Lis chciał „pocałować w usta” współpracownicę, ale ta zdążyła się „uchylić”. Lis miał też dziwną prośbę do makijażystki, by ta pomalowała go w sypialni. Z tym jednak „czuła się niezręcznie” – czytamy.

Z udostępnionych portalowi WP dokumentów można dowiedzieć się też, iż śledztwo umorzone zostało ze względu na przedawnienie (rzekome nieodpowiednie zachowania zakwalifikowano jako czyny wymagające zgłoszenia w ciągu 12 miesięcy od ich wystąpienia). Ws. łamania praw pracowniczych uznano, że nie da się zachowań nazwać mobbingiem (to wg Kodeksu pracy „działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników”). W ocenie części przesłuchanych mogły one jednak „nosić” takie „znamiona”.

Sprawę umorzono w 2024 roku

Prokuratura Okręgowa w Warszawie śledztwo ws. podejrzenia uporczywego i złośliwego naruszania praw pracowniczych i naruszenia nietykalności cielesnej wszczęła w sierpniu 2022 roku. Sprawę umorzono zaś w kwietniu tego roku (po ponad 1,5 roku). Rzekome „niewłaściwe zachowania” miały być wymierzone w kobiety zatrudnione przy produkcji wideo. W zeznaniach skarżyły się m.in., że Lis „rzucał głupie teksty”, że dotykał włosów jednej z nich – choć się na to nie zgadzała, a innej miał ponoć włożyć palce w dziury w spodniach (w rejonie ud). Wtedy nerwowo „odskoczyła”. Tę samą osobę – makijażystkę – miał też „próbować pocałować”, gdy już skończyła pełnić swoje obowiązki związane z malowaniem dziennikarza.

Jak podaje portal, w rozmowie z prokuraturą Lis powiedział, że wspomnianych osób „nie zna”, a wymienione „nazwiska nic mu nie mówią” – czytamy w artykule WP.

Lis był naczelnym „Newsweeka” przez dekadę

Przypomnijmy – po 10 latach dziennikarz, znany m.in. z programu publicystycznego emitowanego na TVP2 „Tomasz Lis na żywo” (2008-2016), przestał pełnić funkcję redaktora naczelnego „Newsweeka”, którą obejmował w latach 2012-2022. W czerwcu 2022 roku pracownicy „Newsweeka” w tekście Wirtualnej Polski oskarżyli Lisa o to, że jako redaktor naczelny miał ich rzekomo poniżać, doprowadzać do ataków paniki czy rzucać seksistowskie uwagi.

Za pośrednictwem swojej mecenas były naczelny „Newsweeka”, w odpowiedzi na pytania portalu, zarzutom wówczas zaprzeczył. „Żadne wyszydzanie wyglądu czy ubioru nie miało miejsca, bo – poza wszystkim – są to kwestie, które zupełnie mnie nie interesują. Równie kategorycznie zaprzeczam, by dochodziło do gnębienia, prześladowania czy zastraszania kogokolwiek” – podkreślał.

Czytaj też:
Szmydt napisał do Stanowskiego. „Wyjaśnimy te rosyjskie wpływy w Polsce?”
Czytaj też:
Sąsiedzi 13-latki reagują na poród w Zatorze. „To wciąż tylko dzieci”