Korki, smog i smród uryny. Niemieckie kontrole paraliżują Słubice

Korki, smog i smród uryny. Niemieckie kontrole paraliżują Słubice

Niemieckie kontrole graniczne we Frankfurcie nad Odrą, przy granicy ze Słubicami
Niemieckie kontrole graniczne we Frankfurcie nad Odrą, przy granicy ze Słubicami Źródło: PAP / DPA
Wprowadzone przez Niemcy kontrole graniczne paraliżują życie mieszkańców Słubic. – My po prostu nie możemy normalnie funkcjonować – wskazuje burmistrz miasta Marzena Słodownik.

W połowie września Niemcy przywróciły kontrole na swoich granicach lądowych, w tym na granicy z Polską. Działanie jest elementem zaostrzenia polityki migracyjnej prowadzonej przez niemieckie władze, szczególnie wrażliwe na ten temat w związku ze zbliżającymi się wyborami. Decyzja budzi bardzo duże kontrowersje ze względu na to, że Niemcy należą do strefy Schengen, w której przywrócenie kontroli może być jedynie tymczasowe i może nastąpić w uzasadnionych okolicznościach zagrożenia bezpieczeństwa i porządku publicznego.

Słubice. Kontrole na granicy paraliżują miasto. „Jeżdżą, jak popadnie”

Obecne wznowienie kontroli na granicach zostało ogłoszone do marca, ale niemieccy politycy już mówią o ewentualnym dalszym wydłużeniu tego okresu. Jednak wprowadzenie kontroli sprawie wiele problemów na polsko-niemieckiej granicy. Jak informuje Radio ZET, na największym przejściu granicznym w Świecku kierowcy tirów stoją nawet kilkanaście godzin w kolejce na granicy. A to jest ogromnym problemem dla sąsiednich miejscowości.

– W tej chwili Autostrada Wolności zamieniła się w jeden wielki koszmar dla wszystkich, którzy chcą przekroczyć granicę – powiedział RMF FM starosta słubicki Leszek Bajon.

– Kontrole, które są i w Słubicach, i w Świecku, które jest obok, powodują, że kiedy robi się korek w Świecku, wszystkie samochody jadą do Słubic. Co się dzieje wtedy? To się dzieje wtedy, że my mamy zakorkowane miasto – przyznaje w rozmowie z radiem burmistrz Słubic Marzena Słodownik. – Kolejka stoi na każdej uliczce. Czasem jest tak, że stoją nawet na uliczkach osiedlowych. My po prostu nie możemy normalnie funkcjonować – dodaje.

„Miasto śmierdzi uryną”

Problem potwierdza reporter Radia ZET Krzysztof Grządzielski, który jest na miejscu. – Miasto śmierdzi uryną, bo kierowcy czekający w korkach, aby przejechać granicę, załatwiają swoje potrzeby, gdzie popadnie. Codziennym wyzwaniem staje się nawet wyjazd autem do sklepu czy do lekarza – mówi.

Problemem oprócz wszechobecnych korków są wszędzie unoszące się spaliny i hałas generowany przez auta. Najgorzej ma być w niedzielę wieczorem i poniedziałki. – Do 22 w niedzielę tiry mają zakaz przekraczania granicy. Setki kierowców czekają na okolicznych MOP-ach (miejsca obsługi podróżnych). Później zaczyna się walka, kto pierwszy, ten lepszy – wskazuje dziennikarz.

Radio ZET cytuje też wypowiedzi poszczególnych mieszkańców Słubic. „Nie da się nigdzie przyjechać”; „Stają na pasach, nie można przejść w ogóle przez pasy”; „Jeżdżą, jak popadnie, bo są tu powykluczane niektóre drogi” – mówią mieszkańcy.

– To tak naprawdę wywołuje niepokój społeczny. Powoduje, że nasza integracja, nasze stosunki dobrosąsiedzkie z Niemcami stoją pod znakiem zapytania. My nie chcemy takich sytuacji – podkreśla burmistrz Słubic w rozmowie z RMF FM.

Czytaj też:
Polski wątek w debacie kandydatów na kanclerza Niemiec. Wspomniano Donalda Tuska
Czytaj też:
Polscy wędkarze podpadli w niemieckim mieście. Burmistrz reaguje po skandalicznych praktykach

Opracował:
Źródło: RMF FM / Radio ZET