Agent w polskim ministerstwie. Ppłk Korowaj: To porażka weryfikacji, ale sukces kontrwywiadu

Agent w polskim ministerstwie. Ppłk Korowaj: To porażka weryfikacji, ale sukces kontrwywiadu

Ppłk rez. Maciej Korowaj
Ppłk rez. Maciej Korowaj 
Szpieg zatrzymany w sercu MON. Pracował w resorcie od lat 90. Jeszcze w 2021 roku Służba Kontrwywiadu Wojskowego poddała go procedurze sprawdzającej, jednak wówczas oficerowie nie dostrzegli żadnych dowodów zdrady. – Umiejętność oczyszczenia własnego środowiska świadczy o sile i skuteczności systemu – mówi w „Rozmowie Wprost” ppłk rez. Maciej Korowaj.

Sytuacja ta stawia pod znakiem zapytania skuteczność mechanizmów weryfikacyjnych, ale jednocześnie pokazuje, że pion operacyjny potrafi naprawić wcześniejsze niedociągnięcia.

Ppłk rez. Maciej Korowaj, analityk wojskowy i były oficer Służby Wywiadu Wojskowego, w rozmowie z „Wprost” nie szczędzi gorzkich słów pod adresem procedur, zauważając, że w tym przypadku: „Można tu mówić o porażce systemu zapobiegania i weryfikacji osób na takich stanowiskach”.

Ekspert podkreśla jednak, że medal ma dwie strony. Z jednej strony system zawiódł na etapie sprawdzania dokumentów, ale z drugiej: „Należy to uznać za sukces pionu operacyjnego kontrwywiadu, który nie tylko czeka na informacje, ale aktywnie sprawdza różne możliwości”. Według podpułkownika to właśnie dzięki działaniom operacyjnym udało się ostatecznie wypracować mechanizm, który pozwolił na skuteczną identyfikację agenta w strukturach Ministerstwa Obrony Narodowej.

Czy zatrzymany urzędnik MON pracował dla obcego wywiadu od lat 90?

Cała rozmowa:

Wiele pytań budzi fakt, w jaki sposób osobie podejrzanej o współpracę z obcym mocarstwem udawało się przez tak długi czas unikać dekonspiracji. Zatrzymany, mający dziś 60 lat, był urzędnikiem o ogromnym doświadczeniu.

Ppłk Korowaj wyjaśnia, że utrzymanie agenta przez dekady w reżimie kontrwywiadowczym jest zadaniem niezwykle trudnym i kosztownym dla każdej służby. Rosyjski lub białoruski wywiad często stosuje strategię umieszczania swoich źródeł w tak zwanym „cieniu”, na stanowiskach trzeciego rzędu. Takie osoby nie rzucają się w oczy i nie zawsze przechodzą najbardziej rygorystyczny, „drobiazgowy” cykl weryfikacji, który jest zarezerwowany dla najważniejszych funkcji w państwie. Przy ogromnej liczbie urzędników weryfikacja danych nie zawsze odbywa się w pełnym zakresie, co stwarza luki, które przeciwnik bezlitośnie wykorzystuje.

Zatrzymanie szpiega w MON. Kulisy wpadki

Niezwykle ciekawie prezentują się kulisy samej wpadki szpiega. Według medialnych informacji urzędnik miał zostać zidentyfikowany po urlopie na Białorusi, skąd nie mógł wrócić z powodu zamkniętych granic. W akcie desperacji wysłał wiadomość do swojego pracodawcy, co natychmiast wzbudziło czujność służb. Czy to świadczy o nieudolności obcego wywiadu? Ppłk Korowaj wskazuje, że obecna sytuacja geopolityczna wymusza na służbach podejmowanie większego ryzyka. Zamykanie konsulatów i trudności z bezpieczną łącznością internetową sprawiają, że czasem niezbędny jest kontakt osobisty.

– Służby zaryzykowały, licząc na to, że jego ruchy w stronę wschodniej granicy pozostaną niezauważone. To był ich błąd, przez który straciły agenta – ocenia ppłk Korowaj.

Co kierowało zatrzymanym w MON szpiegiem?

Motywacja osób decydujących się na zdradę ojczyzny rzadko jest ideologiczna. W przypadku pracownika cywilnego MON kluczowym czynnikiem mogły okazać się po prostu pieniądze, ponieważ ich zarobki nierzadko oscylują wokół średniej krajowej lub nawet poniżej tego poziomu.

Jak wyjaśnia ekspert, do czynnika merkantylnego dochodzi często frustracja, poczucie bycia niedocenionym lub silna polaryzacja polityczna. Agent idealny to taki, który na co dzień jest praktycznie niezauważalny i nie wyróżnia się niczym szczególnym w swoim zachowaniu. Jednak nawet najlepiej przygotowani „uśpieni” agenci popełniają błędy w sztuce wywiadowczej, związane z finansowaniem czy nieostrożnym zachowaniem, co ostatecznie naprowadza kontrwywiad na ich ślad.

Agent w MON. Co wyniósł dla obcego wywiadu?

Choć trudno precyzyjnie określić, jakie dokumenty mogły trafić do Moskwy lub Mińska bez znajomości szczegółowych kompetencji urzędnika, jego pozycja operacyjna była uznawana za świetną. Przez lata pracy w Departamencie Strategii i Planowania Obronnego zgromadził on ogromny „odsłuch” środowiskowy, znając strukturę ministerstwa od logistyki po relacje personalne.

Ppłk w „Rozmowie Wprost” wyjaśnia, że wschodni wywiad interesuje przede wszystkim nasza determinacja w budowie sił zbrojnych oraz gotowość do wspierania sojuszników na wschodniej flance NATO, gdzie Polska pełni rolę strategicznego „zawiasu bezpieczeństwa”.

Polska straci w oczach sojuszników przez szpiega w ministerstwie?

Mimo powagi sytuacji, ppłk Korowaj uspokaja w kwestii relacji z naszymi sojusznikami. Fakt, że szpieg działał w strukturach od lat 90., nie musi oznaczać utraty zaufania partnerów z NATO.

Ekspert przekonuje, że: „Umiejętność oczyszczenia własnego środowiska świadczy o sile i skuteczności systemu”. Podobne przypadki zdarzały się również w służbach amerykańskich, co jedynie potwierdza, że dana struktura jest dla przeciwnika ważna i warta infiltracji. Ostateczne wyeliminowanie zagrożenia, nawet po wielu latach, należy traktować jako dowód na to, że polskie służby, mimo niedoskonałych procedur, potrafią skutecznie chronić interesy państwa.

Czytaj też:
Polskie służby bezpieczeństwa idą śladami Chin i Rosji. Ustawa otwiera drogę do odrodzenia „bezpieki”?