Temat związany z obecnością dzików w Warszawie w ostatnich tygodniach rozgrzewał opinię publiczną. Do sprawy w niecodzienny sposób odniósł się też prezes Prawa i Sprawiedliwości, Jarosław Kaczyński.
Polityk odpowiadając na pytanie dziennikarza, który zapytał o dziki w miastach przywołał anegdotę z wakacji 1992 roku. Opowiedział, że spędzał je w leśniczówce, w okolic której znajdowało się mnóstwo zwierząt – w tym dziki. Kaczyński opowiadał o zapewnieniach leśników, którzy mówili mu, że może swobodnie poruszać się po lesie, a gdy trafi na stado dzików, powinien iść dalej i się ich nie bać. – Same mogą się odwracać i tak chrząkać – wyjaśnił. Potem zaczął naśladować dźwięki, jakie wydają dziki. – Mają kły, ale trzeba iść. Ja to robiłem, jakoś żyję – stwierdził.
Kaczyńskiego sposób na dziki. „Na leśnictwie się nie zna”
Dziennikarze Faktu zapytali leśnika o sposób na dziki wspomniany przez prezesa PiS. Ekspert podkreślił, że leśne zwierzęta starają się unikać kontaktu z człowiekiem, ale należy pamiętać, że „zwierzę to wciąż zwierzę”. – Nawet oswojony, przyjazny pies potrafi nagle ugryźć. Dlatego zawsze lepiej zachować ostrożność – powiedział leśnik. Wyjaśnił, że do niebezpiecznej sytuacji może dojść, jeśli trafimy na lochę z młodymi. Samica dzika może być wtedy agresywna, „jak każda matka broniąca swoich dzieci”.
Leśnik dodał, że niejednokrotnie spotykał w lasach łosie, jelenie, dziki czy wilki – za każdym razem zwierzęta wycofywały się w obawie przed kontaktem z człowiekiem. Niepokój może wzbudzić zwierzę, które nie ucieka – może być bowiem zarażone wścieklizną. – Wtedy instynkt już nie działa tak jak powinien i takie zwierzę może nie uciec – wyjaśnił.
– Pan Kaczyński na leśnictwie się nie zna. I Bogu dzięki – podsumował ekspert.
Czytaj też:
Dziki zabite bez powodu? Dotarliśmy do danych. „Nie stwierdzono przypadków ASF”Czytaj też:
Afera z dzikami w Warszawie. Litewka publikuje zdjęcia, ratusz się tłumaczy
