Kania: nie powoływałam się na wpływy u polityków

Kania: nie powoływałam się na wpływy u polityków

Dodano:   /  Zmieniono: 11
Dziennikarka "Wprost" Dorota Kania w oświadczeniu przesłanym PAP stwierdziła, że nigdy nie powoływała się na wpływy u polityków i nigdy nikomu nic nikomu nie obiecywała.

Zapowiedziała pozew do sądu przeciw Markowi Dochnalowi, który w poniedziałek w wieczornym programie "Teraz My" w TVN, mówił, że "pewne osoby" składały jego rodzinie propozycję pomocy w zamian za gratyfikację finansową. Pytany, o kogo chodzi wyjawił, że chodzi o dziennikarza. Poza anteną, w transmitowanej tylko w Internecie części programu ujawnił, że chodzi o Dorotę Kanię.

"Pani Dorota Kania pożyczyła kilkaset tysięcy złotych od mojej rodziny, obiecując kontakty z politykami Prawa i Sprawiedliwości" -  mówił Dochnal. Dodał, że po przegranych przez PiS wyborach Kania zwróciła pieniądze.

"Stanowczo oświadczam, że nigdy nie powoływałam się na wpływy u polityków i nigdy nikomu nic nie obiecywałam. W związku z kierowanymi pod moim adresem pomówieniami przeciwko Markowi Dochnalowi w najbliższych dniach skieruję sprawę do sądu" - napisała Kania w oświadczeniu.

Wyjaśniła, że w drugiej połowie 2005 roku chciała kupić dom o bardzo skomplikowanej sytuacji prawnej, dlatego wynajęła biuro obrotu nieruchomościami. Trafiła do biura ANEKS w Warszawie, którego właścicielką jest Barbara Pietrzyk. Wtedy nie wiedziała, że Pietrzyk jest teściową Marka Dochnala.

W trakcie transakcji - napisała Kania - okazało się, że bank da jej jedynie połowę sumy, którą potrzebowała. Wtedy Pietrzyk sama zaoferowała, że pożyczy jej na rynkowych warunkach brakującą kwotę. Dzięki temu kupiła dom na początku 2006 r. Jesienią 2007 r. Pietrzyk na prośbę Kani pokwitowała jej całkowitą spłatę pożyczki.

Kania w oświadczeniu podała też, że nie zna samego Marka Dochnala, nigdy się z nim nie kontaktowała i nie rozmawiała. Rozmawiała natomiast z jego żoną - Aleksandrą Dochnal na jej prośbę, gdy lobbysta był w areszcie. Kania była wtedy dziennikarką "Życia Warszawy".

"Opowiadała mi o rzekomo nieuczciwych sędziach, prokuratorach i adwokatach, którzy prowadzili sprawę jej męża. Wymieniała też nazwiska dziennikarzy i świadków, którzy rzekomo mieli być opłacani przez nią lub jej męża" - zaznaczyła Kania.

"27 maja 2005 r. został opublikowany w +Kulisach+, dodatku do +Życia Warszawy+ jedyny wywiad, jaki przeprowadziłam z Aleksandrą Dochnal. Było to w czasie kiedy u władzy był SLD. Drugą osobą prowadzącą wywiad z Aleksandrą Dochnal - podczas którego miałam rzekomo oferować pomoc Markowi Dochnalowi - był mój redakcyjny kolega Marcin Szymaniak" - podała.

"Telefony od Aleksandry Dochnal przestałam odbierać od momentu, gdy potwierdziła mi, że po dwóch latach aresztu męża będąc w Rosji spotkała się z rosyjskim szpiegiem Władimirem Ałganowem" - dodała Kania.

Dochnal spędził w areszcie ponad 3 lata. Wyszedł na wolność 31 stycznia. Prokuratura domagała się kolejnego przedłużenia mu aresztu - do 31 maja - jednak warszawski sąd okręgowy nie uwzględnił tego wniosku. Znany lobbysta został aresztowany we wrześniu 2004 r. w związku ze śledztwem prowadzonym wspólnie przez Prokuraturę Apelacyjną w Łodzi i łódzką ABW, dotyczącym "korupcji funkcjonariuszy pełniących funkcje publiczne". Chodziło o korumpowanie b. "barona" SLD w Łódzkiem i b. posła Andrzeja Pęczaka. Potem był aresztowany za przestępstwa gospodarcze.

Pierwsze z tych śledztw zakończyło się już aktem oskarżenia. Ciągle toczy się drugie, prowadzone już przez prokuraturę w Katowicach, w którym lobbysta jest podejrzany o pranie brudnych pieniędzy - według nieoficjalnych informacji chodzi o 70 mln zł - a także przestępstwa przeciwko dokumentom i udział w obrocie środkami odurzającymi.

pap, ab

 11

Czytaj także