Polskie Stronnictwo Ludowe chciało znieść wprowadzone przez Prawo i Sprawiedliwość w 2018 roku ograniczenie, zgodnie z którym wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogą sprawować urząd maksymalnie przez dwie kadencje. Projekt nie uzyskał jednak większości w Sejmie.
Inicjatywa PSL przepadła w Sejmie. Zabrakło dwóch głosów
W głosowaniu przeprowadzonym w czwartek, 22 października, za jego przyjęciem opowiedziało się 213 posłów, przeciw było 215, a dziewięciu wstrzymało się od głosu. Łącznie głosowało 437 parlamentarzystów, a 23 nie wzięło udziału w głosowaniu.
Wynik pokazał, że koalicja rządząca nie była w tej sprawie jednomyślna. Przeciwko projektowi zagłosowało czworo posłów Koalicji Obywatelskiej: Małgorzata Tracz, Franciszek Sterczewski, Klaudia Jachira i Robert Dowhan. Wśród przeciwników znalazło się także sześcioro posłów Lewicy: Anna Żukowska, Joanna Wicha, Dorota Olko, Wanda Nowicka, Daria Gosek-Popiołek i Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Do tego doszło dwoje parlamentarzystów Centrum — Ryszard Petru i Rafał Komarewicz — oraz troje posłów Polski 2050: Adam Luboński, Bożenna Hołownia i Adam Gomoła.
Od głosu wstrzymał się marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty z Lewicy, a także Wioletta Tomczak, Piotr Strach i Łukasz Osmalak z Polski 2050. W Konfederacji siedmiu posłów zagłosowało przeciwko projektowi, a pięciu poparło jego odrzucenie?
Porażka projektu wywołała również polityczne konsekwencje. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz ogłosiła odejście z rządu Donalda Tuska. „Wartości są dla mnie ważniejsze niż stołki” — napisała w mediach społecznościowych.
„Dwukadencyjność samorządów została utrzymana. Tak zdecydował dziś Sejm. Wygraliśmy! Zmiana, której chce 75 proc. Polaków dojdzie do skutku. Stało się to jednak pomimo głosów K15X. Koalicja, w tym niestety znaczna część posłów Polski 2050, stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami. To nie pierwsza taka decyzja koalicji, ale fundamentalnie ważna” — tłumaczyła.
Dlaczego PSL chciało znieść dwukadencyjność?
Marek Sawicki z PSL wyjaśniał w rozmowie z „Wprost”, dlaczego jego ugrupowanie chciało znieść ograniczenie kadencji samorządowców. Jego zdaniem przepisy przyjęte przez PiS w 2018 roku są niekonstytucyjne. Polityk wskazywał też na konsekwencje, jakie utrzymanie dwukadencyjności może mieć dla odbudowy systemu obrony cywilnej.
– Zlikwidowana przez PiS obrona cywilna była sabotażem wobec bezpieczeństwa naszego państwa. Kontynuacja dwukadencyjności sprawia, że obrona cywilna, którą odbudowujemy, przy wyborach samorządowych w 2029 roku w 60 proc. zostałaby wymieniona. Ci nowi przez rok czasu będą się uczyć. Czy chodzi im o to, żeby teren był bezbronny? — mówił poseł.
Poseł Adrian Witczak podkreślał, że Koalicja Obywatelska opowiada się za pozostawieniem wyborcom decyzji o tym, kto powinien pełnić funkcję wójta, burmistrza czy prezydenta miasta. Na razie — jak zapowiedział — nie toczą się rozmowy o powrocie do krótszych kadencji, które w ustawie PiS zostały wydłużone z 4 do 5 lat. – Zasad się nie zmienia w trakcie gry — zaznaczył.
Jeszcze przed głosowaniem Witold Zembaczyński z Koalicji Obywatelskiej przewidywał w rozmowie z „Wprost”, że projekt może opuścić Sejm w ramach porozumienia koalicyjnego. Jednocześnie wątpił, by nowe przepisy weszły w życie, nawet gdyby zostały uchwalone. Powód? Brak podpisu Karola Nawrockiego.
– Jestem przekonany, że projekt i tak nie wejdzie w życie, ponieważ zostanie zawetowany przez Karola Nawrockiego. Prezydent komunikuje się ze społeczeństwem tylko dwoma sylabami "WE" i "TO". Co nie wyjdzie z Sejmu, co by miało poprawić polską rzeczywistość, zawsze natknie się na weto — mówił poseł KO.
Rzecznik Lewicy Łukasz Michnik wskazywał, że argumentem tych, którzy chcą zachowania dwukadencyjności jest to, że dzisiaj brakuje nam samorządowców i są miejsca, gdzie w wyborach startuje tylko jedna osoba. – Z drugiej strony pojawiają się głosy, żeby nie betonować samorządów, żeby dawać pole dla nowej krwi w polityce a ludzie się nie wypalali ze swoich obowiązków – podkreślał.
Dwukadencyjność dla samorządowców. „Jest za wcześnie na ocenę”
Jego klubowy kolega Tomasz Trela przyznał, że osobiście popiera projekt znoszący dwukadencyjność. – Takiego zdania są głównie te osoby, które tak jak ja, wywodzą się za samorządu. Jeśli obywatele nie są zadowoleni z wójta, burmistrza czy prezydenta miasta, to można zebrać podpisy i odwołać go w referendum. Kraków ostatnio pokazał, że taki scenariusz jest możliwy. Karanie kogoś ustawą, że może być na stanowisku tylko 10 lat nie jest dobre — ocenił poseł Lewicy.
Inne stanowisko przedstawił Krzysztof Szczucki. – My jako klub Rozwój Plus jesteśmy przeciwko zniesieniu dwukadencyjności, ale dyscypliny nie było. Niektórzy nasi posłowie mieli zgodę, żeby zagłosować inaczej, tak jak im podpowiadało sumienie. Trzeba rozbijać układy w samorządach a wybitni samorządowcy poradzą sobie w innych jednostkach samorządowych, w polityce na poziomie krajowym lub w sektorze prywatnym. Prezydenta, czyli najważniejszą osobę w państwie obowiązuje dwukadencyjność, więc dlaczego tak nie miałoby być także w przypadku wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast — tłumaczył polityk.
Michał Wawer przekonywał, że na ocenę skutków obowiązujących przepisów jest jeszcze za wcześnie. – Narodowe skrzydło Konfederacji ze strony Krzysztofa Bosaka jest przeciwko zniesieniu dwukadencyjności. Uważamy, że jeszcze nie było możliwości przetestowania, jak to rozwiązanie działa w praktyce i jak wpłynie na samorządy. Na wycofywanie się z tego powinniśmy poczekać do momentu, aż zobaczymy efekty obecnie obowiązujących przepisów — powiedział nam parlamentarzysta Konfederacji.
Limit kadencji dla posłów i senatorów?
Władysław Kosiniak-Kamysz jeszcze przed sejmowym głosowaniem zapowiadał, że w razie porażki projektu znoszącego dwukadencyjność, PSL zacznie dążyć do wprowadzenia limitu dwóch kadencji także dla posłów i senatorów.
Krzysztof Szczucki zwrócił uwagę na możliwe przeszkody prawne. – To wymagałoby zmiany konstytucji, a PSL taką większością nie dysponuje. Wykonawcze organy jednostek samorządowych nie są odpowiednikami organów ustawodawczych, czyli Sejmu i Senatu — argumentował poseł Rozwoju Plus.
Podobnie do propozycji odniósł się Tomasz Trela. – Nie ma takiej przestrzeni, żeby zmieniać konstytucję i Władysław Kosiniak-Kamysz doskonale to wie. Wiem, że to zagranie polityczne i mobilizujące, ale nie spodziewam się większości dla takich zmian – komentował polityk Lewicy.
Rzecznik tej formacji Łukasz Michnik przyznał z kolei, że chociaż pomysł ograniczenia liczby kadencji parlamentarzystów budzi wątpliwości konstytucyjne, ale sam ocenia go pozytywnie. – Mnie osobiście takie rozwiązanie się podoba. To mogłoby pozwolić trochę przewietrzyć Sejm. W parlamencie pojawiłoby się więcej nowych twarzy, weszłyby tutaj osoby z ideową werwą, które chcą walczyć o postulaty. Niektórym politykom, którzy są przy Wiejskiej od wielu kadencji, takiej werwy już po prostu brakuje – wyjaśnił.
- Możemy fantazjować o takim Sejmie, gdzie zabrakłoby twarzy znanych od lat. To byłby nowy rozdział w polskiej polityce. Pokazanie, że wymiana pokoleniowa tutaj też jest i są otwarte drzwi dla ludzi, którzy nie są od 30 lat ugruntowani w partyjnej strukturze. To by otworzyło Sejm na ekspertów, aktywistów i działaczy społecznych oraz zmusiło partie do poszukiwania nowych twarzy. Wątpię, żeby to odbyło się ze szkodą dla jakości debaty publicznej – dodał.
Znacznie bardziej sceptyczny jest Witold Zembaczyński. Poseł KO zwrócił uwagę, że ograniczenie kadencji mogłoby oznaczać odejście z parlamentu doświadczonych polityków, w tym liderów partyjnych.
- Jestem bardzo ciekaw, jak wyglądałby Sejm bez kierownictwa partii PSL, bo nikt z nich by się w Sejmie nie znalazł. To jest raczej pomysł zgłodzony dla odwrócenia uwagi, niż realne rozwiązanie, bo nie wyobrażam sobie takiego parlamentu, bez kierownictw partii – podkreślił.
Michał Wawer zwrócił uwagę, że w tej sprawie trzeba znaleźć równowagę. – Każdy wyborca musi sam ocenić, musimy tutaj wyważyć kwestię rotowania elit, wprowadzania nowych twarzy a wykorzystywanie kompetencji i doświadczenia osób, które je mają — mówił przedstawiciel Konfederacji.
