Leszek Miller przedstawił w Radiu ZET własny pomysł na zakończenie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem byłego premiera strona rządowa i prezydent powinny zawrzeć szerokie porozumienie obejmujące zarówno TK, jak i trwający spór o nominacje ambasadorskie.
Miller krytycznie ocenił ślubowania składane przez osoby wybrane przez Sejm na sędziów TK pod nieobecność Karola Nawrockiego. Jego zdaniem działania marszałka Sejmu nie mają wystarczającej podstawy prawnej. – Jeżeli ustawa mówi o ślubowaniu wobec prezydenta, a tak mówi, to trzeba wykazać podstawę prawną zastosowania innej procedury. A nie ma takiej podstawy prawnej – powiedział.
– Bezczynność jednego organu, w tym przypadku bezczynność prezydenta, nie tworzy automatycznie kompetencji drugiego organu – dodał.
Miller: Są sędziami, ale nie złożyli ślubowania
Były premier nie zgodził się jednak ze stanowiskiem Bogdana Święczkowskiego i Karola Nawrockiego, którzy odmawiają uznania osób zaprzysiężonych w Sejmie za sędziów Trybunału. Jak podkreślił, o ich statusie przesądził wybór dokonany przez posłów. – Oni są sędziami, dlatego że sędziego wybiera Sejm. Oni są sędziami, tylko nie złożyli ślubowania – stwierdził Miller.
Dopytywany o Macieja Berka powtórzył, że został on prawidłowo wybrany przez Sejm, nawet mimo wątpliwości co do wymaganego stażu pracy. Jednocześnie przyznał, że brak ślubowania złożonego w obecności prezydenta pozostawia przestrzeń do różnych interpretacji dotyczących możliwości rozpoczęcia orzekania.
Według Millera wyjścia z kryzysu należy zatem szukać wspólnie z Karolem Nawrockim, a nie poprzez próbę fizycznego wprowadzenia nowych sędziów do gmachu Trybunału. – Obrazek, w którym policja pomaga sędziom zainstalować się w Trybunale Konstytucyjnym, to jest marny obrazek – ocenił.
„Wasze ambasady, nasze trybunały”
Były premier zaproponował polityczną wymianę ustępstw pomiędzy Pałacem Prezydenckim a obozem rządzącym. Nazwał ją roboczo formułą „wasze ambasady, nasze trybunały”. – Strona rządowa i prezydent porozumieliby się tak: panie prezydencie, dobrze, pan ma głos decydujący w sprawach mianowania ambasadorów. My nie będziemy z panem walczyć. Ale my mamy głos decydujący w sprawie obsadzenia Trybunału Konstytucyjnego, Trybunału Stanu i innych organów sądowniczych. Bierze pan to? – tłumaczył Miller.
Drugim elementem porozumienia miałaby być gwarancja, że nowy skład TK nie będzie wykorzystywany do politycznego rewanżu na prezydencie ani ograniczania jego konstytucyjnych uprawnień. – My gwarantujemy, że sędziowie, którzy będą orzekać, nie będą się odgrywać na prezydencie – zaproponował były premier.
Miller przyznał, że nie wie, czy Karol Nawrocki zaakceptowałby taki układ. Przekonywał jednak, że Donald Tusk i prezydent muszą rozpocząć bezpośrednie rozmowy, ponieważ dalsza eskalacja będzie szkodliwa dla państwa.
Miller przywołuje Okrągły Stół
Kiedy prowadzący rozmowę Bogdan Rymanowski stwierdził, że taki układ raczej nie ma szans powodzenia. – Rozpaczliwie poszukuję jakiegoś wyjścia, bo szkoda mi mojego kraju, w którym pan prezydent Nawrocki nie jest moim prezydentem, ale jest prezydentem mojego kraju – mówił Miller.
Jego zdaniem Tusk i Nawrocki nie powinni prowadzić rozmów za pośrednictwem wpisów w mediach społecznościowych ani publicznie obrzucać się oskarżeniami. Były premier przywołał własne doświadczenia związane z negocjacjami Okrągłego Stołu. – Jestem uczestnikiem Okrągłego Stołu. Jeśli wtedy można się było porozumieć, to dlaczego teraz nie można? – pytał.
Ocenił, że podziały pomiędzy władzami PRL a Solidarnością były znacznie głębsze niż obecny konflikt Tuska z Nawrockim. Mimo to strony zdołały wówczas usiąść do rozmów i osiągnąć kompromis. – Kompromis to jest wyznacznik kultury politycznej każdej demokracji, a zwłaszcza zachodniej demokracji – podsumował Leszek Miller.
Czytaj też:
Przyłębska zabrała głos w sprawie TK. Wskazała na obowiązek Nawrockiego Czytaj też:
Święczkowski zostanie złapany na „gorącym uczynku”? Konstytucjonalista reaguje
