Prezydent poleci czarterem

Prezydent poleci czarterem

Dodano:   /  Zmieniono: 36
fot.PAP
Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu odmówiono rządowego samolotu, którym miał polecieć na szczyt UE do Brukseli - poinformował w TVN24 prezydencki minister Michał Kamiński. Szef kancelarii premiera Tomasz Arabski tłumaczy: to prywatna podróż L.Kaczyńskiego.
Kamiński poinformował, że do Kancelarii Prezydenta wpłynęło w pismo w tej sprawie podpisane Tomasza Arabskiego w sprawie samolotu.

Prezydencki minister oświadczył jednocześnie: "Mogę zapewnić, że zrobimy wszystko, że żaden pan, ani pan Donald Tusk, ani tym bardziej pan Tomasz Arabski, nie zablokują głowie państwa polskiego możliwości uczestniczenia w szczycie szefów państw i rządów Unii Europejskiej".

Według źródeł rządowych samolot specjalny, którym we wtorek na szczyt UE przyleciał premier Donald Tusk, nie wraca do Warszawy, zostaje w Brukseli. Źródło uzasadnia tę decyzję koniecznością pozostawienia samolotu do dyspozycji premiera i oficjalnej delegacji, w której - jak podkreśla źródło - nie ma prezydenta. Szczyt UE zaplanowano na 15-16 października. Według wcześniejszych informacji prezydent udaje się do Brukseli w środę wczesnym popołudniem.

Rząd - według źródła - po raz kolejny poinformował francuską prezydencję o składzie delegacji, w której jest premier i ministrowie spraw zagranicznych oraz finansów, a prezydencja francuska przyjęła to do wiadomości.

Szef Kancelarii Prezydenta Piotr Kownacki mówił po poniedziałkowym spotkaniu prezydenta i premiera, że samolot rządowy mógłby oddzielnie zawieźć L.Kaczyńskiego i Donalda Tuska na szczyt UE. Kownacki podkreślił, że premier leci do Brukseli we wtorek, a prezydent mógłby polecieć w środę.

"Nie ma żadnego problemu, premier wybiera się do Brukseli jutro, w środę samolot będzie więc do dyspozycji" - mówił wówczas Kownacki.

Tymczasem "Rzeczpospolita" podała po godz. 20. na swojej stronie internetowej, że Kancelaria Prezydenta wyczarterowała samolot, którym L.Kaczyński uda się na szczyt do Brukseli. "Będzie to Embrayer albo Boeing" - powiedział "Rz" Kownacki.

Tomasz Arabski powiedział, że rząd nie udzielił prezydentowi samolotu do Brukseli, ponieważ jest to prywatna podróż głowy państwa.

"W żaden sposób nie ingerujemy w podróże zagraniczne pana prezydenta zarówno służbowe, jak i prywatne" - podkreślił Arabski. Jak dodał, w tym przypadku - w naszej opinii - podróż pana prezydenta do Brukseli miałaby charakter prywatny. A Kancelaria - zaznaczył - nie użycza samolotu na podróże prywatne.

Podkreślił, że za każdym razem kiedy Kancelaria Prezydenta, chce skorzystać z samolotu, zostaje on użyczony.

Jak dodał "w tym wypadku - sporu kompetencyjnego - jeżeli Rada Europejska dotyczy rzeczy, w których pan prezydent ma odmienne zdanie na wiele tematów, jego obecność (na Radzie Europejskiej) nie pomogłaby naszej delegacji i jego podróż miałaby charakter prywatny".

Arabski tłumaczył także tę decyzję oficjalnym składem polskiej delegacji na szczyt UE w Brukseli.

"Podjęliśmy decyzję ze względu na fakt, iż oficjalna delegacja na posiedzenie Rady Europejskiej, miejsce gdzie prowadzi się politykę międzynarodową, wyruszyła w składzie pan premier Donald Tusk, minister SZ Radosław Sikorski oraz minister finansów Jacek Rostowski" - mówił.

"Ja nie mówię, czy pan prezydent ma jechać do Brukseli czy nie ma jechać, tylko powtarzam, że z naszej perspektywy jego wyjazd miałby charakter prywatny" - argumentował Arabski.

Na pytanie, że nie jest to prywatny wyjazd, ponieważ Lech Kaczyński otrzymał zaproszenie na szczyt od Nicolasa Sarkozy'ego Arabski odparł: "Prezydencja Rady Europejskiej wysyła zaproszenia do prezydenta oraz Prezesa Rady Ministrów, gdyż nie angażuje się w spór kompetencyjny i nie decyduje jaki jest skład naszej delegacji. Pozostawia to każdemu z państw członkowskich, dlatego wysyła zaproszenia zarówno do prezydenta jak i do premiera. Jest to tradycja".

"Nie ma żadnej awantury, nikogo nie prowokowałem (...). Od co najmniej tygodnia wiadomo, kto jest w składzie delegacji na szczyt do Brukseli - powiedział z kolei Arabski w TVN24.

Jak informuje źródło rządowe, atmosfera podczas poniedziałkowego spotkania Tuska z prezydentem była zła, a duża jej część polegała na "pogardliwych uwagach" L.Kaczyńskiego pod adresem Lecha Wałęsy i jego kandydatury do unijnej Rady Mędrców.

Według internetowego wydania "Rz" Lech Kaczyński miał powiedzieć o swoim poprzedniku: "prosty absolwent zawodówki". Jak podaje "Rz" już w pierwszych minutach rozmowy L.Kaczyński miał rozsierdzić Tuska pytaniem, "dlaczego premier się upiera, żeby prosty absolwent zawodówki reprezentował Polskę".

Informację o tym, że sprawa Wałęsy była jednym z tematów, potwierdzają "Rz" też źródła w Kancelarii Prezydenta. Jak twierdzą, premier powiedział prezydentowi, że zabiega o udział Wałęsy w ciele doradczym UE, a Lech Kaczyński wyraził najdalej idący sceptycyzm.

Arabski pytany w TVN24 czy prezydent - jak podaje "Rz" powiedział o Wałęsie "prosty absolwent zawodówki" powiedział: "nie byłem podczas tej rozmowy, ale nie mogę zaprzeczyć".

Dopytywany, czy potwierdza, że takie słowa padły, Arabski powiedział: "ani nie zaprzeczam, ani nie potwierdzam, chociaż bezsprzecznie jest prawdą, że bodajże połowę rozmowy prezydent poświęcił na ocenę osoby Lecha Wałęsy".

Prezydent Lech Kaczyński powtórzył, że poleci w środę na szczyt UE do Brukseli. Fakt, że nie będzie jednak miał do dyspozycji rządowego samolotu skomentował słowami: "tu się można tylko śmiać".

We wtorek do Kancelarii Prezydenta dotarło pismo szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego dotyczące m.in. tego, że samolot rządowy musi pozostać do dyspozycji premiera i delegacji, która udała się na szczyt UE.

Prezydent zapytany w rozmowie w TVP1, czy w takiej sytuacji poleci do Brukseli, Lech Kaczyński odparł: "No i polecę. Pewnie samolotem, nie umiem fruwać".

"Tu się już tylko można śmiać (...). Proszę pamiętać, że to jest pismo od szefa kancelarii - czyli bardzo wysokiego urzędnika administracji Rzeczpospolitej, który bezpośrednio podlega premierowi, który na pewno o tym piśmie wie. Bez komentarza" - dodał prezydent.

Dopytywany, czy zostanie wyczarterowany samolot, Lech Kaczyński odparł: "zobaczymy (...) zobaczymy. Ale polecieć, polecę".

Na uwagę, że premier Donald Tusk mówi, iż w składzie polskiej delegacji na szczyt UE nie ma prezydenta, Lech Kaczyński odpowiedział, że go to zupełnie nie interesuje, bo premier nie jest jego przełożonym. Prezydent podkreślił, że na posiedzenia Rady Europejskiej z innych państw przyjeżdżają zarówno prezydent jak i premier.

Powiedział również, że podczas poniedziałkowego spotkania usiłował przekonać premiera Donalda Tuska, że jego interpretacja konstytucji jest niewłaściwa.

"W Polsce nie jest tak, że prezydent jest postacią symboliczną" - powiedział prezydent. Jak dodał, w konstytucji jest zapisane, że władzę wykonawczą w Rzeczpospolitej sprawują prezydent i Rada Ministrów.

Według Lecha Kaczyńskiego, tym świetle należy interpretować przepis, że prezydent jest reprezentantem kraju w stosunkach zewnętrznych i przepis zgodnie z którym, prezydent jest najwyższym przedstawicielem Polski. "Powtarzam prezydent, nie premier" - podkreślił prezydent.

Odniósł się też do stwierdzenia szefa rządu, że konstytucja i 14- letnia praktyka pokazują, że Polskę na szczytach UE reprezentuje premier.

Lech Kaczyński ocenił, że takie stwierdzenia są w interesie premiera. "Premier jest człowiekiem, który ma inne niż ja w niejednej sprawie poglądy na politykę zagraniczną" - mówił. "Ja uważam, że dorobek ostatnich dwóch lat został zniszczony w znacznym stopniu" - zaznaczył prezydent.

Według niego, stosunki z "Litwą, Łotwą, Estonią, Gruzją, Ukrainą ostatnio pogorszyły się w sposób zasadniczy bez żadnej potrzeby i wbrew interesowi Polski".

"Nie jest to realizowanie polskich interesów. Ja byłem zdecydowanym zwolennikiem tarczy (antyrakietowej). Wiem, że to nie jest rozwiązanie być może popularne, ale ja też nie będę podejmować decyzji tylko popularnych jako prezydent tego państwa. Rząd się długo bronił gdyby nie sprawa gruzji, nie wiem jak by było" - mówił prezydent.

Według niego, przy istniejącej różnicy zdań "premier chciałby swoją koncepcję przeforsować". Prezydent powiedział, że ma "zasadniczą trudność" ze zrozumieniem tej koncepcji.

"Być może to moje braki percepcyjne, to znaczy jeśli chodzi o możliwości percepcyjne, chociaż tu jakichś szczególnych kompleksów nie mam wobec obecnego rządu. Ale nie rozumiem do czego ten rząd dąży. Łatwo mogę wyjaśnić do czego ja dążyłem i poprzedni rząd - Jarosława Kaczyńskiego" - dodał.

Na pytanie czy obecny spór jest na tyle poważny, że może doprowadzić do kryzysu władzy w państwie Lech Kaczyński odparł, że jest spór, który się w wielu krajach zdarza bo "kohabitacja jest rzeczą normalną".

Zaznaczył też, że nie mówi przecież premierowi, że on ma nie jechać. "To pan premier mnie mówi, że ja mam nie jechać - dodał L. Kaczyński.

Podkreślił też, że nigdy nie mówił, że premier ma gdzieś nie jechać. "Wczoraj nawet mówiłem panu premierowi, że jeżeli chce jeździć razem ze mną na posiedzenia Rady Północnoatlantyckiej - proszę bardzo, jeżeli chce w przyszłym roku zobaczyć Zgromadzenie Ogólne ONZ - warto zobaczyć, polityk, który jest szefem rządu dużego państwa europejskiego powinien to zobaczyć - to proszę bardzo" - mówił prezydent.

Zapytany, czy to nie przekonuje Donalda Tuska, Lech Kaczyński odpowiedział, że myśli iż premier "w tej chwili jest chyba w nienajlepszej formie". "Ale nie moją sprawą jest to oceniać. Muszę powiedzieć, że wczoraj nie mogłem się powstrzymać od śmiechu kilkakrotnie podczas tej rozmowy" - stwierdził prezydent.

Na pytanie dlaczego, Lech Kaczyński odparł z uśmiechem: "wszystko jedno". "Obficie korzystam ze swoich uprawnień. Ile było wet do ustaw na siedemdziesiąt kilka ustaw - dwa" - mówił prezydent. Jak dodał, jego poprzednik Aleksander Kwaśniewski częściej korzystał z prawa weta i nikt nie mówił, że przekracza swoje kompetencje.

"A nawet moja decyzja, oczywiście konstytucyjnie do mnie należąca, jak zwołanie Rady Gabinetowej wywołała słowa krytyki, której bym nie uznał za szczególnie grzeczną" - powiedział.

Dodał, że nie wymaga "szczególnie dużo od nikogo z tego rządu" ale - jak mówił - zwrócił uwagę premierowi, że "oczywiście może się nie podobać jako prezydent wielu ludziom, ale został wybrany na prezydenta dość znaczną większością".

"Póki co ja reprezentuję Rzeczpospolitą, a w takim razie takie wypowiedzi jak niektórych młodych współpracowników pana premiera są nie na miejscu. Chociaż na pewno w ramach tego typu kultury, który tam dominuje, uchodzą za wyraz tego, że to jest taki +twardy facet+" - powiedział prezydent.

Samolotowa opera mydlana jest pasjonująca, ale to naprawdę nie chodzi o samolot, tylko o bardzo poważny spór kompetencyjny - powiedział w Brukseli dziennikarzom premier Donald Tusk.

Kancelaria Prezydenta otrzymała we wtorek pismo od szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego informujące, że Lech Kaczyński nie będzie mógł skorzystać z samolotu rządowego, bo ten pozostaje do dyspozycji premiera i delegacji rządowej przebywającej już w Brukseli.

Prezydent zapowiedział jednak, że i tak w środę do Brukseli na szczyt UE poleci. Kancelaria Prezydenta ma wyczarterować samolot.

"Dopóki nie będzie werdyktu odpowiedniego ciała - Trybunał Konstytucyjny wydaje się chyba, mam nadzieję - odpowiednim do rozstrzygnięcia tego sporu - to ja muszę podejmować decyzje, które umożliwią mi prowadzenie pracy tutaj, na szczycie europejskim" - powiedział premier.

Na pytanie, czy potrzebuje samolotu do tej pracy odpowiedział: "Powiem brutalnie - nie potrzebuję pana prezydenta, na tym polega problem".

Tusk zaznaczył, że Polska na szczycie UE musi dysponować zorganizowaną, dobrą ekipą w sprawach stoczni czy pakietu energetycznego. Dodał, że jego ekipa "bardzo powściągliwie podsumowała działania poprzedników w tej kwestii".

Premier podkreślił, że chodzi o "miliardy złotych". "I dlatego nie stać nas na to, aby w sprawach takich, jak pakiet energetyczno- klimatyczny, przyszłość Traktatu Lizbońskiego, albo kryzys finansowy, w delegacji polskiej było dwóch polityków, z których każdy ma inne zdanie na ten temat" - powiedział Tusk.

"Czy wyobrażacie sobie państwo, że w dyskusji na temat Traktatu Lizbońskiego prezydent Lech Kaczyński, a powinien tak zrobić, w imieniu polskiego rządu powie: +jestem za podpisaniem Traktatu Lizbońskiego, ale go nie podpisuję+? Czy w sprawie kryzysu finansowego, kiedy my podejmujemy działania, naszym zdaniem słuszne, które zmierzają do ulokowania Polski szybko w strefie euro, do stabilności finansowej - patrz emerytury pomostowe - mamy drastycznie odmienny pogląd od pana prezydenta" - mówił premier.

Jak dodał, "tutaj trzeba prezentować poglądy spójne". Stwierdził też, że "konstytucja mówi jednoznacznie, że za politykę międzynarodową - a w tych sprawach to już w ogóle bez wątpliwości -  odpowiada rząd".

"Podjęliśmy wszystkie możliwe działania, żeby ekipa była jednolita i prezentowała jednolite stanowisko" - powiedział Tusk. Dodał, że w tej sprawie ustąpić nie zamierza, nie dlatego - jak mówił - że jest uparty, tylko dlatego, że w kwestiach omawianych na szczycie UE chodzi "o naprawdę duże pieniądze".

Na uwagę, że prezydent i tak przyleci do Brukseli, premier odpowiedział, że to nie on "decyduje o tym, gdzie pan prezydent się udaje i jakimi środkami transportu".

"Ja nie je rozstrzygam o planach pana prezydenta, ja rozstrzygam zgodnie z konstytucją o kształcie delegacji rządowej" - mówił szef rządu.

"I ta delegacja tutaj na szczycie będzie pracowała. Proszę mnie zwolnić z odpowiedzialności za to, co będzie robił pan prezydent. Uważam, że odpowiedzialny polityk w takiej sytuacji zadbałby o interes kraju, a nie o własny interes. I mam nadzieję, że prezydent to rozumie" - dodał premier.

pap, keb

 36

Czytaj także