Polski szyfrant mógł zdradzić i pracować dla chińskiego wywiadu

Polski szyfrant mógł zdradzić i pracować dla chińskiego wywiadu

Dodano:   /  Zmieniono: 
(fot.policja.pl) 
Najpoważniejsza hipoteza dotycząca zniknięcia szyfranta chorążego Stefana Zielonki zakłada jego zdradę i wieloletnią współpracę z chińskim wywiadem - dowiedział się "Dziennik Gazeta Prawna".
Polski szyfrant mógł bardzo wiele zaoferować Chińczykom. Doskonale znał metody komunikacji państw NATO. Z informacji "DGP" wynika, że brał udział w szkoleniach tzw. nielegałów, czyli agentów wysyłanych w świat bez dyplomatycznego statusu. Szyfrant znał metody komunikacji państw NATO i przez wiele lat szyfrował depesze wojskowego wywiadu.

Oficjalnie w Służbie Wywiadu Wojskowego nie chcą niczego komentować. Również Wojskowa Prokuratura Okręgowa nabrała wody w usta. Wiceszef WPO w Warszawie pułkownik Ireneusz Szeląg powiedział jedynie, że „przedłużono o trzy miesiące śledztwo prowadzone pod kątem dezercji chorążego". - Niestety, sprawa jest istotna dla bezpieczeństwa państwa i nic więcej nie mogę powiedzieć – podkreślił.

Jeżeli taki scenariusz okaże się prawdziwy będzie to cios dla wszystkich służb państw NATO. Dodatkowo, dla polskich służb – ogromny cios zadany prestiżowi naszej armii. Gazeta ujawnia szczegóły życia prywatnego sierżanta, sugerując, że miał on powody by zerwać z dotychczasowym życiem: jego małżeństwo się rozpadało, a w pracy miał kłopoty. Zielonka jako żołnierz Wojskowych Służb Informacyjnych od dwóch lat czekał na zakończenie procesu weryfikacji. Sam moment zniknięcia wybrał ewidentnie, tak aby jak najpóźniej to zauważono. Żona myślała przez kilka dni, że jest w pracy, a przełożeni, że przedłużył zwolnienie lekarskie. Te dowody wzmacniają teorię o zdradzie.

Jak się dowiedział DGP, z powodu zaginięcia szyfranta kierownictwo ABW zdecydowało, że powoła do życia specjalną komórkę poszukiwawczą. Najpewniej powstanie ona w centrali Agencji, w departamencie postępowań karnych. Zadaniem tej komórki ma być poszukiwanie osób ważnych dla bezpieczeństwa państwa.

PAP, "Dziennik Gazeta Prawna", dar