- Mimo, że w tej polityce jestem długo, jestem przerażona falą ataków. Żaden minister od 20 lat nie był tak maglowany jak ja - mówiła na antenie RMF FM Elżbieta Radziszewska, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. Dodała jednak, że jest zadowolona, iż wokół niej toczy się dyskusja "która toczyła się w każdym kraju europejskim". Minister przekonywała też, że nie ma zamiaru przekonywać go, by jej nie odwoływał. Donald Tusk zapowiedział wczoraj w programie "Tomasz Lis na żywo", że chce porozmawiać z minister, która "będze musiała sama przemyśleć czy to stanowisko odpowiada jej możliwościom".
- Premier ma rację, kiedy mówi, że musi ze mną porozmawiać również o tym, czy ja udźwignę ten ciężar. Dźwigam go trzy lata i wiedziałam, że idę na najtrudniejszy pewno odcinek - zadeklarowała w RMF FM Radziszewska. Dodała, że nie będzie przekonywać premiera, żeby jej nie odwoływał. - Wyłożę rzetelnie swoje racje. Premier decyzję musi podjąć sam. Natomiast, jestem święcie przekonana, że mnie wysłucha, i wysłucha wszystkich moich argumentów - tłumaczyła.
Radziszewska podkreśliła, że tak jak szkoła katolicka ma prawo odmówić zatrudnienia lesbijki, tak może odmówić zatrudnienia osoby rozwiedzionej. - Każdy kościół ma swój katalog grzechów i swój katalog etyczny i będzie działał wedle tego katalogu. Więc z tego powodu może odmówić. Gmina żydowska mająca jakąś instytucję też może oczekiwać lojalności wobec swojego katalogu - stwierdziła Radziszewska. I dodała, że w takich sprawach mamy do czynienia z konfliktem różnych wartości - z jednej strony dyskryminacji za określone zachowania, z drugiej - wolności wyznania.
Radziszewska podkreśliła, że tak jak szkoła katolicka ma prawo odmówić zatrudnienia lesbijki, tak może odmówić zatrudnienia osoby rozwiedzionej. - Każdy kościół ma swój katalog grzechów i swój katalog etyczny i będzie działał wedle tego katalogu. Więc z tego powodu może odmówić. Gmina żydowska mająca jakąś instytucję też może oczekiwać lojalności wobec swojego katalogu - stwierdziła Radziszewska. I dodała, że w takich sprawach mamy do czynienia z konfliktem różnych wartości - z jednej strony dyskryminacji za określone zachowania, z drugiej - wolności wyznania.
- Ja już słyszałam, że co z tego, że jest takie prawo. Nie wolno o nim głośno mówić, ponieważ atmosfera niechęci się wzmaga. Gdyby mnie zapytał dziennikarz gazety, która jest przy gminie żydowskiej, czy w przypadku kiedy dana osoba nie wypełnia norm etycznych tego kościoła, można tego pracownika nie przyjąć, odpowiedziałabym tak samo. Ja staję w obronie, będę to powtarzać po raz tysięczny, w obronie każdej dyskryminowanej osoby, bo to jest bardzo wrażliwa sfera życia prywatnego. Ale to proszę pamiętać, że ta sfera życia prywatnego jest dość szeroka. Będę stawać i walczyć z dyskryminacją takiej osoby - zapewniła minister.
RMF FM, arb
