O gwałcie powiadomiła prokuraturę poszkodowana tydzień po zdarzeniu. Śledztwo wszczęła prokuratura gorzowska, ale potem przekazała je do Szczecina. Oskarżony 44-letni Andrzej D. w momencie popełnienia przestępstwa pełnił funkcję naczelnika jednego z wydziałów Centralnego Biura Śledczego w Gorzowie Wielkopolskim i był przełożonym ofiary.
Obecnie nie pracuje już w CBŚ. Gdy wszczęto śledztwo został początkowo zawieszony w czynnościach służbowych, a potem sam zwolnił się z pracy.
W toku śledztwa ustalono, że na początku listopada 2001 roku oskarżony zasugerował poszkodowanej Marzenie Ś., by zorganizowała spotkanie pracowników zespołu w związku z przeniesieniem jej do nowej pracy. Policjantka do gorzowskiego CBŚ przeszła z sekcji kryminalnej miejscowej Komendy Miejskiej Policji.
Ponieważ nie chciano, by spotkanie odbyło się w lokalu publicznym, zdecydowano, że zostanie zorganizowane w mieszkaniu konspiracyjnym CBŚ w Gorzowie Wielkopolskim. O jego lokalizacji wiedziały jedynie wybrane osoby i tylko one były uprawnione do korzystania z niego. Z aktu oskarżenia wynika, że poszkodowana była przekonana, iż jest to mieszkanie któregoś z pracowników.
Podczas spotkania, na którym spożywano alkohol, Andrzej D. domagał się od policjantki okazania wdzięczności za przyjęcie do nowej pracy. W pewnym momencie pozostali uczestnicy spotkania zdecydowali się przenieść do innego, prywatnego tym razem lokalu. Wtedy doszło do gwałtu.
Kobieta dopiero po tygodniu zawiadomiła prokuraturę w Gorzowie. Tłumaczyła, że bała się konsekwencji służbowych, poza tym liczyła na to, że naczelnik ją przeprosi.
Andrzej D. nie przyznaje się do winy. Twierdzi, że po spożyciu alkoholu poczuł się źle i wyszedł do łazienki. Po powrocie - jak mówił - nikogo nie zastał w pokoju, więc położył się spać.
Grozi mu do 10 lat więzienia.
em, pap