Akt oskarżenia ws. Przemysława Wiplera już w sądzie

Akt oskarżenia ws. Przemysława Wiplera już w sądzie

Dodano:   /  Zmieniono: 
Poseł Przemysław Wipler (fot. Jacek Herok/Newspix.pl) Źródło: Newspix.pl
Śledczy przekazali dokumenty w sprawie Przemysława Wiplera do sądu. Teraz to on zdecyduje, czy zarzuty wobec posła KNP o znieważenie i naruszenie nietykalności cielesnej policjantów mają uzasadnienie. Informacje o przekazaniu aktu oskarżenia podała warszawska prokuratura.
Akt trafił do Sądu Rejonowego Warszawa Śródmieście. To on teraz będzie decydował o terminie wyznaczenia rozprawy.  Sam Wipler nie spodziewa się, by miało to szybko nastąpić. - Będzie tak, jak zwykle w polskim wymiarze sprawiedliwości. Szykujemy się na przyszły rok - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Sprawa dotyczy wydarzeń z października ubiegłego roku, kiedy w nocy między Wiplerem a dwoma funkcjonariuszami doszło do przepychanki. Poseł KNP, tuż po wyjściu z klubu, miał włączyć się do policyjnej interwencji w sprawie go zupełnie nie dotyczącej. - Próbowałem interweniować, włączyć się w taki sposób, żeby ta sprawa się zakończyła. Na wstępie dosyć szybko użyto przeciw mnie gazu, przewrócono mnie na podłogę, kopano mnie w głowę, klęczano na mnie, skuto mnie kajdankami, pobito mnie. Wielokrotnie polewano mnie czymś- był to na pewno jakiś żrący środek - byłem kopany w krocze, w plecy i po nogach - relacjonował zdarzenie Wipler.

Policja jednak dysponuje innymi zeznaniami. Funkcjonariusze stwierdzili, że Wipler był agresywny i wulgarny, chciał wydawać im polecenia, a kiedy ci "podjęli wobec niego czynności", poseł w odpowiedzi zaatakował ich fizycznie. Funkcjonariusze tłumaczyli także, że nie wiedzieli, że mają do czynienia z posłem.

- Ta sprawa trwa już prawie rok. Nie był w niej nikt inny poszkodowany, niż ja. Domagałem się ujawnienia monitoringu, zrzekłem się immunitetu. Okazało się, że policja kłamała, twierdząc, że o tym, iż jestem posłem dowiedziała się na izbie wytrzeźwień, bo na żadnej izbie wytrzeźwień mnie nie było - komentuje przebieg wydarzeń w tej sprawie Wipler.

 - Żaden z pracowników i kierowników zmiany nie informował mnie o takiej sytuacji, by jakikolwiek poseł do nas trafił - mówił w 2013 r. Telewizji Republika Krzysztof Wojciechowski, zastępca dyrektora stołecznej "wytrzeźwiałki".

  - Jutro składam wniosek o udostępnienie nagrań z monitoringu - zapowiadał tuż po wydarzeniu Wipler. Na jakim etapie jest jego wniosek? - Te taśmy zostały udostępnione tylko mi. Zostałem też pouczony, że one są materiałem sprawy i za ich dalsze ujawnienie grozi odpowiedzialność karna - wyjaśnia nam poseł KNP.

Jak dodaje, opinia publiczna pozna je pewnie najwcześniej po zakończeniu postępowania. - Jeśli ta sprawa zostanie zamknięta, to przestanie istnieć jakikolwiek interes prawny czy publiczny, żeby ich nie upubliczniać. Uważam, że to powinno nastąpić - podkreśla Wipler.

 - Nie będę tego komentował, ale nie zmieniam nic z tego, co mówiłem dotychczas. - stwierdził polityk po obejrzeniu nagrań.

Rzeczpospolita