Kulczyk: notatki AW są spreparowane (aktl.)

Kulczyk: notatki AW są spreparowane (aktl.)

Zeznający przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen Jan Kulczyk oznajmił, że obie odtajnione notatki AW, dotyczące jego spotkania z Władimirem Ałganowem są niezgodne z prawdą.
W obszernym oświadczeniu wygłoszonym na początku przesłuchania Kulczyk mówił o swojej działalności gospodarczej w Polsce. Podkreślił, że wbrew powszechnym opiniom, Kulczyk Holding (KH) ani żadna kontrolowana przezeń spółka nie przeprowadziła żadnej transakcji prywatyzacyjnej, której stroną byłby skarb państwa.

Jedynym wyjątkiem, w której grupa KH uczestniczyła samodzielnie była - jak powiedział - prywatyzacja Browarów Wielkopolskich. KH uczestniczyła natomiast w konsorcjach z inwestorami branżowymi, które nabyły m. in. Telekomunikacje Polską i Browary Tyskie.

Biznesmen przypomniał historię udziału KH i spółek od niego zależnych w PKN Orlen, które akcje koncernu nabywały od 1999 "uznając to za bardzo dobra inwestycję".

Zapewnił, że wartość portfela KH i spółek zależnych nigdy nie  przekroczyła 6,6 proc. Przyznał, że ostatnio Grupa KH zeszła poniżej 5 proc udziałów PKN (co oznacza, że nie musi podawać swego udziału do publicznej wiadomości).

Poznański biznesmen już raz - 30 listopada - stawił się przed komisją. Odmówił jednak składania zeznań, gdy komisja uchwaliła, że mec. Jan Widacki nie może być jego pełnomocnikiem. W środę komisja anulowała tamtą decyzję, przywracając pełnomocnictwo Widackiego. Za anulowaniem uchwały z końca listopada głosowało 7 posłów, nikt nie był przeciwny. Trzech posłów - Zbigniew Wassermann (PiS), Roman Giertych (LPR) i Antoni Macierewicz (RKN) -wstrzymało się od  głosu.

Kulczyk, który zeznawał przez blisko 8 godzin, powiedział przede wszystkim, że podczas jego rozmowy z Siemiątkowskim, po  spotkaniu w lipcu 2003 r. z Ałganowem, szef Agencji Wywiadu mniejszą wagę przywiązywał do spraw zasadniczych, czyli handlu energią, o czym miano rozmawiać w  Wiedniu, a bardziej skupiał się na innych wątkach. Miały go interesować przede wszystkim kontakty z Kulczyka z b. szefem UOP Gromosławem Czempińskim.

"Nie potrafię wyjaśnić, dlaczego w notatce (Siemiątkowskiego, która podobnie jak tzw. notatka oficera została ujawniona 21 października br.) poboczne wątki zajmują tak dużo miejsca. Notatka odbiega też od samej rozmowy. Jest kompilacją informacji uzyskanych ode mnie, i z innego źródła, którego nie znam" - mówił.

Druga ujawniona notatka, sporządzona przez oficera wywiadu, jest jego zdaniem w całości nieprawdziwa. "Nie byłem w Wiedniu w dniach 18-19 lipca 2003, byłem wtedy w Polsce" - argumentował. Powiedział, że nie ma pojęcia, skąd w notatce tej znalazł się wątek negocjacji z aresztowanym niedawno lobbystą Markiem Dochnalem o sprzedaży akcji PKN Orlen. "Nie znam Marka Dochnala, nigdy nie prowadziłem z nim rozmów" - mówił Kulczyk.

Kulczyk zaprzeczył, by kiedykolwiek rozmawiał z szefem rosyjskiego koncernu Łukoil Wagimem Alekpetrowem. Środowa "Rzeczpospolita", napisała że  w październiku 2002 r. w Londynie Kulczyk spotkał się Alekperowem. Według dziennika, rozmawiano o  planach połączenia PKN Orlen i Rafinerii Gdańskiej i szansach na  to, by kontrolny pakiet w tej połączonej spółce zdobyli Rosjanie. Również członek sejmowej komisji śledczej ds. PKN Orlen Konstanty Miodowicz (PO) twierdził, że komisja dysponuje materiałami, które sugerują, że Kulczyk rozmawiał w 2002 roku z Alekperowem. Przyznał jednak, że ze względu na specyfikę tych materiałów nie można ich traktować jako dowód, a jedynie jako "naprowadzenie na problem".

Kulczyk zapewniał też, że nie miał żadnego wpływu na obsadę stanowisk w zarządzie PKN Orlen. Wszystkie przejawy jego zainteresowania spółką wynikały z faktu, że był i jest jej akcjonariuszem oraz że, były legalne i zgodne z prawem.

Kulczyk uważa, że źle się stało, iż nie jest kontynuowana prywatyzacja koncernu naftowego. Dla poprawy pozycji PKN Orlen powinien kupić Grupę Lotos, którą tworzą Rafineria Gdańska i tzw. rafinerie południowe. Wtedy, z dominującą pozycją na rynku paliwowym w naszym kraju, Orlen mógłby tworzyć środkowoeuropejski koncern paliwowy z węgierskim MOL i austriackim OMV.

Biznesmen twierdził też, że premier i prezydent poprosili go o przyjazd na spotkanie 20 lutego 2002 r., w czasie którego rozmawiano na temat zmian w organach PKN Orlen, po to tylko, by zapytać go, czy zamierza zostać przewodniczącym Rady Nadzorczej PKN Orlen. Zarówno premier, jak i prezydent, słyszeli "podtrzymywane przez ministra (Wiesława) Kaczmarka plotki, że chcę stanąć na czele RN PKN Orlen i spytali, czy to  prawda. Odpowiedziałem, że nie i, że nie miałem takiego zamiaru" -  mówił Kulczyk.

Biznesmen przyznał, że spotkał się z Kaczmarkiem, ówczesnym szefem resortu skarbu, większościowego udziałowca PKN Orlen. W czasie rozmowy na temat kandydatur do Rady Nadzorczej koncernu Kaczmarek zasugerował mu, by kandydatem tym został prawnik Andrzej Kratiuk, który - jak dodał - został wybrany do władz spółki.

"Rozmawialiśmy o zgłoszeniu kandydatury, a nie ostatecznym składzie i tylko odnośnie Rady Nadzorczej, a nie zarządu" podkreślił Kulczyk.

Pytany o spotkanie z premierem Leszkiem Millerem 8 lutego 2002 r., w dzień po zatrzymaniu ówczesnego prezesa spółki Andrzeja Modrzejewskiego, w momencie gdy Rada Nadzorcza PKN odwoływała Modrzejewskiego, Kulczyk powiedział, że łączenie tych spraw jest nieporozumieniem. Zapewnił, że o zatrzymaniu przez były UOP Modrzejewskiego dowiedział się z mediów oraz, że nigdy nie wywierał na niego wpływu, by podał się do dymisji. Mówił też, że starania o zmianę zarządu PKN Orlen rozpoczęły się już w grudniu 2001 roku. Dodał, że współpraca Modrzejewskiego, z ministrem skarbu w rządzie Jerzego Buzka Aldoną Kamelą-Sowińską nie układała się najlepiej. Potem minister skarbu w rządzie Leszka Millera Wiesław Kaczmarek publicznie mówił o potrzebie zmiany na  stanowisku prezesa PKN Orlen - podkreślił poznański biznesmen.

Na pytania posłów o wiedeńskie spotkanie z Ałganowem, Kulczyk zapewniał, że myślał, iż udaje się na spotkanie z wiceministrem energetyki Federacji Rosyjskiej. Kiedy zorientował się z kim ma do  czynienia zastanawiał się czy nie wyjść. Uznał jednak wtedy, że  byłoby to "niestosowne". Podkreślał, że wiedeńskie spotkanie było "informacyjne" a  jego tematem miał być ewentualny zakup w Rosji taniej energii, pochodzącej głównie z elektrowni atomowych. Kulczyk wielokrotnie powtórzył, że na spotkaniu nie mogło być mowy o zawieraniu jakichkolwiek kontraktów.

Chodziło o to - tłumaczył - że "Polska do tej pory dopłacała i dopłaca do eksportu energii elektrycznej poprzez cenę węgla; i teraz, żeby zlikwidować te dopłaty, (...) chodziłoby o to, żeby, mieszając bardzo tanią energię rosyjską z tą drogą energią polską, można uśrednić cenę i mieć ją nadal na tyle dobrą, że będą na nią nabywcy. Zapewniał, że to on pytał Ałganowa i nie przekazywał mu żadnych informacji tym bardziej poufnych i tajnych", bowiem takowych nie posiada.

Kulczyk zaznaczył, że po tym spotkaniu poinformował premiera, że  "wydaje się, że znowu rysuje się możliwość pozyskania taniej energii rosyjskiej", a także o tym, że "w tej sprawie pojawiła się osoba pana Ałganowa". "Uznałem, że te dwie rzeczy są na tyle ważne, iż należy te informacje przekazać premierowi i tak też uczyniłem" - powiedział. Dodał, że przebieg spotkania relacjonował premierowi w obecności szefa ABW Andrzeja Barcikowskiego.

"Wydaje mi się, że wykazałem się najbardziej odpowiedzialną i  obywatelską postawą. Wracając do kraju poinformowałem premiera RP, poinformowałem szefów służb o spotkaniu, o które w moim przeświadczeniu powinny te służby wiedzieć. (...) Zresztą na  spotkaniu wiedeńskim poinformowałem wszystkich panów, że  poinformuję o tym premiera RP. Co można więcej zrobić?" - pytał.

Kulczyk zaprzeczył, by rozmawiał na temat notatek i z kimkolwiek. Powiedział, że gdy notatki wywiadu zostały odtajnione przebywał poza granicami kraju i nie widział się z nikim, z kim mógłby na ten temat rozmawiać. Jednoznacznie zaprzeczył, że  rozmawiał z prezydentem, bądź "był wzywany" do Pałacu w sprawie notatek lub "Pierwszego".

Zbigniewa Wassermann (PiS) dociekał, czy Kulczyk nawet telefonicznie nie kontaktował się z nikim w sprawie notatek. "Mnie się wydaje, że premier do mnie dzwonił, ale nie potrafię w tej chwili sformułować daty. (...) Była to rozmowa bardzo krótka z  pytaniem, czy ja coś mówiłem o +Pierwszym+ i czy kogoś wskazywałem, odpowiedziałem że to absurd" - powiedział Kulczyk.

Odpowiadając na pytanie Konstantego Miodowicza z PO, Kulczyk powiedział, że Barcikowski zobowiązał go do tajemnicy i dlatego -  wyjaśnił - nie informował prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego o  swoim wiedeńskim spotkaniu Ałganowem. "Nie informowałem prezydenta, odpowiedziałem twierdząco na jego pytanie, czy  spotkałem się z Ałganowem, a to różnica - mówił Kulczyk.

Jan Kulczyk unikał odpowiedzi na pytania o swoje jasnogórskie spotkanie z wiceprzewodniczącym komisji Romanem Giertychem. Dopytywany przez Bogdana Bujaka (SLD) czy tematem spotkania "były problemy podjęte przez komisję i sugerowanie zachowań podczas zeznań", Kulczyk odpowiedział twierdząco. Nie chciał jednak mówić o  szczegółach przed zeznaniami w prokuraturze częstochowskiej w sprawie tego spotkania. Oświadczył jednak, że jego inicjatywa wyszła od ojca posła, Macieja. "Ojciec pana posła Giertycha spotkał się z jednym z moich przyjaciół i zaproponował, by jego syn spotkał się ze mną" - mówił Kulczyk.

Maciej Giertych zaprzecza tym twierdzeniom. Utrzymuje, że kiedy był w Częstochowie zgłosił się do niego Aleksander Broda, twierdząc, że jest przedstawicielem Kulczyka. "Powiedział mi, że Kulczyk ma jakieś papiery, które poprzez Romka chce przekazać komisji" - relacjonował.

Aleksander Broda to były generalny konserwator zabytków w randze wiceministra, został zatrzymany w listopadzie 2001 roku pod zarzutem przyjęcia łapówki, niegospodarności i płatnej protekcji. Prokuratura zarzuciła mu przyjęcie 16 tys. zł łapówki. Adwokatem Brody był wówczas mecenas Jan Widacki, który reprezentuje Jana Kulczyka przed komisją śledczą. Maciej Giertych podkreślił, że do spotkania z Brodą mogło dojść 15 lub 26 sierpnia, w tych dniach przebywał bowiem na Jasnej Górze. Dodał, że nie znał wcześniej Brody.

Sam Roman Giertych nie zadawał pytań Kulczykowi właśnie ze względu na  spotkanie z poznańskim biznesmenem na Jasnej Górze.

Antoniego Macierewicza (RKN) interesowało, czy interesy ojca Jana Kulczyka nie były związane ze służbami specjalnymi PRL. Powołał się na "znaną wypowiedź pracownika Instytutu Pamięci Narodowej, który stwierdził, że interesy ojca Jana Kulczyka musiały być związane z pracą tajnych służb PRL" (chodzi o wypowiedź historyka Antoniego Dudka dla "Gazety Polskiej" z 19 listopada 2004).

Jan Kulczyk oświadczył na to, że ani on, ani jego ojciec nigdy nie współpracowali z tajnymi służbami PRL. Jego pełnomocnik mec. Jan Widacki ocenił, że sprawa nie ma  związku z przedmiotem zainteresowań komisji śledczej i  poprosił o wskazanie podstawy prawnej zezwalającej na pytania o pochodzenie majątku Kulczyków.

"Jest niesłychanie istotne dla oceny komisji rozstrzygnięcie, czy kariera biznesowa, czy pieniądze, jakie pan zyskał i które pozwoliły panu wpływać na losy PKN Orlen oraz innych przedsięwzięć w Polsce, mają swoją genezę w działaniu tajnych służb. Ze względu chociażby na fakt, że w działaniach, które były podejmowane przez pana, ciągle przewijają się ludzie z tajnych służb" - wyjaśniał Macierewicz, zwracając się do Kulczyka.

"Wystarczy uzasadnienie, że to jest niezbędne dla prac komisji" - tłumaczył Macierewicz. Zwracając się do przewodniczącego komisji Józefa Gruszki (PSL) prosił, by mecenas Widacki nie uniemożliwiał pracy komisji. Powiedział, że zna "fobie" Widackiego wobec dochodzenia do prawdy o złowrogiej roli służb komunistycznych, ale - jak dodał - "to nie może zaburzać postępowania komisji".

Andrzej Celiński (SdPl) ocenił, że wypowiedź Macierewicza pod  adresem mec. Widackiego jest "skrajnie obraźliwa" i zwrócił się do  przewodniczącego komisji, żeby ten reagował od razu w takich sytuacjach. "Jest rzeczą niedopuszczalną w obyczajach parlamentarnych takie komentowanie, które zmierza do obrażenia pełnomocnika świadka w pracach sejmowej komisji śledczej" -  mówił Celiński.

Macierewicz nadal jednak dociekał, czy prawdą jest, że  "pierwszy milion", "na start", Kulczyk otrzymał od swojego ojca.

Poznański biznesmen powiedział m.in., że "+pierwszy milion+ miał miejsce 25 lat temu (...) to była pomoc ojca dla syna w momencie rozpoczynania przez niego działalności gospodarczej".

****************

W posiadaniu komisji śledczej ds. PKN Orlen znajdują się "bardzo mocne dokumenty na to", że w październiku 2002 roku Jan Kulczyk spotkał się w Londynie z prezesem Łukoilu Wagitem Alekperowem, powiedział wieczorem w TVP członek sejmowej komisji śledczej Roman Giertych (LPR). Zdaniem Giertycha, Kulczyk miał podczas tego spotkania "ustalić plan sprzedaży całego sektora naftowego".

"To jest istota Orlengate. Chciano sprzedać cały polski sektor naftowy w ręce Łukoilu i miał na tym zarobić przede wszystkim Kulczyk - kwotę kilkuset milionów dolarów. Wszystkie inne kwestie -  prowizji, kontraktów, były podporządkowane temu wielkiemu +skokowi+" - podkreślił Giertych.

Występujący w tym samym programie były minister skarbu Wiesław Kaczmarek opowiadał, że przypomina sobie presję, jaką wywierano na  niego, i "sformułowane oczekiwanie", że rozpatrzenie oferty Rotch- PKN Orlen (na zakup Rafinerii Gdańskiej-PAP), złożonej w połowie listopada 2002 roku, powinno się zakończyć z końcem tego samego roku. "Oczekiwanie" to "niepomiernie zdziwiło" jego i szefa zarządu Nafty Polskiej Macieja Giereja, gdyż z punktu widzenia procedury roboczej sprawa była niemożliwa do przeprowadzenia. "Ja pamiętam pewną irytację osób, kiedy oświadczyliśmy, że to jest niemożliwe do przeprowadzenia" - powiedział.

Przypomniał, że utajnioną decyzję o tym, że nie będzie prywatyzacji rafinerii, Nafta Polska podjęła w marcu 2002 roku, a  ogłoszono ją dopiero w lipcu.

Jak powiedział Kaczmarek, słuchając środowego zeznania Kulczyka doszedł do wniosku, że "te puzzle można poskładać".

Pytany, jakie jego zdaniem trzeba mieć umocowania, żeby obiecywać Rosjanom pakiet kontrolny, Kaczmarek powiedział: "Jeżeli Kulczyk dyskutował o swoim pakiecie, to miał do tego prawo. Gorzej, jeśli przedmiotem rozmów był pakiet będący w dyspozycji skarbu państwa lub Polskiej Nafty".

Kaczmarek był również pytany, czy ewentualne obietnice pakietu kontrolnego dla Rosjan trzeba traktować jako biznesowy blef Kulczyka, czy też plany te mogły być realnym zagrożeniem dla  bezpieczeństwa kraju. - "To nie musi być blef. Oczywiście ważne jest na jakich warunkach zakończyłoby się to, co się nie  zakończyło. Czy sprzedając Rafinerię Gdańską konsorcjum Rotch- Orlen, uporządkowano by np. sprawę Naftoportu - bo to są kategorie bezpieczeństwa naszego kraju" - powiedział Kaczmarek.

Wcześniej były minister skarbu mówił dziennikarzom w Sejmie, odnosząc się do  fragmentów zeznań przed komisją śledczą Jana Kulczyka, że  biznesmen "kłamał" w sprawie przebiegu spotkania 21 lutego 2002 roku w kancelarii mecenasa Andrzeja Kratiuka.

Kulczyk zeznał przed komisją, że Kulczyk Holding nie chciał mieć nadreprezentacji w PKN Orlen i początkowo chciał zaproponować do  rady nadzorczej tylko Jana Wagę, prezesa Kulczyk Holding. Według zeznań biznesmena, w czasie spotkania Kulczyka z Kaczmarkiem w  kancelarii Andrzeja Kratiuka ówczesny minister skarbu zasugerował jednak Kulczykowi, by kandydatem do Rady Nadzorczej PKN Orlen został prawnik Andrzej Kratiuk. Miałby on w radzie reprezentować Kulczyk Holding.

Tymczasem Kaczmarek twierdzi, że Kulczyk chciał zgłosić dwie osoby. "Kulczyk wie, że na liście kandydatów do rady nadzorczej w  ramach różnych nocnych negocjacji były dwa nazwiska: Jana Wagi i  Agenora Gawrzyała" - podkreślił. "Powiedziałem jednak, że nie wyobrażam sobie, aby w radzie nadzorczej było dwóch reprezentantów grupy Kulczyk Holding, że to nie wchodzi w grę, a jedyne wyjście z  twarzą to zgłoszenie przez Wartę, (w której KH miał większościowy udział) Kratiuka" - mówił Kaczmarek. (Do Rady Nadzorczej PKN Orlen weszli wówczas i Andrzej Kratiuk - zgłoszony przez Wartę, i  Jan Waga - zaproponowany przez innego udziałowca PKN Orlen, grupę Franklin Templeton).

"Zeznania z punktu widzenia osób, które mają wiedzę i  uczestniczyły w tych spotkaniach, są kompromitujące dla Kulczyka. Jeśli przyjąć jeszcze, że relacja w "Rz" jest prawdziwa i oparta na materiałach operacyjnych, to dzisiejsze zeznanie jest kłamstwem nawet nie do kwadratu, nie sześcianu" - ocenił b. minister.

Kaczmarek mówił o doniesieniach "Rz" o spotkaniu Kulczyka z Wagitem Alekperowem, prezesem Łukoilu. Kulczyk miał zapewnić Alekperowa, że może mu załatwić kupno połączonych polskich rafinerii. W notatce pada kwota 1 miliarda dolarów - to za mało, by chodziło o cenę obu firm; być może to  suma, jaką miałby zarobić pośrednik za pomoc w przejęciu obu polskich spółek przez Rosjan.

Kaczmarek podkreślił, że jako minister skarbu nie znał opisanych przez dziennik faktów. "Natomiast znając zachowanie inwestorów, jest to scenariusz prawdopodobny, którego nie mogę wykluczyć" -  dodał. Powiedział też, że fakty opisane przez "Rz" wydają się wielce prawdopodobne, "zwłaszcza że są takie praktyki, że najpierw się nabywa projekt, a później szuka inwestora, któremu można ten projekt sprzedać z pewnym przebiciem".

em, pap

Czytaj także

 0