Miller chce kandydować z ostatniego miejsca

Miller chce kandydować z ostatniego miejsca

Dodano:   /  Zmieniono: 
Były premier Leszek Miller powiedział na spotkaniu z łódzkimi działaczami SLD, że chciałby kandydować do Sejmu z ostatniego miejsca listy Sojuszu. Zapowiedział, że swojej decyzji nie zmieni.
"Rozumiem, że jeżeli chodzi o mnie, sprawa pierwszego miejsca nie  przez wszystkich jest akceptowana. I to wystarczy, żeby o to pierwsze miejsce się nie ubiegać" - powiedział Miller.

Według niego, konieczne jest wypromowanie lidera lub liderki listy, a on chciałby kandydować do Sejmu z ostatniego miejsca. "Jeżeli wejdę, to będą starał się najlepiej reprezentować naszych wyborców, jeżeli nie, to pożegnam się z polityką, aby zająć się czymś innym" - powiedział Miller.

B. premier nie zmienił swojej decyzji, mimo licznych głosów łódzkich działaczy Sojuszu, że powinien startować z pierwszego miejsca w Łodzi. "Przemyślałem to i taka jest moja decyzja" -  powiedział dziennikarzom po zakończeniu spotkania Miller.

Dodał, że bierze pod uwagę także wyniki prawyborów, w których zajął trzecie miejsce (w wewnątrzpartyjnych prawyborach przegrał z  dwójką łódzkich radnych SLD - PAP).

"Moje nazwisko ma zwolenników, ale ma też przeciwników. Nie  chciałbym wzmagać napięcia i blokować jakieś alternatywne rozwiązania. A ponieważ chciałbym być na liście, to podjąłem decyzję, aby zająć na tej liście ostatnie miejsce" - wyjaśnił. Dodał, że nie rozważał możliwości startu w wyborach do Senatu. O  takim rozwiązaniu mówili nieoficjalnie w ostatnich dniach działacze SLD.

Miller podkreślił, że swojej decyzji nie zmieni. "Władze krajowe mają oczywiście wiele do powiedzenia, ale muszą uwzględniać opinię terenowych organizacji partyjnych" - powiedział. Przyznał, że po  raz pierwszy będzie startował z innego miejsca niż pierwsze.

"Oczywiście jak dostanę się z tego ostatniego miejsca do Sejmu, to będzie dla mnie wielka satysfakcja, a jak nie - to trudno. Jest również życie pozapolityczne i nie trzeba być do końca życia politykiem" - podkreślił.

Miller ocenił, że kampania wyborcza będzie bardzo brutalna, a  będą w niej decydowały teczki i roztrząsanie przeszłości. B. premier zamierza w kampanii bronić sukcesów swojego rządu. "Niezależnie od tego, co się o nas mówi i również od tych błędów, które są faktem, były także bardzo jasne strony. Świat czarno- biały jest tylko na ekranach czarno-białych telewizorów" - dodał Miller.

ss, pap