Gaz nietrwały

Gaz nietrwały

Upadek tygodnika teoretycznie "skazanego na sukces" w IV RP dowodzi, że  nie można bezkarnie lekceważyć praw ewolucji.
"Ozon" próbował być prawicową "Polityką", a jego celem było tzw.
pokolenie JP2: młodzi, konserwatywni i religijni Polacy, którzy - 
zważywszy na wyniki ostatnich wyborów parlamentarnych - powinni stanowić
sporą grupę potencjalnych czytelników. Przed wprowadzeniem tygodnika na 
rynek wydawca zlecił stosowne badania rynku i wszystko wydawało się
sprzyjać temu przedsięwzięciu, choć ostrzeżeniem powinien być los
"Przekroju", który do dziś nie zdołał osiągnąć zaplanowanej przez
wydawcę pozycji rynkowej.

Trudno jednak zrozumieć, dlaczego "Ozon" był obarczony tak kardynalnymi
błędami. Począwszy od tytułu, który ludziom kojarzy się negatywnie: z 
dziurą ozonową, a bardziej wykształconym - z toksyczną dla płuc
trójatomową, nietrwałą formą tlenu. Nietrafiona była kampania reklamowa
towarzysząca debiutowi rynkowemu tygodnika, podobnie jak dobór
artykułów, zwłaszcza w pierwszych jego numerach - nijakich i nudnych.
Nie do pozazdroszczenia była wreszcie sytuacja polityczna wydawnictwa,
które powinno kierować swą ofertę do elektoratu PiS, a należało do 
polityka PO.

"Ozon" i tak zadziwiająco długo utrzymał się przy życiu, zważywszy na 
tendencje na rynku prasowym w Polsce. Od kilku lat czytelnictwo
generalnie spada na rzecz mediów elektronicznych, a w zeszłym roku trend
ten bardzo wyraźnie zarysował się w segmencie tygodników opinii. Na 
dodatek nowy tygodnik nie potrafił zrealizować swego celu - do 
środowiska konserwatywno-chrześcijańskiego znacznie skuteczniej dotarł
"Gość Niedzielny", który według danych ZKDP w kwietniu tego roku
wyprzedził nawet "Newsweek Polska" pod względem sprzedaży. "Ozon"
zlekceważył prawa doboru naturalnego - przegrał z rynkiem i silniejszą
od niego konkurencją. Po raz kolejny okazało się, że Darwin miał rację,
niezależnie od tego, czy się to komuś podoba, czy nie.

Czytaj także

 0