Lubię artystyczną udrękę

Lubię artystyczną udrękę

Okładka płyty "Kęsy"
Okładka płyty "Kęsy" Źródło: materiały prasowe
– Proces twórczy w każdej dziedzinie łączy się z wewnętrznymi wątpliwościami, na które trzeba sobie samemu odpowiadać. To jego esencja – mówi Bovska o powstaniu płyty „Kęsy”.

Pytana przez Marcina Cichońskiego o to, kim jest na polskiej scenie muzycznej, artystka odpowiada, że to jest bardzo dobre pytanie i nie umie na nie odpowiedzieć. - Ja po prostu robię swoje. Udało mi się zadebiutować dość mocno i od razu grać koncerty. To była trochę droga na skróty przez to, że piosenka „Kaktus” pojawiła się w czołówce popularnego serialu („Druga szansa” – red.). Dla mnie to było duże wydarzenie. Wykorzystałam moment i poszłam za ciosem, nagrywając drugą płytę „PYSK” i trzecią „Kęsy” w ciągu kolejnych dwóch lat. Dostałam możliwość robienia tego, co kocham, ale by to zrealizować, trzeba włożyć bardzo dużo pracy, co z kolei sprawia, że nie mam czasu się zastanawiać, kim ja jestem na polskiej scenie. Za to na egzystencjalne pytanie „kim jestem?” odpowiadam sobie już świadomie od wielu lat. Bez tego nie byłoby ani jednej piosenki - mówi.

Czy popularność „Kaktusa” nie zaczęła jej ciążyć?Artystka przyznaje, że sam fakt, że nie posiada telewizora, sprawia, że jest od tego oddzielona. - Moim telewizorem jest Netflix – podobnie jak większości ludzi dzisiaj. Zdarza mi się słyszeć „znam cię” albo „moja córka śpiewa twoją piosenkę z serialu”. I w ogóle nie mam z tym problemu, ponieważ każdy sposób dotarcia do piosenki jest fajny i dobry, zwłaszcza że ja tam daję tylko piosenkę - dodaje.

Więcej w numerze 47 "Wprost".

Cały wywiad dostępny jest w 47/2018 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

Opracował: