Jurek miał głos pełen energii, mówił że pisze. Chcieli z żoną założyć wydawnictwo

Jurek miał głos pełen energii, mówił że pisze. Chcieli z żoną założyć wydawnictwo

Jerzy Pilch w 2009 roku
Jerzy Pilch w 2009 roku / Źródło: Newspix.pl / Marcin Kaliński
Wszyscy go znali i wszyscy lubili, bo był fajnym facetem – Jerzego Pilcha wspomina krytyk Leszek Bugajski, kolega z kawiarnianego stolika literackiego, który zorganizował pisarz.

W piątek, 29 maja zabrałem się po południu do roboty. Byłem umówiony z redakcją „Wprost. Premium” na tekst o dopiero co wydanej książce Pilcha pod groźnie brzmiącym tytułem „60 felietonów najjadowitszych” (wyd. Wielka Litera). Siłą rzeczy przez kilka ostatnich dni blisko byłem z pisarstwem Pilcha i sporo też przy tej okazji myślałem o Jurku. Wymyśliłem nawet, zanim jeszcze siadłem do pisania, tytuł, z którego byłem zadowolony: „Pilch umiarkowanie jadowity”.

No i zacząłem pisać, przekonany, że jak mam tytuł, to dalej lekko pójdzie: „Jerzy Pilch to już klasyk polskiej felietonistyki, więc przyszła pora, że wybiera ze swojego bogatego dorobku teksty, które układa w kunsztowne książki i przypomina w nich to, co uznaje za warte przypomnienia. Niedawno ukazał się zbiór »Widok z mojego boksu«, złożony z tekstów publikowanych w latach 90. ubiegłego wieku w »Tygodniku Powszechnym«. I to była książka w gruncie rzeczy nostalgiczna, bo wiele w niej portretów redaktorów tego pisma, sporo historyjek o krakowskich przyjaciołach i znajomych autora”. Pierwszy akapit z głowy, więc dalej – drugi:

„Teraz ukazało się »60 felietonów najjadowitszych« – miły człowiek z redakcyjnego boksu wystawił pazury i pokazuje teksty, w których rozprawia się z ludźmi i zjawiskami, które go wkurzały, śmieszyły, obezwładniały głupotą przez dwie dekady: od połowy lat 80. do roku 2006”....

I tu stop! Telefon! Kto? Przyjaciel, wybitny krytyk. Muszę odebrać. „Umarł Jurek. Kilkanaście minut temu” – mówi. – O, k…! – wiem, moja reakcja nie była elegancka, ale piszę szczerą prawdę o niej. W takiej chwili nie ma czasu na stylizację wypowiedzi.

A wiadomość niespodziewana i tym bardziej zaskakująca, że jeszcze na tydzień przed śmiercią Pilch raportował w telefonicznej rozmowie, że jest w dobrej formie.

Głos miał pełen energii, mówił że pisze i że będzie miał gotowe teksty na koniec lata. Zresztą ze wszystkich rozmów telefonicznych, jakie z nim odbyłem po jego grudniowej przeprowadzce do Kielc, wynikało, że odżył, bo życie na wózku nie sprawiało mu już tylu kłopotów co na Hożej w Warszawie. Tam zamieszkał na parterze, był podjazd dla niepełnosprawnych i park w pobliżu, do którego mógł wychodzić – tak to opisywali oboje państwo Pilchowie.

Artykuł został opublikowany w 19/2020 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0