Czy Japonia wyciągnęła wnioski z katastrofy w Kobe?

Czy Japonia wyciągnęła wnioski z katastrofy w Kobe?

Dodano:   /  Zmieniono: 
Ostatnie wielkie trzęsienie ziemi w Japonii, które uderzyło w położone na wybrzeżu miasto Kobe w styczniu 1995 roku, miało 7.3 stopni w skali Richtera. W porównaniu z siłą, która nawiedziła północne brzegi kraju kwitnącej wiśni w ten piątek, trzęsienie w Kobe było tylko nic nieznaczącym wstrząsem. Z drugiej strony, drżąca piętnaście lat temu ziemia pochłonęła ponad 6500 osób.
Trzęsienie ziemi w Kobe uderzyło o godzinie 5.46 rano, kiedy Japończycy jeszcze spali. Około pięć tysięcy osób zginęło w ciągu pierwszych kilku sekund z powodu zawalenia się budynków. Wzniesione przed rokiem 1981, kiedy standardy budowlane były dużo mniej restrykcyjne niż obecnie, budynki rozpadały się jak domki z kart.

Droga ekspresowa Hanshin, ówczesny przykład zaawansowanej inżynierii, także została zniszczona w wyniku trzęsienia ziemi. Z powodu wibracji zawaliły się wieżowce. Wielu ludzi zginęło w wyniku pożarów, które wybuchały niekontrolowanie w różnych częściach miasta. Japońskie służby ratownicze, odpowiedzialne za przygotowanie pomocy dla ofiar katastrofy, były oskarżane o powolność i złą organizację. Wówczas jednak nie doszło do żadnych poważnych zniszczeń spowodowanych przez fale tsunami.

Reakcja rządu na trzęsienie ziemi w 1995 roku była chaotyczna. Komunikacja zawiodła i ważne informacje pojawiały się za późno. Piętnaście lat temu, z powodu pacyfistycznej antypatii wobec wojska w rejonie Kobe, politycy wahali się czy poprosić o pomoc Japońskie Siły Samoobrony. Uznanie zdobyli za to członkowie Yamaguchi-gumi, kryminalnego syndykatu z siedzibą w Kobe, którzy szybko i sprawnie nieśli pomoc ofiarom katastrofy dostarczając im jedzenie, koce i wodę.

 - Lokalny sektor publiczny nie był przygotowany, ludzie nie byli przygotowani, a rząd zupełnie nie wiedział co zrobić – stwierdził Yoshinobu Fukusawa z instytucji zajmującej się zmniejszeniem skutków katastrofy w Kobe. - Trzeba przyznać, że na obecne wydarzenia rząd zareagował dużo szybciej i sprawniej niż wtedy – dodał.

Po katastrofie w Kobe większość fabryk została zlikwidowana z powodu znacznych zniszczeń. Wiele innych firm nigdy ponownie nie otworzyło w mieście swoich siedzib. Pozostali przedsiębiorcy, którzy przez tygodnie i miesiące próbowali odtworzyć swój biznes znaleźli się w martwym punkcie, a ich problemy ukazały zasadnicze wady słynnego japońskiego systemu dostarczania produktów „just in time" (we właściwym czasie).

Rząd oszacował koszty odbudowania Kobe na 250 milionów dolarów. Miasto nigdy nie zdołało jednak odzyskać statusu tętniącej życiem metropolii. W ciągu pięciu tygodni od wielkiego trzęsienia ziemi wystąpiło jeszcze 50 mniejszych. Przerażeni mieszkańcy tygodniami nie wracali do swoich domów. Minęły lata, a wielu z nich nadal mieszka w tymczasowych mieszkaniach. W najbliższych dniach przekonamy się czy tragedia sprzed 15 lat była wystarczającą lekcją dla japońskich władz czy może historia rzeczywiście lubi się powtarzać.

 „Financial Times", mb