Mniszki nie zbudują cerkwi, bo... gmina boi się rusyfikacji?

Mniszki nie zbudują cerkwi, bo... gmina boi się rusyfikacji?

Dodano:   /  Zmieniono: 3
Prawosławna diecezja lubelsko-chełmska pięć lat temu kupiła hektarową działkę w Turkowicach, na której obecnie mieszka dziewięć prawosławnych mniszek. Na działce stoi dom rekolekcyjny i cerkiew, która znajduje się w budynku, w którym w przeszłości znajdował się wiejski dom kultury. Kiedy mniszki złożyły wniosek o zgodę na wybudowanie na działce murowanej cerkwi - radni nie wyrazili zgody. Powód? Negatywne nastawienie mieszkańców do tej inicjatywy. - Prawosławie u nas kojarzy się jednoznacznie. Z zaborem rosyjskim. Budynki, gdzie wprowadziły się siostry, postawiono w celu rusyfikacji. Gdy to prawosławni kupili, zapewniali, że będzie dom modlitwy. A co się dzieje? - pyta Barbara Kryszczuk, była sekretarka w turkowickim zespole szkół rolniczych.
Mniszki chciały, by gmina zmieniła plan zagospodarowania dotyczący ich działki, dzięki czemu mogłyby na niej wznieść drewnianą kaplicę, dzwonnicę i mała murowaną cerkiew. - Nie chcemy nikogo nawracać, a jedynie umożliwić odnowienie wielowiekowej tradycji na tym terenie i kultywowanie jej w duchu ekumenizmu. Dopiero rozbudowa klasztoru przyciągnie do Turkowic nie tylko wyznawców prawosławia, ale również miłośników zabytków, historii, czy też zwyczajnych turystów - tłumaczy arcybiskup Abel, kierujący diecezją.

Radni przed podjęciem decyzji w sprawie zmiany zagospodarowania przestrzennego postanowili wysłuchać głosu mieszkańców gminy. A ci skrytykowali inicjatywę Cerkwi. W efekcie 11 z 15 radnych zagłosowało przeciw możliwości budowy na działce murowanej cerkwi i dzwonnicy. - Ja prawosławnych nie mam za co kochać. Mogę im wybaczyć, ale nie mogę im zapomnieć. Wychlastali mi 20 członków rodziny. Siostrze babci upowcy wybili zęby i oberżnęli piersi na żywca. A potem przecięli na pół, piłą do drzewa - mówił przed głosowaniem radny Tadeusz Dąbrowski.
 3

Czytaj także