Amerykański podróżnik zabity przez lud tubylczy. Chciał ich nawrócić

Amerykański podróżnik zabity przez lud tubylczy. Chciał ich nawrócić

John Allen Chau
John Allen Chau / Źródło: Instagram / John Allen Chau
27-letni Amerykanin John Allen Chau został zabity przez tubylców tuż po tym, jak w ubiegłym tygodniu dostał się na Północną Wyspę Sentinel. Mężczyzna zapłacił miejscowym rybakom, aby pomogli mu się dostać w jeden z najbardziej odizolowanych regionów świata. Zaryzykował, mimo iż ostrzegano go, że wizyta tam niesie za sobą śmiertelne niebezpieczeństwo.

John Allen Chau był poszukiwaczem przygód. Wędrował po Parku Narodowym Północnych Gór Kaskadowych w USA, Izraelu i Afryce Południowej. Najbardziej jednak przyciągała go Północna Wyspa Santinel w Indiach i tamtejsza ludność. Mężczyzna chciał tam szerzyć chrześcijańską ewangelię.

Sentinel Północny to jedna z wysp archipelagu Andamanów w Zatoce Bengalskiej. Żyją na niej Sentinelczycy, których populacja według różnych szacunków wynosi od 50 do 400 osób. Jest to lud tubylczy, który reaguje w agresywny sposób na każdą próbę zbliżenia się do nich.

Do Indii Chau przybył dzięki wizie turystycznej. Do wyspy zamieszkanej przez Sentinelczyków nie można się zbliżać. Jest to zabronione od czasu, gdy w 2006 roku tubylcy zabili dwóch miejscowych rybaków.

Chau miał dostać się na wyspę płacąc kilku rybakom. 15 listopada mieli oni go przetransportować w miejsce oddalone mniej niż pół mili od miejsca, a dalszą drogę mężczyzna pokonać miał kajakiem. 27-latek miał wrócić w miejsce, gdzie rozstał się z rybakami jeszcze tego samego dnia. Podali, że był on ranny, najprawdopodobniej trafiono go strzałą z łuku. Mężczyzna jednak zdecydował się wrócić na wyspę. Rybacy nie widzieli mężczyzny aż do 17 listopada. Później mieli zaobserwować, jak tubylcy ciągną jego ciało po piaszczystej plaży.

Czytaj także:
Ambasador USA ostrzega Polaków: Zamach na wolne media może zepsuć nasze stosunki

Galeria:
Amerykanin relacjonował swoje podróże na Instagramie

Czytaj także

 4
  • Podróżników lubiłem od czasów Arkadego Fidlera. Potem straciłem do nich serce jak objawiło się to indywiduum nazywające się (Nazwisko mi uleciało ale wiem, że sam siebie nazywał w TV "czarna stopa, czy brudna stopa" coś koło tego. Straszny wsteczniak i nienawistnik.
    Natomiast wszelkich misjonarzy od zawsze nie lubiłem, gdyż zamiast przyciągać do siebie zwolenników, pchają się do nich - nomen omen - swoimi brudnymi trepami na jeszcze bardziej brudnych stopach.
    • Ta ofiara nie poszła na marne. Podobno nakarmiły się nim do syta 4 sentinelskie rodziny.
      •  
        Takie misje to ja rozumiem!
        Ktoś jeszcze chętny by głosić dobrą nowinę? Tylko się nie pchać, po kolei...