Pachnie tam Rosją, Koreą Północną, Arabią i Iranem. Arkadag „chroni” obywateli przed złem tego świata

Pachnie tam Rosją, Koreą Północną, Arabią i Iranem. Arkadag „chroni” obywateli przed złem tego świata

Aszchabad, stolica Turkmenistanu w 2017 roku
Aszchabad, stolica Turkmenistanu w 2017 roku Źródło: PAP/EPA / Raga Jose Fuste
Gurbanguł Berdymuchamedow przekazał urząd prezydencki synowi Serdarowi, ale po niespełna roku zmienił ustrój państwa w ten sposób, że to on, jako przewodniczący izby wyższej parlamentu, ma wszystkie karty w ręku, przyjmując tytuł arkadag – obrońcy narodu. Leży mu na sercu los Turkmenów, których chce chronić przed złem tego świata, a dla obywateli lepiej, by polityką się nie interesowali. To może zaszkodzić.

„Naszym głównym celem jest zapewnienie stabilności i bezpieczeństwa Ojczyźnie, poprawa warunków życia ludzi, umocnienie pokoju i wzajemnego zaufania na całej planecie. Turkmenistan będzie nadal opowiadał się za kursem neutralności, zasadami dobrego sąsiedztwa, wzajemnego szacunku, równości i konstruktywnej współpracy. Jesteśmy otwarci na wszystkie kraje i narody świata i dążymy do rozwijania z nimi w przyszłości więzi handlowych, gospodarczych, kulturalnych, humanitarnych, naukowych i edukacyjnych”.

Taką mową-trawą uraczył słuchających Serdar Berdymuchamedow w trakcie swojej inauguracji na urząd prezydenta Turkmenistanu. Wszyscy zebrani na sali, starym radzieckim zwyczajem, pilnie notowali w zeszytach słowa prezydenta. Wszyscy, poza siedzącym w pierwszym rzędzie, ustępującym prezydentem Gurbanguły Berdymuchamedowem.

No właściwie nie do końca ustępującym, bo polityka w Turkmenistanie działa według innych schematów, niż w u nas.

Zacznę od tego, że zbieżność nazwisk obu prezydentów bynajmniej nie jest przypadkowa.

Cały artykuł dostępny jest w 20/2023 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.