Co się dzieje w Karabachu i jakie niesie to ryzyko dla Unii Europejskiej?

Co się dzieje w Karabachu i jakie niesie to ryzyko dla Unii Europejskiej?

Co się dzieje w Karabachu i jakie niesie to ryzyko dla Unii Europejskiej?
Co się dzieje w Karabachu i jakie niesie to ryzyko dla Unii Europejskiej? Źródło: realitatea.md
We wtorek 19 września ministerstwo obrony Azerbejdżanu poinformowało o rozpoczęciu "operacji antyterrorystycznej" w azerskim regionie Karabachu. Była to bezpośrednia reakcja na śmierć sześciu osób, w tym dwójki cywilów, którzy zginęli w wyniku wybuchu min przeciwpiechotnych instalowanych przez ormiańskich separatystów.

Od zakończenia drugiej wojny karabaskiej w 2020 roku, Unia Europejska i Stany Zjednoczone poczyniły znaczne wysiłki na rzecz osiągnięcia pokojowego porozumienia między Erywaniem a Baku. Karabach jest bowiem separatystyczną enklawą na terytorium Azerbejdżanu. Co ważne, zgodnie z prawem międzynarodowym został uznany przez wszystkie kraje ONZ za część część tego państwa.

Po upadku Związku Radzieckiego terytorium to zostało częściowo opanowane przez prokremlowskich separatystów, których wspiera także sąsiednia Armenia. W maju 2023 roku premier Armenii Nikol Paszinian uznał Karabach za część terytorium Azerbejdżanu, a w czerwcu prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew oświadczył, że zawarcie traktatu pokojowego planowane jest jeszcze przed końcem 2023 roku.

Zaostrzenie sytuacji

Niestety, pod koniec lipca rząd Armenii, pod naciskiem opozycji i najbardziej radykalnej części diaspory ormiańskiej, rozpoczął międzynarodową kampanię mającą na celu dyskredytowanie Azerbejdżanu. „Naciski propagandowe, ultimatum i wezwania do wprowadzenia sankcji doprowadziły jedynie do załamania procesu negocjacyjnego” – oceniono w łotewskiej LA. Z kolei we wprost.pl wskazywaliśmy już jakiś czas temu, że „konfrontacja militarna na Kaukazie Południowym może stworzyć dla Europy nowe problemy – od nowej fali uchodźców i przekierowania zasobów na Ukrainę po załamanie energetyczne i inflację”. Chociaż europejskie media obawiały się kolejnej odsłony wojny Azerbejdżanu i Armenii, to rozpoczęte „działania antyterrorystyczne” prowadzone przez władze w Baku, wymierzone są wyłącznie w ormiańskich separatystów działających na terytorium samego Azerbejdżanu.

De iure potwierdzają to zresztą rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ (nr 822, 853, 874 i 884) oraz oświadczenia premiera Armenii Nikoli Pasziniana z 17 maja, że Karabach jest terytorium Azerbejdżanu. Potwierdził to zresztą również sekretarz Rady Bezpieczeństwa Armen Grigorian, który na pytanie o możliwość udziału w działaniach wojennych Armenii odpowiedział, że „Armenia w dalszym ciągu broni jedynie suwerennego terytorium Republiki Armenii”.

Nielegalne wybory

Całą sytuację skomplikował również fakt, że 9 września w Karabachu odbyły się nielegalne „wybory prezydenckie”. Zorganizował je parlament nieuznawanej międzynarodowo republiki. Publicznie potępiło je wiele krajów: Rumunia, Węgry, Mołdawia, Wielka Brytania, Turcja, Gruzja, Pakistan, Uzbekistan, Kazachstan, USA. Podobnie postąpiła Unia Europejska. Europejska Służba Działań Zewnętrznych poinformowała, że UE nie uznaje legalności wyborów przywódcy nieuznawanej republiki. „Unia Europejska przypomina, że nie uznaje ram konstytucyjnych i prawnych, w których zostały one przeprowadzone” – podkreślono w komunikacie.

W podobnym duchu wypowiedziała się też Ukraina. „Przeprowadzenie tych tzw. wyborów prezydenckich narusza normy i zasady prawa międzynarodowego, a ich wyniki są nieważne” – oświadczyło ukraińskie MSZ, podkreślając „poparcie dla suwerenności i integralności terytorialnej Azerbejdżanu”.

Trudna sytuacja w Karabachu

Kijów a Baku

To zresztą ważny wątek, ponieważ szczególną rolę we wspieraniu Azerbejdżanu odgrywa Kijów. W jednej z ukraińskich publikacji można przeczytać, że „Putin wykorzystuje do własnych celów marionetki ormiańskich separatystów w Karabachu, tak jak to robił z Osetyjczykami i Abchazami w Gruzji oraz zwolennikami „rosyjskiego świata” na Krymie i w Donbasie”, co „pozwala Moskwie na utrzymanie obecności wojskowej na Kaukazie Południowym, a także w gruzińskim separatystycznym regionie Osetii Południowej lub we wschodnich regionach Mołdawii kontrolowanych przez Rosję”.

Ukrainę i Azerbejdżan łączy dziś wiele wspólnych problemów:

  • Oba kraje stały się ofiarami wspieranego przez Rosję militarystycznego separatyzmu – na terytoriach Ukrainy i Azerbejdżanu od lat przy wsparciu Moskwy działają enklawy separatystów;
  • 20 proc. terytoriów obu krajów było okupowanych;
  • Ukraina i Azerbejdżan należą do krajów o największej liczbie zaminowań na świecie;
  • Cele ukraińskiej kontrofensywy i azerskich „środków antyterrorystycznych” są niemal identyczne: okupacja i całkowite zniszczenie infrastruktury wojskowej nielegalnych sił działających na ich terytoriach.

Nic dziwnego, że przywódcy separatystów w Karabachu Ruben Vardanyan i Arayik Haritiunian znajdują się w ukraińskiej bazie danych dot. osób wspierających rosyjską agresję na Ukrainę. Niecały tydzień przed rozpoczęciem „operacji antyterrorystycznej” ukraińskie media doniosły: „GRU podjęło prace nad zebraniem informacji o ormiańskiej enklawie separatystów w Karabachu”, zaś „ukraińskie służby specjalne rozpoczęły prace nad identyfikacją i zdemaskowaniem proormiańskich separatystów na Południowym Kaukazie”. Z kolei 19 września setki Ukraińców „rozsadziły” Telegram, wyrażając masowe poparcie dla Azerbejdżanu i jego narodu.

Problem dla UE

Warto pamiętać, że choć ani Ukraina, ani żaden kraj Unii Europejskiej nie ma wspólnych granic z Azerbejdżanem, to to, co dzieje się na jego terytorium, może dotknąć dużą część Europejczyków, szczególnie w kontekście zbliżającej się zimy. Azerbejdżan jest bowiem jednym z głównych krajów, za pośrednictwem których następuje wymiana rosyjskich surowców energetycznych na rynku europejskim. Baku dostarcza ropę i gaz do Rumunii, Chorwacji, Węgier, Bułgarii, Czech, Austrii, Niemiec, Grecji, Hiszpanii, Irlandii, Portugalii i Włoch.

Przyznała to m.in. komisarz UE ds. energii Kadri Simson. Powiedziała w maju: „Europa wyszła z tej zimy z magazynami gazu wypełnionymi do połowy, bardziej stabilnymi cenami gazu i pozytywnymi perspektywami na następną zimę. Osiągnęliśmy to dzięki naszym niezawodnym partnerom, takim jak Azerbejdżan”. Z kolei wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. Stosunków Międzyresortowych i Prognoz Maros Šefčović jest przekonany, że „Azerbejdżan jest istotnym partnerem energetycznym UE”. Według komunikatu Komisji Europejskiej opublikowanego w lipcu „Azerbejdżan jest kluczowym partnerem UE w wysiłkach na rzecz odejścia od rosyjskich paliw kopalnych”.

Autor: Igor Chalenko – ukraiński politolog i ekspert z zakresu spraw międzynarodowych. Kierownik ukraińskiego Centrum Analiz i Strategii, komentator polityczny, częsty gość programów publicystycznych na temat bieżących wydarzeń w Ukrainie.

Źródło: Wprost / la.lv/focus.ua/newsweek.ro/realitatea.md