Rok po wyzwoleniu Chersonia. „Nie ma dnia, by wróg nie atakował”

Rok po wyzwoleniu Chersonia. „Nie ma dnia, by wróg nie atakował”

Chersoń
Chersoń Źródło: Archiwum prywatne
Gdy nie ma alarmu i ostrzału, w dzielnicach dalej od rzeki, za którą wciąż stoją Rosjanie, przypomina normalne miasto: sklepy, ludzie na przystankach, trolejbusy, kawiarnie. Ale tam normalność sprzedaje się na kartki, jest pożądanym oddechem, którego niestety wciąż brakuje. Nie ma dnia, by wróg nie atakował Chersonia.

– Leżała tam, cała we krwi. Po prostu szła chodnikiem, może z tej kafejki, gdzie jedliśmy śniadanie, a może do niej? A może po zakupy albo do pracy? – Ben Dusing, amerykański wolontariusz, który po miesiącach pomagania w Charkowie wyjechał do Chersonia, gdzie zamieszkał jako „chersoński Amerykaniec” zamyśla się nad trawnikiem, gdzie leżą kwiaty. Nieco ponad dwa tygodnie temu wskutek rosyjskiego ataku zginęła tu kobieta, kilka osób zostało rannych. Wszystko to może 200 metrów od biura Bena, gdzie wraz z jeszcze jednym Amerykaninem, Brytyjczykiem i Ukraińcami koordynuje pomoc dla terroryzowanego przez agresora miasta.

Źródło: Wprost