Prócz Iryny Chalip, która jest żoną byłego kandydata opozycji w wyborach Andreja Sannikaua, zarzuty zmieniono: działaczowi niezarejestrowanej chrześcijańskiej demokracji Pawłowi Siewiaryncowi, współpracownikowi Sannikaua - Źmicierowi Bandarence oraz Siarhiejowi Marcaleuowi, współpracownikowi innego kandydata opozycji - Mikoły Statkiewicza. Zarzuty mówią teraz już nie o organizacji masowych zamieszek lub udziale w nich, lecz o "organizacji i aktywnym udziale w działaniach grupowych poważnie naruszających porządek publiczny". Maksymalny możliwy wymiar kary to w takim wypadku trzy lata więzienia.
Według MSW celem działania tych osób "było wciągnięcie i pobudzenie obywateli Białorusi do masowych działań o rozmyślnie sprzecznym z prawem charakterze". Prócz tego "bezpodstawne twierdzenia o uznaniu wyborów prezydenckich za nieważne, wygłaszane w ich publicznych deklaracjach, stały się sztucznie stworzonym powodem do reakcji państw Unii Europejskiej i USA".
Działacze opozycji trafili do aresztu śledczego KGB w Mińsku w następstwie demonstracji opozycji w stolicy w wieczór wyborczy 19 grudnia. Tysiące ludzi protestowało wówczas przeciwko oficjalnym wynikom wyborów, według których niemal 80 proc. głosów zdobył ubiegający się o czwartą kadencję prezydencką Alaksandr Łukaszenka.
PAP, arb
