Władze Maroka obawiają się kolejnych zamachów terrorystycznych. - Musimy być czujni, bo zagrożenie ze strony terrorystów nie minęło - oświadczył dwa dni po krwawym zamachu w Marrakeszu, marokański minister spraw wewnętrznych. Minister Taib Szerkawi poinformował, że w związku z zagrożeniem w całym kraju zostały zaostrzone środki bezpieczeństwa.
30 kwietnia na miejsce zamachu, popularny wśród turystów plac Dżama El-Fna, przebył król Mohammed VI. Monarcha wszedł także do zniszczonej przez wybuch kawiarni "Argana", a później odwiedził w szpitalach rannych w zamachach ludzi. Marokańskie służby bezpieczeństwa przypuszczają, że za zamachem w Marrakeszu stoi północnoafrykańska siatka Al-Kaidy, która już wcześniej groziła atakami w Maroku. Wiadomo, że ładunek został odpalony zdalnie.
W zamachu do jakiego doszło 28 kwietnia zginęło 16 osób, a 25 zostało rannych. Do tej pory udało się zidentyfikować 13 ciał: siedmiu Francuzów, dwóch Marokańczyków, dwóch Kanadyjczyków, Holendra i Brytyjczyka.PAP, arb
