Pakistan – jeszcze przyjaciel czy już wróg?

Pakistan – jeszcze przyjaciel czy już wróg?

Chociaż Pakistan jest dziś jednym z najbardziej antyamerykańskich państw na świecie, to Stany Zjednoczone nie mogą pozwolić sobie na utratę tego strategicznego sojusznika.
Wszystkie sondaże badające nastroje pakistańskiej opinii publicznej ujawniają bolesną prawdę – pomimo zainwestowania w to państwa około 20 miliardów dolarów, statystyczny Pakistańczyk darzy większą sympatią radykalnych islamistów niż Stany Zjednoczone. I to pomimo faktu, iż ci pierwsi mają na rękach krew znacznie większej liczby pakistańskich cywilów niż Amerykanie. Nastroje wśród przedstawicieli władzy i wojskowych – szczególnie tych na najwyższych stanowiskach – są podobne. Czemu więc Waszyngton dalej wspiera państwo, które zyskało sobie miano pół-przyjaciela, pół-wroga?

Chociaż Pakistańczycy palą co jakiś czas amerykańskie flagi, chociaż oficerowie wywiadu ukrywali Osamę bin Ladena i przymykali oko na działalność, ba - nawet wspierali - islamskich radykałów, to Waszyngton i tak jest skazany na współpracę z Islamabadem. Pakistan czerpie profity ze swojej pozycji geopolitycznej jako sąsiad Afganistanu. Prowadzenie wojny w tym ostatnim państwie nie byłoby możliwe bez pomocy Islamabadu, w tym bez dostępu do portu w Karaczi, dokąd trafia znaczna część zaopatrzenia dla wojsk NATO. Zamknięcie tego portu całkowicie uzależniłoby Sojusz od Rosji, przez którą również wysyła się sprzęt dla walczących. Takiego scenariusza USA chciałyby jednak uniknąć, ponieważ relacje Rosja–NATO również dalekie są od przyjacielskich. Amerykanie zdają sobie również sprawę z tego, że bez życzliwych im władz Pakistanu nie będzie możliwe niszczenie kryjówek Al-Kaidy na pakistańsko-afgańskim pograniczu. Wreszcie – last but not least - pakistańskie władze należy wspierać dlatego, że zamiast nich do władzy mogliby dojść islamiści. A nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że przejęcie arsenałów nuklearnych przez islamskich radykałów.

Pisząc o relacjach na linii Islamabad-Waszyngton należy – oddając sprawiedliwość - stwierdzić, że Stany Zjednoczone i NATO również nie należą do idealnych sojuszników. Co jakiś czas Amerykanie naruszają pakistańską przestrzeń powietrzną ścigając prawdziwych lub domniemanych terrorystów. Z rąk sił sojuszniczych zginęła pokaźna liczba pakistańskich żołnierzy i cywili. Waszyngton na terytorium Pakistanu bez oporów przeprowadza akcje specjalne, co irytuje miejscowe władze i społeczeństwo. Trudno więc, by Amerykanie byli w Pakistanie lubiani.

Czy egzotyczny, amerykańsko-pakistański sojusz z przypadku ma szansę się utrzymać? Władze w Islamabadzie doskonale zdają sobie sprawę, że Zachód jest w dużym stopniu uzależniony od ich pomocy i życzliwości – wiedzą, że mogą wykonać wiele nieprzychylnych Amerykanom posunięć, a i tak zostanie im to wybaczone. Z kolei Amerykanie mają świadomość, że Pakistan potrzebuje ich pieniędzy i w zamian za nie jest gotów często przymykać oko na amerykańskie rajdy po swoim terytorium. Cierpliwość ma jednak swoje granice – szczególnie jeśli przyjaciele tak naprawdę są wrogami, których połączył jedynie tymczasowy interes.

Czytaj także

 1
  • sadza IP
    Tak w ogóle to jak mamy się dziwić tym islamskim oszołomom skoro u nas ich nie brakuje tylko że spod znaku krzyża. Oczywiście my też jesteśmy sojusznikami, ale nie zasługujemy na życie bez wiz do USA, mimo tego że już zginęło tam 37 naszych ludzi. Zastanawiające, czemu? Abyśmy nie stali się ofiarami zamachów? Czy może dlatego aby zaraz nie spieprzyło tam połowę narodu? W sumie, ktoby potem płacił ZUS i zaciągał złodziejskie kredyty?

    Czytaj także