W stolicy kraju ponad 7 tys. osób demonstrowało przeciwko aresztowaniu 20 działaczy ruchu pod zarzutem "wywrotowej propagandy"; we Florencji było 5 tys. protestujących.
Na czele pochodów szli politycy i działacze katolickich i innych chrześcijańskich stowarzyszeń religijnych. "Uwolnić naszych towarzyszy" - domagały się napisy na transparentach.
Aresztowanie 20 liderów ruchu antyglobalistycznego na południu Italii i wszczęcie śledztwa w stosunku do 21 innych działaczy nastąpiło na podstawie sporządzonego przez prokuraturę i liczącego 359 stron sprawozdania z prowadzonego od roku dochodzenia w sprawie "zagrożenia bezpieczeństwa państwowego i ładu publicznego".
Największy włoski dziennik, liberalny "Corriere della Sera" napisał w artykule wstępnym: "To oczywiste, że w Genui podczas demonstracji antyglobalistycznych (sprzed roku) doszło do pogwałcenia prawa. Ale od tego daleka droga do wysunięcia zarzutu "konspiracji", a nawet wręcz "działalności wywrotowej o podłożu ekonomicznym".
Podczas światowego szczytu w Genui demonstranci w imię haseł antyglobalistycznych palili samochody i plądrowali sklepy. Włoska prokuratura zamiast zarzutów o zwykłą chuligankę - mówi o konspiracji. To tak, jakby kibicom - chuliganom Legii Warszawa, Lecha Poznań, czy Wisły Kraków stawiać zarzucać propagowanie idei solidarności między mieszkańcami ich miast.
les, pap