Mieszkańcy Czelabińska relacjonując deszcz meteorów, które spadły w rejonie miasta podkreślają, że "wiedzieli wybuch, a miasto zasnuły chmury". - Wszyscy myśleli, że wybuchła wojna - mówi jeden ze świadków, którego wypowiedź przytacza tvn24.pl. W czasie deszczu meteorów rannych zostało ok. 500 osób.
Świadkowie opowiadają, że w mieście przestały działać telefony komórkowe, zaczęły się też włączać alarmy samochodowe i przeciwwłamaniowe. "Nie wierzyłam w koniec świata, ale teraz myślę, że może niegłupio byłoby jednak uwierzyć, że w dwie noce możemy umrzeć. Na całe życie zapamiętam ten poranek" – napisała na Twitterze Nastia Grabluk. - Wybiło okna, meble skakały, ja sama się trzęsę. Złapałam mojego kota i paszport i wybiegłam z domu, ale polecono mi wrócić - opowiada Natalia, cytowana przez "Komsomolskają Prawdę".
- Ja byłam na uniwersytecie gdzie tak ok. 9.30. Najpierw była takie jasne światło a potem coś zagrzmiało. My długo nie wiedzieliśmy co to było, co się stało. Wszyscy studenci zostali ewakuowani i staliśmy przed uniwersytetem. Nikt nam nic nie opowiadał - mówiła na antenie TVN24 mieszkająca w Czelabińsku Nadieżda Wiediakowa.
arb, TVN24.pl
- Ja byłam na uniwersytecie gdzie tak ok. 9.30. Najpierw była takie jasne światło a potem coś zagrzmiało. My długo nie wiedzieliśmy co to było, co się stało. Wszyscy studenci zostali ewakuowani i staliśmy przed uniwersytetem. Nikt nam nic nie opowiadał - mówiła na antenie TVN24 mieszkająca w Czelabińsku Nadieżda Wiediakowa.
arb, TVN24.pl
