W kilka godzin później rzecznik Centralnego Dowództwa USA w Iraku podał, że co najmniej 27 Irakijczyków zginęło w rejonie miejscowości Balad na północny wschód od Bagdadu. Do starcia doszło po zaatakowaniu rakietami przez Irakijczyków kolumny pancernej 4. Dywizji Piechoty USA. Czołgi odpowiedziały ogniem, w akcji wzięły też udział śmigłowce bojowe Apache AH-64.
W czwartek rozpoczęła się operacja, mająca prowadzić do "likwidacji zwolenników partii Baas (rozwiązanej przez Amerykanów), oddziałów paramilitarnych i innych elementów wywrotowych".
Amerykańskie wojska schwytały tym tygodniu w Iraku około 400 Irakijczyków podejrzanych o udział w przeprowadzonych w ostatnich tygodniach atakach na siły koalicji antysaddamowskiej. To jedna z największych operacji w Iraku po obaleniu Saddama Husajna - poinformowało dowództwo armii amerykańskiej.
Akcja, której nadano kryptonim "Uderzenie w Półwysep", trwa i dlatego Centralne Dowództwo (Centcom) odmawia informowania o szczegółach.
Według agencji Reutera, w "Uderzeniu w Półwysep" uczestniczą aż cztery tysiące amerykańskich żołnierzy, przeczesujących także brzegi Tygrysu na północ od stolicy Iraku. Operacja stanowi odpowiedź na ataki irackie na wojska USA. W ciągu dwu miesięcy, jakie minęły od zajęcia Bagdadu, w takich atakach zginęło co najmniej 40 amerykańskich żołnierzy.
em, pap