Wenecja 2014: Rozdano Złote Lwy. Relacja

Wenecja 2014: Rozdano Złote Lwy. Relacja

Roy Andersson (fot. Marechal Aurore / Newspix.pl) / Źródło: Newspix.pl
Zasłużony Złoty Lew dla szwedzkiego filmu „Gołąb usiadł na gałęzi rozmyślając o życiu” Roya Anderssona oddaje nastrój tegorocznej weneckiej Mostry. - Tak już w życiu jest: komedia i tragedia to dwie strony jednego medalu – mówi Roy Andersson.
Jego film jest świetną ilustracją tej tezy. To portret szwedzkiego społeczeństwa. Biernego, pogrążonego w rutynie, tłumiącego swoje emocje i podcinającego marzeniom skrzydła. Andersson pokazuje ludzi, którzy co dzień walczą z własną bezsilnością: budzą się rano, czekają na autobus, pracują, piją w barze. Niemal bez słowa.

Podobnych bohaterów reżyser pokazywał w poprzednich częściach trylogii: „Pieśniach z drugiego piętra” i „Do ciebie, człowieku”. Ze zrozumieniem. Sam ich przypomina. Okrągła twarz, przerzedzone włosy zaczesane na bok, spory brzuch. Na konferencji prasowej po ceremonii rozdania nagród gładzi swojego Złotego Lwa.

Jednak „Gołąb...”, choć stylem i absurdalnym poczuciem humoru przypomina wcześniejsze obrazy, jest głębszy. Andersson ucieka od współczesności. To nie tylko historia samotności, ale i refleksja nad szwedzką tożsamością. Nad historią, wojną, rolą monarchii. Ten film – poszatkowany i złożony z wielu epizodów - układa się w spójną całość. Śmieszną i straszną zarazem.

Podobnie jak Andersson żongluje emocjami widza Andriej Konczałowski. W jego nagrodzonych za reżyserię „Białych nocach listonosza” grają sami bohaterowie – naturszczycy ze wsi w północnej Rosji. Brat Nikity Michałkowa rejestruje życie w tym odciętym od nowoczesności miejscu. Dużo jest tu ciemnych odcieni: brak perspektyw, alkoholizm, bieda. Ale Konczałowski decyduje się na pogodny, wręcz rubaszny ton. Resztka wspólnoty, życie blisko siebie i -nieco tandetne - żarty wszystko to sprawia, że mieszkańcy miejscowości wciąż dają radę przeciwnościom losu. Przyznaję, nie porwał mnie ten pgr-owski sentymentalizm. Ale, rzeczywiście, Konczałowski wyreżyserował go pewną ręką, umiejętnie mieszając dokument z fikcją.

Do klasycznego dokumentu powędrowała zaś „druga” nagroda, czyli Grand Prix Jury. „ The Look of Silence”. To kolejna, po „Scenie zbrodni” opowieść tego reżysera o indonezyjskich mordach politycznych z lat sześćdziesiątych. Brat jednej z ofiar postanawia odnaleźć jego oprawców. Ale w gruncie rzeczy to nie jest opowieść o tych wydarzeniach, lecz o próbie normalnego życia pół wieku później. Nierozliczone nigdy ludobójstwo rzuca na wszystko swój cień. - W indonezyjskich domach wciąż panuje strach – tłumaczy twórca. - Rodziny ofiar żyją tuż obok morderców. W permanentnym lęku.

Wenecja 2014 nie była festiwalem czerwonych dywanów. Zainteresowanie tłumów wzbudzali starsi aktorzy, jak Michael Keaton, Al Pacino i Catherine Denevue. Ale nie było pisków fanek szalejących na widok gwiazd superprodukcji. Na ekranie też dominowali zwyczajni ludzie ze swoimi dylematami. Dojrzały ślusarz z „Manglehorn” Davida Gordona Greena, poborca podatkowy z „Trzech serc” Benoit Jacquot, chłopak z tureckiej wsi z wyróżnionego nagrodą jury „Sivas” Kaana Mujdeciego. Dzisiaj to właśnie ich oczami reżyserzy obserwują zachodzące na świecie przemiany. 

Wszystkie nagrody w konkursie głównym:

  • Złoty Lew: „Gołąb usiadł na gałęzi, rozmyślając o życiu”, reż. Roy Andersson
  • Srebrny Lew za reżyserię: Andriej Konczałowski za „Białe noce listonosza”
  • Grand Prix Jury: „The Look of Silence”, reż. Joshua Oppenheimer
  • Coppa Volpi dla najlepszej aktorki: Alba Rohrwacher za „Hungry Hearts”, reż. Saverio Costanzo
  • Coppa Volpi dla aktora: Adam Driver za „Hungry Hearts", reż. Saverio Costanzo
  • Nagroda im. Marcello Mastroianniego dla młodego aktora lub aktorki: Romain Paul za „Le dernier coup de marteau", reż. Alix Delaporte
  • Najlepszy Scenariusz: Rakhshan Bani Etemad i Farid Mostafavi - „Opowieści”, reż. Rakhshan Bani Etemad
  • Nagroda specjalna Jury: „Sivas", reż. Kaan Mujdeci

Czytaj także

 0

Czytaj także