Morze Martwe jeszcze nie martwe

Morze Martwe jeszcze nie martwe

Mimo dzielących je konfliktów państwa Bliskiego Wschodu zdecydowały się na współpracę, by uratować najsłynniejsze słone jezioro na świecie.

Zrobiliśmy dziś kolejny historyczny krok w celu ratowania Morza Martwego – oświadczyli zgodnie Silwan Szalom, izraelski minister spraw wewnętrznych, i Hazim El-Naser, minister wody i nawadniania Jordanii. 1 grudnia ogłosili przetarg na budowę pierwszego odcinka kanału mającego połączyć morza Martwe i Czerwone (projekt „Red-Dead”). Tylko w ten sposób da się uratować pierwsze z nich, Morze Martwe wysycha bowiem w dramatycznym tempie i za kilka dekad może podzielić los Morza Aralskiego, które na naszych oczach zamieniło się w pustynię straszącą wrakami statków.


O połączeniu obu zbiorników myślano już ćwierć wieku temu. W 1994 r. Izrael i Jordania podpisały nawet porozumienie pokojowe, ale ze względu na wybuch II Intifady w Izraelu współpraca okazała się niemożliwa. Dziś Szalom i Naser mówią jednym głosem, a ogłoszenie przetargu ma być „dowodem współpracy między Izraelem a Jordanią”. Skorzysta na tym nawet Autonomia Palestyńska. Cud? Nie, wreszcie rozsądna polityka ponad podziałami.

POSTĘPUJĄCA AGONIA

Morze Martwe to tak naprawdę słone jezioro, bez żadnego odpływu, leżące w granicach Jordanii i Izraela. Jego nazwa też nie jest przypadkowa, wysoki poziom zasolenia uniemożliwia rozwój organizmów żywych (poza kilkoma rodzajami bakterii). Poziom soli jest tu dziesięć razy wyższy niż w oceanach i aż 30 razy niż w Bałtyku. Nie ma więc ryb, ptaków ani roślin. W wodzie jest tyle soli, że osoby nieumiejące pływać unoszą się na powierzchni jak korek. I to właśnie unikalne właściwości Morza Martwego w połączeniu z wysokimi temperaturami przyczyniają się do jego degradacji. W upalny dzień wyparowuje ze zbiornika nawet 7 mln l wody. Jej poziom obniża się średnio o kilkadziesiąt centymetrów rocznie, a od połowy ubiegłego stulecia opadł już w sumie o ponad 30 m. Rocznie wyparowuje więc jakieś 5 km kw. morza. Jeśli tak dalej pójdzie, za pół wieku z Morza Martwego nie pozostanie nic poza bajorem żrącej solanki. Już dziś wzdłuż południowego wybrzeża, gdzie morze wysycha najszybciej, powstają różnej wielkości leje, które powodują zapadanie się ziemi, a w konsekwencji okolicznych dróg i zabudowań. Agonia Morza Martwego nie jest dziełem jedynie natury. Pierwszym grzechem człowieka było przekierowanie w latach 50. biegu Jordanu, który zasilał zbiornik. Dziś wody rzeki płyną głównie na pola i do wodociągów, zasilając przede wszystkim Jezioro Tyberiadzkie, źródło wody pitnej dla ludności Izraela.

Poza tym woda z Morza Martwego jest nazbyt eksploatowana przez okoliczne kopalnie potasu i firmy zajmujące się produkcją nawozów. – Takie działania nie mogą być dopuszczalne. Trzeba doprowadzić do natychmiastowej zmiany polityki produkcyjnej w zakładach, w przeciwnym razie skończy się to katastrofą – ostrzega Gidon Bromberg, dyrektor izraelskiej organizacji ekologicznej Friends of the Earth Middle East. Wyschnięcie jeziora byłoby nie tylko katastrofą ekologiczną, ale i ekonomiczną dla obu państw. Z nadmorskich miejscowości uciekliby turyści, którzy zostawiają tam kilkaset milionów dolarów rocznie. Nie wspominając o dochodach branży kosmetycznej, która wytwarza kosmetyki na bazie jeziornego błota i wody.

Z CZERWONEGO DO MARTWEGO

Wdrażany w życie projekt „Red-Dead” sprowadza się do budowy 180-kilometrowego rurociągu, dzięki któremu Morze Martwe zostanie zasilone wodami Morza Czerwonego. Jego początek przewidziany jest w zatoce Akaba, gdzie stanie wielka odsalarnia wody. Woda to surowiec strategiczny w tej części świata, dlatego odsalarnia według założeń ma produkować nawet 1 mld m sześc. wody pitnej rocznie. Podzielą się nią mieszkańcy Izraela, Jordanii i Autonomii Palestyńskiej. Reszta wody zasili wysychające Morze Martwe. Projekt został zgłoszony po raz pierwszy Bankowi Światowemu w 2005 r. (wspólnie przez Izrael, Jordanię i Autonomię Palestyńską). Najważniejsze pytania brzmiały: czy inwestycja jest możliwa do zrealizowania technicznie, opłacalna ekonomicznie oraz bezpieczna dla środowiska? W tym celu Bank Światowy powołał zespół ekspertów wspieranych przez UNESCO, którzy po badaniach terenowych stwierdzili, że przedsięwzięcie jest wykonalne i bezpieczne, choć realizacja zajmie co najmniej 20 lat. Od tego momentu przygotowania nabrały tempa. W lutym podpisano porozumienie, w grudniu ogłoszono przetarg na budowę pierwszej fazy projektu.

ZAMIESZANIE WOKÓŁ MIESZANIA

Politycy już ogłosili, że przepompowanie 300 mln m sześc. wody rocznie uratuje Morze Martwe. Zapał studzą ekolodzy. – Tak naprawdę nie wiemy, jakie będą konsekwencje wpompowania do Morza Martwego tak dużej ilości wody z innego morza. Cały projekt należy traktować jak wielki eksperyment. Weźmy chociaż pod uwagę, co się stanie, jeśli doszłoby do ewentualnych przecieków z kanałów prowadzących wodę morską. Grozi to zasoleniem wód gruntowych – ostrzega Bromberg. Jego organizacja domaga się zaniechania prac, z poparciem ekologów z całego świata. I choć przyznają, że odsalarnia zmniejszy potencjalne ryzyko, to podkreślają, że rurociąg nie rozwiąże problemu, przepompowana woda zniszczy bowiem ekosystem Morza Martwego.

Chodzi o to, że skład chemiczny dwóch mórz znacznie się różni. Nie można wykluczyć, że woda z Morza Czerwonego jako lżejsza będzie unosiła się na górze, a na powierzchni zaczną kwitnąć algi. Takie obawy są poniekąd uzasadnione i potwierdzone eksperymentami Służby Geologicznej Izraela. Od kilku lat naukowcy mieszają tam masy obydwu wód w dużych zbiornikach, analizując, co z tego wyjdzie. W niektórych kadziach obserwowano nagłe zakwity glonów i pojawienie się trującego siarkowodoru albo wytrącanie się dużych ilości gipsu. Specjaliści uspokajają jednak, że w przypadku projektu „Red-Dead” do takich reakcji nie dojdzie, bo cały proces przepompowywania wody rozłożony będzie na wiele lat.

Większym problemem może się okazać czarny scenariusz, według którego nawet budowa rurociągu nie uchroni Morza Martwego przed nadmiernym parowaniem. Niedawno okazało się, że już raz wyschło ono w swojej historii. Było to jakieś 120 tys. lat temu podczas ocieplenia klimatu rozdzielającego przedostatnie i ostatnie zlodowacenie. Taka prognoza nikogo nie zraża. Realizacja wszystkich zaawansowanych projektów w historii inżynierii lądowej budziła obawy. W tym przypadku nawet jeśli nie uda się uratować morza, miliony ludzi dostaną przecież wodę pitną, o którą w tym rejonie coraz trudniej, a samo przedsięwzięcie buduje mosty między zwaśnionymi od dekad narodami. ■

©� WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

WOJNA WODNA

Współpraca na rzecz rozwiązania problemów hydrologicznych na Bliskim Wschodzie jest bardziej ewenementem niż tendencją. Od 1948 r. między Izraelem a jego arabskimi sąsiadami doszło do kilku konfliktów o skąpe zasoby wodne. Przedmiotem sporu był podział wód w basenie rzeki Jordan.

1949

Podpisanie umowy pokojowej po wojnie izraelsko- -arabskiej. Nierozwiązany pozostaje problem dostarczania wody do systemów nawadniania z rzek Jordan i Jarmuk.

1950-1952

Sporadyczne starcia osadników żydowskich i Arabów o dostęp do ujęć wodnych.

1953

Jordańska artyleria atakuje ekipy budujące izraelskie ujęcia wodne na północ od Morza Galilejskiego. Decyzją ONZ lokalizacja ujęcia zostaje przesunięta.

1955

Przyjęcie przez Izrael i Ligę Arabską tzw. planu Johnstona przewidującego podział wód w dolinie Jordanu. Strona arabska po kilku miesiącach się wycofuje.

1960-1964

Izrael buduje Narodowy System Wodny. Woda do niego jest pobierana z Morza Galilejskiego. System umożliwia rozwój rolnictwa.

1964

Państwa arabskie protestują przeciw izraelskiej inwestycji i uzgadniają przekierowanie części wód Jordanu do rzeki Jarmuk. Izrael uznaje to za naruszenie swoich interesów.

1965

Dochodzi do starć znanych jako „wojna wodna”. Izrael zmusza Syrię i Jordanię do zaprzestania inwestycji.

1967

Konflikt o wodę staje się jedną z przyczyn tzw. wojny sześciodniowej. Po jej zakończeniu Izrael ogłasza przejęcie przez państwo zasobów wodnych także na Zachodnim Brzegu.

1995

Porozumienie z Oslo zaleca wspólne działania na rzecz sprawiedliwego podziału źródeł wody. Utworzenie izraelsko-palestyńskiej Komisji Wodnej. Ostatecznego porozumienia dot. wspólnej gospodarki wodnej nie osiągnięto do dziś.

Okładka tygodnika WPROST: 52/2015
Więcej możesz przeczytać w 52/2015 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:

Czytaj także

 1
  • pontoniusz.. IP
    prędzej jezioro wyschnie, niż doprowadzą wode z zatoki Akaba

    Czytaj także