Od alarmistycznych doniesień mediów zdystansowały się później USA i Korea Południowa, zaś Phenian zapewnił, że eksplozja miała miejsce na terenie wielkiej budowy, gdzie powstaje elektrownia wodna. W ramach tego przedsięwzięcia miała zostać wysadzona w powietrze góra.
Korea Północna na prośbę goszczącego w tym tygodniu w Phenianie brytyjskiego wiceministra spraw zagranicznych Billa Ramella zaprosiła zagranicznych dyplomatów do obejrzenia miejsca tajemniczej eksplozji. W czwartek kilku ambasadorów, w tym z Polski, zostało, zawiezionych na teren budowy wielkiej elektrowni wodnej w regionie Samsu na północy kraju.
Po powrocie ambasadorów południowokoreański wiceminister ds. zjednoczenia Lee Bong-jo Lee wywołał po raz pierwszy konsternację, mówiąc, że wszystko wskazuje na to, iż do wybuchu doszło gdzie indziej, na zachód od Samsu. W późniejszych piątkowych wypowiedziach Lee skłonił się ku tezie, że zgodnie z tym, co mówi Phenian, do eksplozji doszło w Samsu. Potem oznajmił, że po zbadaniu sprawy uważa, iż sygnały sejsmiczne i dziwne chmury nie były wynikiem eksplozji. Powiedział wręcz - wbrew wcześniejszym zapewnieniom - że eksplozji wcale nie było.
"Nie ma informacji na poparcie tezy o wybuchu na obszarze, skąd pochodziły dane wskazujące na wybuch" - oświadczył niespodziewanie wiceminister. Jego zdaniem podejrzany obłok widziany z kosmosu powstał w sposób naturalny w ziemskiej atmosferze, podobnie jak naturalne miały być wstrząsy sejsmiczne.
Z kolei dyplomaci, którzy wizytowali budowę w Samsu, m.in. polski ambasador Wojciech Kałuży, na miejscu uzyskali dokładne dane, jakiej ilości materiałów wybuchowych użyto do usunięcia warstw ziemi. Dyplomaci dowiedzieli się także, że w zeszłym tygodniu wybuchy miały miejsce w środę i czwartek, a nie tylko w czwartek, jak dotąd informowały zachodnie media oraz, że planuje się dalsze wybuchy.
Stany Zjednoczone, Korea Południowa, Japonia, Rosja i Chiny od wielu miesięcy rozmawiają z Koreą Północną o jej programie nuklearnym. Rozmowy nie posuwają się do przodu. Kolejna tura była planowana na koniec września w Pekinie, ale zapewne do niej nie dojdzie, bowiem Phenian chce poczekać z tym do listopadowych wyborów prezydenckich w USA. Pretekstem do odwlekania rozmów są ujawnione niedawno jednostkowe eksperymenty ze wzbogaceniem uranu i odzyskiem plutonu.
em, pap