Szef MON: niewinny Oleksy ofiarą złych sędziów

Szef MON: niewinny Oleksy ofiarą złych sędziów

Jako "wielce wątpliwe" ocenił szef MON Jerzy Szmajdziński uzasadnienie wyroku Sądu Lustracyjnego w  sprawie Józefa Oleksego. Zapowiedział jednak, że nie wyrazi zgody na ujawnienie jego wszystkich akt.
Sąd uznał, że w latach 1970-1978 Oleksy był agentem Agenturalnego Wywiadu Operacyjnego -  tajnej do dziś struktury wywiadu wojskowego PRL. Gdy w zeszłym tygodniu Sąd Lustracyjny orzekł, że Oleksy zataił fakt współpracy z tą jednostką, zapowiedział on, że będzie się domagał ujawnienia akt sprawy, "bo świetnie się oskarża, wiedząc, że ma się wszystko tajne".

Za odtajnieniem w całości akt sprawy Oleksego opowiedział się też rzecznik Interesu Publicznego Bogusław Nizieński, który nie zgadza się z ocenami Szmajdzińskiego.

Szmajdziński, będąc gościem Radia Zet, oświadczył, że "gdyby wniosek o odtajnienie został złożony, to  akta związane z metodami pracy operacyjnej dotyczące struktur wtedy obowiązujących na pewno pozostaną tajne". Zastrzegł jednak, że nie zna wszystkich dokumentów dotyczących Oleksego. Twierdził też, że nie jest pewne, czy dojdzie do złożenia takiego wniosku.

"A czyje metody pracy? Struktury, która już nie istnieje?" -  skomentował te słowa Szmajdzińskiego Nizieński. Odchodzący 31 grudnia rzecznik interesu publicznego oświadczył, że jest za jak najszerszą jawnością w postępowaniach lustracyjnych, również procesu przeciw Oleksemu. "Trzeba to pokazać. Ale jeżeli chce się odtajniać, to nie można tylko częściowo, bo będzie niedosyt, że  opinia publiczna nie pozna szczegółów z teczki personalnej i  teczki pracy" - dodał.

Również szef MON mówił w rano, że jest "zwolennikiem jak najmniejszej ilości tajności", ale "tam gdzie mówi się o wywiadzie i kontrwywiadzie, ostrożność jest wskazana".

Obrońca Oleksego mec. Wojciech Tomczyk potwierdził po porannej środowej wypowiedzi ministra wolę złożenia wniosku o odtajnienie sprawy. "Pracujemy nad tym świadomi złożoności problemu; nasz wniosek będzie uwzględniał przepisy prawa" - powiedział. Dodał, że "sąd w ustnym uzasadnieniu wyroku ujawnił materiały operacyjne, co - według nas - jest niedopuszczalne".

Procedurę odtajniania spraw, które są rozpatrywane w Sądzie Lustracyjnym, rozpoczyna pisemny wniosek zainteresowanego. Następnie sąd kieruje ten wniosek do tzw. dysponenta tajemnicy -  czyli instytucji, która nadała klauzulę tajności określonym dokumentom; w tym przypadku jest to resort obrony.

Szmajdziński w ogóle podważa nie tylko uzasadnienie wyroku, które określił jako "wielce wątpliwe", ale także kompetencje sędziów. "Wszystkie zarzuty stawiane Oleksemu nie są współpracą, ale mieszczą się w normalnym trybie szkolenia rezerw dla potrzeb służb specjalnych" - stwierdził. Jak podkreślił, "przeszkolenie rezerwisty nie mieści się w żadnych kategoriach ustawy lustracyjnej".

"Odnoszę wrażenie, że nie są to najlepsi sędziowie" - ocenił też szef MON kwalifikacje sędziów sądu lustracyjnego. Jego zdaniem, kwalifikacje sędziów tego sądu "powinny być badane nie z punktu widzenia ideowego, ale merytorycznego".

Dodał, że sprawa Józefa Oleksego powinna jak najszybciej zakończyć się w sądzie apelacyjnym.

"Wypowiedź ta jest obraźliwa, a ponadto świadczy, że pan minister nie wie, w jaki sposób w rzeczywistości są weryfikowane kwalifikacje sędziów" - odpowiedziała na zarzuty ministra Szmajdzińskiego rzeczniczka Sądu Apelacyjnego w Warszawie sędzia Barbara Trębska. "Czasy weryfikacji ideowej dawno minęły i szkoda, że pan minister tego nie zauważył" - dodała.

em, pap

Czytaj także

 0