Paraliż trzeciej władzy

Paraliż trzeciej władzy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Mam nadzieję, że artykuł "Paraliż trzeciej władzy" (nr 10) wywoła szerszą dyskusję nad stanem sądownictwa i nad sposobami poprawy sytuacji
 Warto dobitnie podkreślić, że sądy nie są takim samym organem rządu, jak prokuratura czy izby skarbowe, lecz są jednym z trzech filarów władzy w naszym państwie, zdefiniowanym w konstytucji RP. Jeżeli spojrzeć na sprawę zapaści sądownictwa w ten sposób, sytuacja przedstawia się w innym świetle. Moim zdaniem, minister sprawiedliwości nie powinien ponosić żadnej odpowiedzialności za sądy, tak jak nie ponosi jej za Sejm ani Senat. Sądzę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby powierzenie odpowiedzialności za sądownictwo Sądowi Najwyższemu (podobnie jak w USA). Obecna sytuacja może doprowadzić do tego, że minister będzie wyznaczał sądy do rozpatrywania spraw, którym grozi przedawnienie, a potem polityk będzie wpływał na kształt wyroku wydawanego przez sędziego, grożąc mu obcięciem premii lub degradacją. Prawo do dyscyplinowania sędziów powinien mieć jedynie samorząd sędziowski, tak jak posłów dyscyplinuje Sejm, a członków rządu - premier. Ponadto należy pamiętać o tym, że sędziowie - w odróżnieniu od posłów i ministrów - muszą mieć odpowiednie kwalifikacje i nieposzlakowaną opinię i że jest to weryfikowane przed powierzeniem im stanowiska.
Przerzucanie odpowiedzialności za zapaść sądownictwa na sędziów, gdy parlament nie jest w stanie zaproponować odpowiednich rozwiązań prawnych, a rząd w projektach budżetu oferuje sądownictwu jedynie "środki przetrwania", to szukanie kozła ofiarnego. Sądy są tu słabszą stroną, gdyż zgodnie z konstytucją sędziowie nie mogą czynnie uczestniczyć w życiu politycznym. Rola sądów sprowadza się do tego, aby chronić prawo stanowione przez parlament i wykonywane przez rząd. Ostatnio na przykład parlament nie był w stanie uchwalić nowelizacji prawa o ustroju sądów powszechnych i wprowadzić instytucji sądów grodzkich, a rząd nie potrafił zapewnić takim sądom warunków do pracy. Jako surogat sądów grodzkich powstały wydziały karno-cywilne przy sądach rejonowych. Cała rzecz sprowadza się do tego, że sędziowie orzekają w dwóch wydziałach naraz lub opuścili swoje macierzyste wydziały, by orzekać w wydziałach karno-cywilnych. Nie uproszczono procedury, a zatem ci sami ludzie sądzą te same sprawy w ten sam sposób, jedynie zwiększyły się koszty obsługi administracyjnej tych spraw (powołując nowe wydziały, mianowano ich przewodniczących, zatrudniono kierowników sekretariatów, zapewniono pomieszczenia na sekretariaty itp.) Być może uda się chociaż te wydziały wykorzystać jako bazę przyszłych sądów grodzkich.
Pracę sądów można usprawnić jedynie dzięki dobrej organizacji i znacznemu zwiększeniu funduszy przeznaczanych na sądownictwo. Płace personelu administracyjnego są niskie, średnia zarobków wynosi mniej niż 700 zł. Brakuje nie tylko komputerów, drukarek i sieci komputerowych, ale również długopisów, taśm do maszyn do pisania, tonera do kopiarek. Sądy nie mają pieniędzy na zwiększenie zatrudnienia ani na komputery, które pozwoliłyby nie zwiększać zatrudnienia. Co z tego, że po południu sale sądowe są puste, skoro nie ma sędziów, którzy mogliby tam sądzić, a jeżeli są, brakuje protokolantów i pracowników administracji.

Paweł Orłowski
Autor jest referendarzem sądowym.

Zgadzam się ze wszystkimi głosami moich polemistów, że polskim sądom brakuje prawie wszystkiego - pieniędzy, sal rozpraw, komputerów, stołów, krzeseł, a nawet biurowych spinaczy. Polskiemu wymiarowi sprawiedliwości brakuje jednak jeszcze czegoś, o czym niechętnie się mówi: etosu zawodu sędziego. Poddanie prawie wszystkich sfer życia społecznego kontroli sądowej może być postrzegane jako "zawalanie sądów nadmiarem pracy". Może jednak stanowić dowód olbrzymich nadziei, jakie w demokratycznym państwie są związane z funkcjonowaniem trzeciej władzy, przejawem jej szczególnego autorytetu oraz wysokiej pozycji społecznej, jaką zajmują sędziowie. Przecież to właśnie oni decydują o ludzkich losach, kreują etyczne standardy, kształtują moralne oceny, przesądzają o tym, co jest dobrem, a co złem. Odgrywają więc w społeczeństwie niezwykle istotną rolę - są bowiem kapłanami sprawiedliwości. Jeśli tak, to sędziom - podobnie jak duchownym - wyznacza się niezwykle wysokie, być może nawet nieosiągalne standardy. Stąd zapewne biorą się często głosy ostrej krytyki.
Laureat literackiej Nagrody Nobla Josif Brodski napisał kiedyś, że człowiek zniewolony winą za wszystkie swoje niepowodzenia obarcza wyłącznie otaczający go świat i nie dostrzega żadnych własnych przewin. Chciałbym więc, aby podczas publicznej debaty na temat kondycji trzeciej władzy jej uczestnicy wykazali się czasem głęboką mądrością cadyka Elimelecha. Ponad 200 lat temu powiedział on swoim wyznawcom, że będzie miał "udział w przyszłym życiu". Otrzyma go za głoszenie prawdy. Za to, że nie skłamie, kiedy na Sądzie Ostatecznym zostanie zapytany, czy uczył się jak należy, czynił tylko dobro oraz żarliwie i długo się modlił. Na każde z tych pytań miał odpowiedzieć "nie".
Więcej możesz przeczytać w 13/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0