Klątwa

Klątwa

Dodano:   /  Zmieniono: 1
Czy Łódź jest centrum polskiego antysemityzmu?


"Niech nikt, komu drogie są ludzkie wartości, nie odwiedza tego miasta, niech zerwie wszystkie kulturalne i handlowe więzy, niech powstrzyma się od wszelkich inwestycji w mieście, w którym pod koniec XX w. wychwala się hitleryzm". Te groźby izraelskich turystów postulujących bojkot Łodzi - w ramach odwetu za antysemickie napisy na murach - przytoczył w liście otwartym do dzisiejszych mieszkańców miasta Związek Byłych Mieszkańców Łodzi w Izraelu. Ich słowa brzmią jak klątwa, a z Łodzi czynią miasto przeklęte. Czy właśnie tego wystraszyli się łodzianie, zamalowując swastyki i antyżydowskie napisy, tak szokujące zagranicznych turystów?


Zamalowano je 21 marca w ramach akcji Kolorowa Tolerancja. Wieczorem, gdy jeszcze nie wyschła farba, gdy papież rozpoczynał historyczną pielgrzymkę do Ziemi Świętej, by potępić antysemityzm, ktoś znów wypisał hańbiące hasła na łódzkiej synagodze i na domu Marka Edelmana, bohatera powstania w getcie warszawskim. - Mieszkańcy Łodzi udowodnili, że ich miasto jest normalne. Dwa tysiące ludzi - dzieci, młodzież, starcy oraz księża - ofiarnie zamalowywali mury. Antysemici ponieśli dotkliwą klęskę, zaatakowali więc niczym ranne zwierzę. Napisy na domu Marka Edelmana to wyraz ich bezsilności i klęski - mówi Symcha Keller, sekretarz zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej. Marek Edelman oskarżył polski rząd, że nic nie robi, by walczyć z takimi zjawiskami. "Faszyści zaczynają od napisów 'Nie kupuj od Żyda', a dalej wiadomo, jak to idzie" - mówił. - Zatrzymaliśmy kilku młodych ludzi podejrzanych o wypisanie haseł na domu Edelmana. Oni nie mają powiązań z jakąkolwiek polityczną organizacją - twierdzi Jarosław Berger, rzecznik łódzkiej policji.

Antysemityzm kibiców
Dlaczego zdarzyło się to w Łodzi? Może dlatego, że choć łodzianie oburzają się, iż nie są antysemitami, niektórzy z nich zbyt łatwo tłumaczą zachowania antysemitów. Raz wspomnieniem ciężkiej pracy w żydowskich fabrykach przed stu laty, czyli w czasach "Ziemi obiecanej". Innym razem - przypominaniem doli robotników Widzewskiej Manufaktury należącej do Oskara Kona. Większość mieszkańców Łodzi uważa, że obraźliwe hasła wypisują na murach kibice ŁKS i Widzewa. W innych krajach kibicom nie pobłaża się jednak tak bardzo jak w Polsce. Gdy przeciwnicy Ajaxu Amsterdam, klubu założonego i finansowanego na początku XX wieku m.in. przez żydowskich przemysłowców skandowali "Żydzi! Żydzi!", w akcję wychowania kibiców włączyli się piłkarze. Noszą teraz koszulki z napisem "Precz z rasizmem". Czy ktoś słyszał o podobnej akcji polskich piłkarzy? Buddy Elias, prezes Fundacji Anny Frank, Żydówki z Amsterdamu, zagazowanej w obozie koncentracyjnym, zaapelował do łodzian, by poszli na stadiony i porozmawiali bezpośrednio z młodzieżą. Elias zadeklarował również wsparcie dla stworzenia w Łodzi Instytutu Tolerancji.

Antysemityzm magiczny
- W Łodzi można znaleźć napisy z gruntu antysemickie, na przykład na domu Edelmana czy bazgrane setki razy na synagodze: "Żydzi do gazu", "Hitler wróć, dokończ Holocaust" - mówi Symcha Keller. - Antysemityzm w Polsce ma wymiar magiczny. Większość antysemitów nigdy nie widziała Żyda - tłumaczy Piotr Żak, poseł AWS z Łodzi. Jego zdaniem, młodzi ludzie zupełnie bezrozumnie zamiast "łachudra" krzyczą "Żyd". Nie wiedzą też, co symbolizuje gwiazda, tak często malowana przez nich na szubienicy. Czy krzyczeliby tak i malowali, gdyby za każdym razem zwracano im uwagę na wyjątkową bezsensowność podobnego zachowania? Niewielu ludzi w Łodzi to jednak naprawdę oburza. - To nie są niewinni chłopcy, którym wystarczy dać po pupie. Tolerując takie zachowania, pobłażając im, tworzymy polski antysemityzm - oburza się Marek Czekalski (UW), prezydent Łodzi w poprzedniej kadencji.
Tymczasem jeszcze latem ubiegłego roku rada miasta miała wątpliwości, czy w Łodzi mamy do czynienia z antysemityzmem. Część radnych była oburzona decyzją Tadeusza Matusiaka z SLD, obecnego prezydenta Łodzi, który nie zgodził się na manifestację Narodowego Odrodzenia Polski oraz związku zawodowego Kontra, chcących protestować przeciw antypolskiej kampanii, prowadzonej - ich zdaniem - przez Żydów. Symbol NOP pojawił się potem pod napisem na domu Marka Edelmana. Przedstawiciele gminy żydowskiej zastanawiają się z kolei, dlaczego prezydent zezwolił na dwie wcześniejsze akcje tego typu, choć, na szczęście, w ostatniej chwili zostały odwołane. Neofaszyści regularnie maszerują jednak w pochodach 11 listopada i 3 maja, skandując swoje paranoiczne hasła. I nikt im tego nie zabrania. Po ostatnich wydarzeniach Marek Edelman stwierdził: "Ja wam to zawsze mówiłem, a wyście tego nie widzieli".

Duch cara
Zdaniem Symchy Kellera, ciągnące się sprawy o restytucję żydowskiego mienia podniecają nastroje antysemickie w Łodzi. - Zamiast wzorem innych miast podpisać z nami ugodę i zorganizować z tej okazji wielką uroczystość, happening, co niewątpliwie byłoby najlepszą promocją Łodzi, władze miasta powołują kolejne komisje i odwlekają sprawę - mówi Keller. Ostatnio argumentem władz miasta, a w tej kadencji Łodzią rządzi SLD, za tym, by nie oddać placu, gdzie stała synagoga, jest... brak zgody cara na rejestrację Zgromadzenia Członków Synagogi powołanego w 1887 r. Według przedstawicieli władz miasta, największa w mieście synagoga (podpalona w pierwszej kolejności przez nazistów), w której Żydzi świętowali rocznice odzyskania przez Polskę niepodległości, była prywatnym domem modlitwy.
Gmina Wyznaniowa Żydowska chce odzyskać 26 nieruchomości w Łodzi, ale idzie to bardzo opornie.
- Niektórzy pytają, po co nam te majątki, skoro jest nas tak mało (do gminy należy zaledwie 250 osób). Potrzebujemy jednak pieniędzy, co najmniej 4 mln zł, na odrestaurowanie zabytków, przede wszystkim największego żydowskiego cmentarza w Polsce - mówi sekretarz gminy. Dodaje, że fundusze i majątki pozostaną w Łodzi. A miasto na tym zyska - może w końcu odnowione zostaną rudery, o których odzyskanie zabiega gmina. Dzięki temu nie zginie też pamięć o 230 tys. Żydów, mieszkających tu przed wojną obok 388 tys. Polaków i 60 tys. Niemców.

Antysemityzm pełzający
Marek Czekalski, były prezydent, przypomina, że w swoją pierwszą zagraniczną podróż udał się do Izraela. Obiecał wtedy przywrócić Żydom pamięć. Powołał fundację do ratowania między innymi cmentarza żydowskiego. Podpisał umowę o partnerstwie z Tel Awiwem. - Antysemityzm nie jest problemem Łodzi, lecz władz państwa, które nic nie robią, by mu zapobiegać. W kioskach sprzedaje się pisma antyżydowskie. Za swoje wyskoki nie odpowiadają Jankowski, Ratajczak, Bender. Od 50 lat ludzie, którzy przeżyli Holocaust, nie mogą się czuć w Polsce bezpiecznie. To hańba - uważa Czekalski. Teraz ma się to zmienić. W liście do Marka Edelmana zapewnili o tym prezydent i premier RP.
- Antysemityzm w Polsce nie był i nie jest silniejszy niż w innych krajach Europy Środkowej, w Polsce nie spotykał się jednak dotychczas ze zdecydowaną reakcją - uważa Dariusz Stola, historyk z Instytutu Studiów Politycznych PAN.
Więcej możesz przeczytać w 14/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 1