Kapitał szansy

Kapitał szansy

Dodano:   /  Zmieniono: 
Obyśmy, zwalczając nielegalny transfer kapitału, nie poszli śladem inspekcji robotniczo-chłopskiej
Obcy przychodzą po to, by niszczyć polską gospodarkę i odbierać nam suwerenność - do niedawna takie hasła głoszono na wiecach wyborczych i demonstracjach. Teraz głosi się je w Sejmie. W Polsce opłaca się zbijać kapitał polityczny na straszeniu obcym kapitałem. W ten sposób sukces wyborczy osiągnęły Samoobrona i Liga Polskich Rodzin. Lider PSL obarczył firmy zagraniczne winą za powstanie dziury budżetowej, a zwycięska lewica zapowiedziała, że dobierze im się do skóry. W efekcie mamy parlament przesiąknięty nieufnością do zagranicznych inwestorów. Czy zachodnie koncerny naprawdę uprawiają w Polsce nielegalny transfer kapitału na wielką skalę? Czy do walki z tym zjawiskiem potrzebne są nadzwyczajne środki?

Dwa światy
W Polsce istnieją dwa światy biznesu. Oficjalnie konkurujemy z innymi państwami o międzynarodowe zasoby kapitałowe. O inwestorów zabiegają miasta i gminy. Jak zbawienia wyczekują ich rozliczne firmy, zaprasza Państwowa Agencja Inwestycji Zagranicznych, państwo kusi ulgami podatkowymi. Zagraniczne firmy zainwestowały u nas dotychczas ponad 50 mld USD, najwięcej spośród krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Obok istnieje jednak świat haseł o grabieżczym kapitale zagranicznym, które głoszą partie strachu, PSL, a także część SLD.
Pokłosiem ostatniej kampanii wyborczej jest zapowiedź nowej koalicji, że rozprawi się z wyprowadzaniem zysków i innymi szkodliwymi praktykami zagranicznych korporacji działających w Polsce. Obietnica jest ogólnikowa - wygląda raczej na hasło rzucone w odpowiedzi na rozbudzone potrzeby społeczne. Jej realizacją mają się zająć brygady śledcze formowane w resorcie finansów pod komendą ministra Belki. Prawdopodobnie będą one wyjątkowo starannie kontrolować firmy wykazujące straty lub niskie dochody. Pomoże im w tym resortowy system komputerowy i doradcy z firmy Arthur Andersen.

Dość bajki o żelaznym wilku
Transfer zysków nie jest wydumanym problemem. W dyskusjach nad tym zjawiskiem trzeba jednak wyjść z kręgu demagogii i politycznej histerii, porzucić stylistykę bajki o żelaznym wilku. Hasła w stylu "wyprzedaż majątku za bezcen" czy "społeczeństwo niewolników" utrudniają dotarcie do sedna problemu. Jest nim wykorzystywanie powiązań kapitałowych między zagraniczną centralą a filiami na potrzeby gry z fiskusem. Przedsiębiorstwa zagraniczne mają w wypadku takiej rozgrywki znacznie większe możliwości niż firmy krajowe. Stawiając problem w ten sposób, rozpoczynamy względnie merytoryczną debatę o praktykach zagranicznych inwestorów. Taka dyskusja jest potrzebna, zważywszy na przeczulenie mieszkańców kraju do niedawna kolonizowanego gospodarczo przez ZSRR, dziś zaś odczuwającego konsekwencje spóźnionego włączenia się w procesy globalizacji i integracji europejskiej. Fiskalne skutki umiędzynarodowienia kapitału trzeba rozpatrzyć zwłaszcza teraz, gdy szukamy sposobów ratowania finansów publicznych.

Ostrożność nie zawadzi
Niech więc "brygady Belki" ruszą do boju, byle nie poszły w ślady inspekcji robotniczo-chłopskiej. Spełnią swe zadanie, jeśli pozwolą bez emocji osądzić zjawisko wedle jego wagi. Nie jest to proste - już dzisiaj jedni szacują straty skarbu państwa z tytułu nielegalnego transferu kapitału na 1,5 mld zł w ciągu trzech lat, a inni - na 6 mld zł rocznie. Jeszcze inni mylą kwoty transferowanego zysku z utraconymi wpływami budżetu. Wiemy natomiast, w jaki sposób nielegalnie transferuje się kapitał za granicę, znamy mechanizm manipulowania cenami i przerzucania kosztów. Oprócz eksportu po zaniżonej cenie (tzw. cena transferowa) do zagranicznej spółki powiązanej z firmą działającą w Polsce stosuje się obciążanie spółek-córek zawyżonymi kosztami badawczo-rozwojowymi, administracyjnymi i marketingowymi, opłatami licencyjnymi i odsetkami od udzielonych przez centralę kredytów. Tyle że wspomniane praktyki wykorzystuje się również w rozliczeniach krajowych (według Pricewaterhouse-Coopers, w ciągu czterech lat aż 118 spośród 160 zakwestionowanych deklaracji podatkowych dotyczyło rozliczeń krajowych).
Zjawisko transferu zysków występuje także w krajach rozwiniętych. Stąd zainteresowanie OECD cenami transferowymi. Doświadczenia tej organizacji pozwalają ująć problem we właściwych proporcjach, na przykład usprawiedliwić opodatkowanie filii na rzecz regionalnej centrali międzynarodowej, jeśli bierze ona na siebie rozmaite obowiązki - od finansowania badań i rozwoju po zarządzanie finansami. Nie można jednakowo oceniać mobilnego kapitału szukającego azylu w rajach podatkowych i inwestorów strategicznych, którzy na dobre związali się z Polską (jak International Paper w Kwidzynie czy Cementownia Górażdże).

Skuteczna samoobrona
Koalicja, zapowiadając powołanie "brygad Belki", nagłośniła problem transferu zysków, ale go nie odkryła. To nieprawda, że Polska naiwnie daje się ogrywać zagranicznemu kapitałowi w poczuciu własnej bezradności. Wręcz przeciwnie, jako członek OECD korzystamy z dorobku tej organizacji w zakresie regulacji cen transferowych. Mamy bardziej rygorystyczne niż choćby Holandia, Włochy czy Niemcy przepisy dotyczące obowiązku dokumentowania transakcji między firmą działającą w kraju i powiązanymi z nią przedsiębiorstwami zagranicznymi oraz definiowania powiązań kapitałowych. Znowelizowana w roku 2001 ustawa o podatku dochodowym od przedsiębiorstw lepiej chroni nas przed transferem kapitału do rajów podatkowych. Przedsiębiorców, którzy są skłonni wyprowadzać zyski z Polski, powstrzymuje malejąca stawka CIT (z 30 proc. w roku 2000 do 22 proc. w 2004 r.). Wysokie podatki zachęcają, a niskie zniechęcają do transferu zysków. To skuteczniejsza forma samoobrony niż jakiekolwiek przepisy czy "brygady Belki".

Kapitał wędruje i ucieka
Decydującą rolę w przepływie kapitału odgrywa rachunek ekonomiczny - logika biznesowa, a nie polityczna. Jak inaczej wytłumaczyć wędrówkę wielkich korporacji w poszukiwaniu niższych kosztów pracy i korzystniejszych podatków? Wraz z postępującą globalizacją gospodarki coraz trudniej będzie określić "narodowość" kapitału. Rzeczywistym problem jest mobilność kapitału spekulacyjnego, a nie bezpośrednie inwestycje, które ożywiają eksport, tworzą miejsca pracy i modernizują gospodarkę. Polska tego potrzebuje, a ze szkodliwymi praktykami niektórych inwestorów potrafi się uporać.

Więcej możesz przeczytać w 43/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0