Czerwone światło dla Toyoty

Czerwone światło dla Toyoty

Dodano:   /  Zmieniono: 
Inwestycja warta półtora miliarda euro przejeżdża nam koło nosa
Od kiedy Fujio Cho, prezes Toyoty, i Jean Martin Folz, szef koncernu PSA Peugeot Citroën, 12 lipca 2001 r. na konferencji prasowej w Brukseli oficjalnie ogłosili zamiar produkcji wspólnego modelu samochodu, w polskich kręgach rządowych zapanował niemal błogostan. I analitycy rynkowi, i specjaliści obu firm wskazywali Polskę jako najdogodniejsze miejsce ulokowania montowni nowego auta. Tymczasem ostatnio sytuacja zmieniła się radykalnie: wybór Toyoty i PSA padnie prawdopodobnie na środkowoeuropejskich mistrzów w pozyskiwaniu zagranicznych inwestorów - Czechy lub Węgry.

300 tysięcy toyot
Inwestycja Toyoty i PSA ma pochłonąć 1,5 mld euro (5,6 mld zł) i stworzyć kilka tysięcy miejsc pracy. Począwszy od 2005 r. z taśm montażowych fabryki ma zjeżdżać 300 tys. aut rocznie. Przedsięwzięcie będzie warte ponad dwa razy więcej niż inwestycja Toyoty w fabrykę modelu yaris w Valencienne, gdzie produkuje się 180 tys. aut. Poza tym można się spodziewać, że powstanie montowni przyciągnie kilkadziesiąt przedsiębiorstw współpracujących z nią, co zwiększy wartość inwestycji i przyczyni się do powstania kolejnych miejsc pracy.
Toyota zapowiedziała ponadto budowę fabryki silników o pojemności 1000 cm3. Zakład ma kosztować 200 mln dolarów (około 830 mln zł) i produkować sto tysięcy silników rocznie. Inwestycja będzie zatem warta dwa razy więcej niż budowana przez ten koncern fabryka skrzyń biegów w Wałbrzyskiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Wiele wskazuje na to, że czynniki brane pod uwagę przez Toyotę i PSA przy wyborze lokalizacji montowni samochodów będą dla Japończyków decydujące także w sprawie fabryki silników.

Jazda na sprzęgle
Wytwórnia skrzyń biegów w SSE w Wałbrzychu powstaje od połowy 2000 r. Będzie produkować 250 tys. przekładni rocznie. Inwestycja kosztuje 350 mln zł. Ponieważ budowa tej fabryki przebiega pozornie sprawnie, niektórzy polscy decydenci uznali, że japoński koncern kolejne projekty będzie realizować właśnie u nas.
Jednakże owa pozorna sprawność - jak nieoficjalnie przyznają przedstawiciele Toyoty - jest okupiona nadludzkim niemal wysiłkiem menedżerów firmy. Polscy urzędnicy nie tylko nie ułatwiają im pracy, lecz wręcz mnożą przeszkody. W 2000 r. znowelizowano prawo podatkowe, nakładając na firmy działające w specjalnych strefach ekonomicznych obowiązek odprowadzania podatku od nieruchomości. Irytację inwestorów wzbudziła nie tyle wysokość podatku, ile fakt, że w istotny sposób zmieniono zasady gry już w trakcie realizowania projektów.
Administracja piętrzyła przed menedżerami koncernu kolejne przeszkody. Okazało się na przykład, że niektóre z uzgodnień inwestycyjnych są sprzeczne z polskim prawem, co wywołało konsternację Japończyków. Co prawda, odpowiednie przepisy zmodyfikowano, ale zajęło to dużo czasu i zostało odebrane przez azjatyckich gości jako dowód złej woli i niekompetencji strony polskiej.
Tymczasem o inwestycje Toyoty zabiegają rządy wszystkich krajów świata, prześcigając się w stwarzaniu koncernowi jak najkorzystniejszych warunków funkcjonowania. Dość powiedzieć, że w swoim czasie władze Francji ustanowiły na użytek Toyoty specjalne stanowisko. Aby wesprzeć inwestycję, rząd francuski przyznał ponadto subwencję w wysokości 340 mln franków (około 194 mln zł).
Decyzje dotyczące lokalizacji nowych zakładów Toyoty i PSA mają zapaść do końca tego roku. Wiadomo, że o względy inwestora usilnie zabiegają Czesi i Węgrzy. - Nie ten klimat - tak na pytanie o polskie szanse w tym wyścigu odpowiedział pragnący zachować anonimowość przedstawiciel Toyoty. Prawdopodobnie nie miał na myśli panujących nad Wisłą warunków atmosferycznych.


Więcej możesz przeczytać w 43/2001 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0