Tak kwitnie demokracja

Tak kwitnie demokracja

Dodano:   /  Zmieniono: 
"Skandal", "upadek parlamentarnych obyczajów", "cios w demokrację", "wstyd", "żenujące widowisko" - tak o blokowaniu sejmowej mównicy przez Samoobronę wypowiadają się politycy, socjologowie i większość mediów
Może skandal, może wstyd, ale tak kwitnie demokracja. Obstrukcja (w różnych formach) obrad jest jedną z najdłużej praktykowanych i wcale nie napiętnowanych form zachowania w parlamencie. Obstrukcja była przez wieki (i nadal jest - wystarczy posłuchać obrad Izby Gmin) stosowana zarówno w bardzo przywiązanym do form parlamencie brytyjskim, jak i w polskim Sejmie, szczególnie w XVII i XVIII wieku. "Parlament nie jest pensją dla panien, bo w ławach nie zasiadają manekiny. Komu się nie podoba gorączka debat, może złożyć mandat" - mawiał Winston Churchill. Polski parlament wcale nie jest areną skandali i żenujących widowisk, jest jednym z najnudniejszych i najbardziej poprawnych w Europie. I lepiej, aby do awantur dochodziło w Sejmie niż na ulicy.
Polscy politycy zapominają, że w historii III RP nie było jeszcze tak reprezentatywnego Sejmu jak obecny. Społeczeństwo może się w nim wręcz przeglądać: mamy ostentacyjne modlitwy, poalkoholowe niedyspozycje - jak niedawno Witolda Firaka, posła SLD, przewodniczącego Komisji Regulaminowej, znudzenie, bełkotliwe przemowy, hurrapatriotyczne apele, nieprzygotowanie do pracy, nie usprawiedliwioną nieobecność, czyli to wszystko, co mamy w normalnym życiu. Sejm to krew z krwi i kość z kości.

Światowy standard
Popatrzmy na inne kraje. W 1992 r. we Włoszech wybory prezydenckie rozpoczęły się od bójki między deputowanymi a senatorami. Reprezentantów skrajnego Włoskiego Ruchu Społecznego rozsierdziły propozycje proceduralne chrześcijańskich demokratów. Wśród okrzyków: "Złodzieje! Złodzieje!" rozpoczęła się regularna bitwa. Przewodniczący izby poprosił o interwencję straż parlamentarną. W rosyjskiej Dumie kilkadziesiąt razy dochodziło do burd i przepychanek. Władimir Żyrinowski, lider Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji, oblał wodą mineralną deputowanego, któremu chciał uniemożliwić zabranie głosu. Innym razem uderzył w twarz deputowaną Jabłoka, Jelenę Mizulinę, po czym w izbie wywiązała się regularna bitwa, w której brało udział kilkadziesiąt osób, w tym ochrona parlamentu. W lutym 2000 r. doszło do bójki w kuluarach ukraińskiego parlamentu. Policjanci starli się z deputowanymi lewicy. Policja użyła siły, by nie dopuścić opozycyjnych deputowanych do biura lidera liberalnej większości, który został przewodniczącym Rady Najwyższej. Opozycja nie akceptowała tego wyboru. Dzień wcześniej piętnastu deputowanych lewicy rozpoczęło strajk głodowy na znak protestu przeciwko pozbawieniu stanowiska przewodniczącego Ołeksandra Tkaczenki.
Do historii pakistańskiego parlamentaryzmu przeszła bójka, którą w 1994 r. w sali plenarnej stoczyli posłowie z rządzącej Pakistańskiej Partii Pracy i opozycyjnej Ligi Muzułmańskiej. Awantura wybuchła, kiedy podczas sesji obu izb parlamentu posłowie usiłowali uniemożliwić wystąpienie prezydentowi Leghariemu. Do wielkiej bijatyki doszło w 1993 r. w parlamencie stanowym w Uttar Pradesz w Indiach. Rannych zostało 50 posłów - walczono krzesłami i mikrofonami, obrzucano się szklankami, butelkami i butami. Dopiero interwencja policji przerwała bijatykę, a i tak stróżom porządku aż 20 minut zajęło rozdzielanie adwersarzy. W 1993 r. bójka w tajwańskim parlamencie trwała aż trzy dni. Walką na pięści zakończyła się próba przeforsowania w 1995 r. przez rządzącą Partię Narodową jednego z artykułów prezydenckiej ordynacji wyborczej. Ju Gan-jeng, członek opozycyjnej Nowej Partii, zwany tajwańskim Rambo, wskoczył na stół przewodniczącego parlamentu, a następnie zanurkował w tłum deputowanych z Partii Narodowej. Czterech z nich zostało rannych. W 1996 r. jeden z opozycyjnych deputowanych ugryzł i kopnął parlamentarzystkę rządzącej partii. A to i tak nic w porównaniu z wydarzeniami w albańskim parlamencie w 1997 r. W ferworze dyskusji na temat podatku VAT poseł rządzących socjalistów strzelił w pierś deputowanemu opozycji w sejmowej restauracji. Postrzelony w ciężkim stanie trafił do szpitala.

Niepoprawny parlament II RP
O wiele mniej poprawny od obecnego był parlament II RP. W książce "Piłsudski a Sejm" Julian K. Malicki podaje przykłady "twórczego" podejścia do wykonywania mandatu posła. "W trakcie pracy nad reformą rolną w 1925 r. posłowie, zwłaszcza skrajnej lewicy, wnieśli na salę posiedzeń zbiór różnorodnych instrumentów i rekwizytów, np. świstawki, trąbki samochodowe, dzwonki, pałeczki i suszki biurkowe do uderzania w pulpity, a nawet wyciągali spod pulpitów szuflady, które miały grać rolę bębnów". Inny opis: "Poseł Marweg, członek Związku Ludowo-Narodowego, zerwał się z fotela, rzucił się na dzwoniącego dużym dzwonkiem posła Taraszkiewicza Bronisława, Białorusina, lewą ręką chwycił go za kołnierz i krawat, a prawą zaczął okładać po twarzy, aż pobitemu spadły na podłogę i stłukły się binokle i urwał krawat. Na sali wybuchła panika. Białorusini i enpechowcy (Niezależna Partia Chłopska) rzucili się na zapalczywego posła, któremu znów z pomocą przybiegli witosowcy i prawicowcy. Marszałek Sejmu ochrypniętym głosem wzywał daremnie izbę do porządku, dzwoniąc przy tym małym dzwonkiem, którego dźwięk zupełnie głuszyła wściekła awantura". Bijatyka zakończyła się usunięciem z sali wskazanych przez marszałka posłów. Oporni zostali wyniesieni na rękach.

Sąd wyborców
W razie uniemożliwiania prowadzenia obrad - jak w miniony czwartek, gdy posłowie Samoobrony zablokowali sejmową mównicę - marszałek ma prawo wezwać na pomoc straż marszałkowską.
- Ani razu nie było potrzeby, ani na sali posiedzeń, ani w żadnym innym miejscu, by posłów usuwać siłą. Kilkakrotnie użyto siły, by z galerii wyprowadzić gości, którzy zakłócali porządek na sali obrad - informuje płk Ryszard Szymczyk, komendant straży marszałkowskiej. Zdaniem Donalda Tuska, wicemarszałka Sejmu, posła Platformy Obywatelskiej, możliwości interwencji są ograniczone.
- Można użyć siły, ale co dalej? Czy strażnicy mają bić posłów na sali sejmowej? - pyta Tusk. Uważa on, że skuteczną, choć niezwykle męczącą, metodą jest ogłaszanie przerw. Może to doprowadzić do długotrwałych obrad, ale jest lepsze od bijatyk. - Zmiany w regulaminie niczego nie zmienią - dodaje Tusk.
Można wprowadzić kary niekonwencjonalne. Dwa lata temu Duma pozbawiła Żyrinowskiego prawa zabierania głosu na miesiąc. W niektórych krajach stosuje się kary pieniężne, na przykład pozbawia kilku wynagrodzeń. - Tego typu zmiany wymagają zaufania opozycji do rządzących. A my takiego nie mamy. Teraz ukarze się Samoobronę, a potem posła, który nie będzie się podobał rządzącej koalicji - przekonuje Lech Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Ostatecznie najskuteczniejszą karą jest głos wyborcy. Jeśli zachowanie posła go razi, w następnych wyborach po prostu na niego nie zagłosuje.

Więcej możesz przeczytać w 5/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0