Dyskretny urok morderstwa

Dyskretny urok morderstwa

Dodano:   /  Zmieniono: 
Kamulki do nóg. Tylko woda" - krzyczał Grzegorz Piotrowski nad zmaltretowanym ciałem księdza Jerzego Popiełuszki
Dlaczego wzrasta popyt na antybohaterów?

Na konferencji prasowej, zorganizowanej w łódzkim Grand Hotelu w marcu tego roku, były oficer SB - popijając kawę i pozując do zdjęć - oświadczył tymczasem: "Nie zabiłem księdza Popiełuszki". Popyt na widowiskowe przedstawianie zbrodni w mediach sprawił, że przestępcy stali się bohaterami masowej wyobraźni. Mordercy, szczególnie seryjni, wdarli się do współczesnej pop kultury: piszą biografie, zwołują konferencje prasowe, występują w programach telewizyjnych, rozdają autografy. Jedną z półek w sklepiku w Alcatraz wypełniają książki - wspomnienia przestępców, którzy znaleźli się w tym słynnym więzieniu. W swojej ostatniej kampanii reklamowej ("Patrząc śmierci w twarz") włoski producent odzieży Benetton wykorzystał zdjęcia Oliviero Toscaniego. Widnieją na nich twarze 26 skazanych na śmierć. Zaprezentowana przez Olivera Stone'a w "Urodzonych mordercach" koegzystencja zbrodni i mediów przybrała nieznaną dotychczas postać.

Zbrodnia jako towar
Piotrowski, wcześniej procesujący się z mediami za ujawnienie jego aktualnego wizerunku, czyli naruszenie prywatności, ostatnio fotografuje się chętnie. Dwa lata temu zażądał od "Super Expressu" 110 tys. zł za bezprawne opublikowanie jego zdjęcia. Wygrał proces o ochronę dóbr osobistych, ponieważ - jak argumentował sąd - "dziennikarze nie powinni tworzyć z niego symbolu zła i zepsucia we wszystkich dziedzinach życia". Piotrowskiemu zasądzono zadośćuczynienie w wysokości 7 tys. zł. Teraz pokazuje się on przede wszystkim na łamach nowego antyklerykalnego tygodnika "Fakty i Mity". Rozmowę z zabójcą kapelana "Solidarności" pokazano także w łódzkim oddziale telewizji publicznej.
Tygodnik promowany przez byłego oficera SB wzoruje się na wydawanym przez żonę Jerzego Urbana, Małgorzatę Daniszewską, miesięczniku "Zły". W tym ostatnim dorabiała sobie krakowska policjantka, która ujawniała materiały dotyczące umorzonych śledztw - ociekające krwią zdjęcia i równie "mocne" cytaty z przesłuchań. Czy mordercy i zbrodnia stały się już poszukiwanym na polskim rynku towarem? Przed wielu laty psycholodzy analizujący zachowanie osób w porwanym przez terrorystów samolocie opisali tzw. syndrom sztokholmski. Polegał on na fascynacji ofiar swoimi prześladowcami. Współczesne społeczeństwo wydaje się być nim owładnięte całkowicie. Bohaterami polskich mediów są bandyci, zboczeńcy i mordercy dlatego, że "ludzie kochają ich oglądać". Równocześnie narasta jednak lęk przed przestępczością - wywoływany nie tyle negatywnymi doświadczeniami osobistymi, ile wszechobecnością medialnego przekazu z miejsc zbrodni. Obradujący nad zmianami w prawie karnym zespół prof. Andrzeja Zolla został nazwany SGL - Sterroryzowaną Grupą Legislacyjną. Sterroryzowaną przez opinię publiczną, żądającą radykalnego zaostrzenia kar.

Gangster roku
Kreowanie społecznego popytu na zbrodnię w mediach starał się wyśmiać Oliver Stone. Co zaskakujące, wiele osób potraktowało jego "Urodzonych morderców" jak instrukcję zabijania. Podczas procesu Mike'a i Mallory, bohaterów filmu, pod sąd przyszli ich fani z napisami na koszulkach: "Mike, zabij mnie!". Podobne koszulki pojawiły się po premierze filmu. Prawdę o fascynacji zbrodnią pokazuje też kpiarski obraz Woody'ego Allena "Bierz forsę i w nogi". Virgil Starkwell, główny bohater, przeżywa frustrację, ponieważ nie udało mu się dostać na listę dziesięciu najniebezpieczniejszych przestępców Stanów Zjednoczonych. W końcu odnosi jednak sukces - otrzymuje tytuł gangstera roku.
Polska prasa już od dziesięciu lat układa listy najniebezpieczniejszych rodzimych bandytów, a przetasowania na nich są spowodowane głównie kolejnymi udanymi zamachami. Najpierw w rankingu prowadził Nikoś, potem Szwarceneger, a do niedawna Pershing. Jego zabójstwo stało się wielkim wydarzeniem medialnym, porównywalnym z zamachem na Johna Lennona. Ostatnio odżyła gwiazda Henryka N., pseudonim Dziad. Ale na procesie w Białymstoku Dziad oświadczył, że nie jest tym, za kogo jest uważany. O tej ważkiej deklaracji gazety informowały na pierwszych stronach. Zdaniem Witolda Kuleszy, profesora prawa karnego z Uniwersytetu Łódzkiego, w mediach postępuje "romantyzacja" obrazu struktur zorganizowanej przestępczości. W relacjach jest miejsce na pozytywnych bohaterów, ludzkie uczucia i kodeks honorowy.
Ulubieńcami środków masowego przekazu stali się jednak przede wszystkim seryjni mordercy. Leszkowi Pękalskiemu, oskarżonemu o gwałty i zabójstwa, nadano tytuł "wampira z Bytowa". Przed procesem "Wieczór Wybrzeża" drukował dziennik lekko upośledzonego gwałciciela, przedstawiający opisy motywacji jego działań: "Dlatego uderzyłem, bo nie chciała mi się dać wyruchać". Pękalski stał się też bohaterem książki "Bestia". Zainteresowanie mediów jego osobą było tak duże, iż oskarżony pytał naczelnika więzienia, czy nie powinien pobierać honorariów za publikacje na swój temat.

Crime show
Pobyt za kratami potrafił też zdyskontować Bogusław Bagsik, oskarżony o "wyprowadzenie" z polskiego systemu bankowego ponad 4 bln starych złotych. W więzieniu skomponował muzykę, która pojawiła się na płycie "2B In Art". Wedle reguł obowiązujących w "globalnej wiosce" działał również Mariusz Soćko, który detonował ładunki wybuchowe w różnych miejscach Warszawy. Relacje o swoich wyczynach oglądał potem w telewizji: "Najpierw o 16.00 - wiadomości w 'Polsacie'". Rurabomber wybrał stolicę dlatego, że "jak tu się coś stanie, to lubią nagłaśniać". Jego idolem był Teodor Kaczyński, który w ciągu szesnastu lat nadał w Stanach Zjednoczonych 29 przesyłek z bombami. Zabił trzy osoby. Film o najsłynniejszym terroryście amerykańskim tego stulecia Soćko obejrzał aż 50 razy.
Oferta tego typu obrazów jest zresztą w TV wyjątkowo bogata. W raporcie "Rzeczpospolitej" z tygodniowego monitoringu głównych polskich stacji telewizyjnych stwierdzono, że przez ten czas pokazano pół tysiąca trupów oraz ponad dwa tysiące scen przemocy. Rurabomber nie obawia się procesu, ponieważ na sali rozpraw jest telewizja, a dzięki temu "będzie mógł wystąpić w roli głównej". Jeśli wszystko się dobrze ułoży, chciałby trafić do programu "Cela nr", a może nawet wziąć udział w talk-show "Wieczór z Jagielskim".

Więcej możesz przeczytać w 16/2000 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 0