Dieta hipokrytów

Dieta hipokrytów

Dodano:   /  Zmieniono: 
Nawet bardzo bogaci ludzie nie powinni być kiepsko opłacani, gdy parają się polityką, bo to by oznaczało, że zachęca się ich do brakoróbstwa.
100 tysięcy złotych miesięcznie powinni zarabiać prezydent i premier RP 

(...) Państwo nie oszczędza na marnym opłacaniu polityków, lecz bardzo dużo traci - bo zmusza ich do zarabiania pieniędzy w czasie, kiedy powinni się skupić na rządzeniu. A poza tym wysyła się im prosty komunikat: Marnie płacimy, ale za to niewiele wymagamy" - napisał Friedrich von Hayek, twórca nowoczesnego liberalizmu. Wedle standardów von Hayeka, prezydent i premier RP powinni zarabiać około 100 tys. zł miesięcznie, ministrowie około 70 tys. zł, a parlamentarzyści około 40 tys. zł. Ograniczanie zarobków rządzących jest hipokryzją: nie chodzi o to, żeby mało zarabiali, lecz o to, aby dobrze zarządzali państwem.

Dużo płacić, dużo wymagać
W strukturze płac ludzi władzy widać hipokryzję i lęk przed tym, co powiedzą wyborcy. Najczęściej do wiadomości publicznej podawana jest tylko "goła" pensja, która z reguły stanowi połowę rzeczywistych zarobków. Na resztę składają się nagrody, trzynastki, dodatki stażowe i funkcyjne, fundusze dyspozycyjne, darmowe przeloty, przejazdy. Opłaca się płacić politykom dużo, ale jednocześnie trzeba by zlikwidować wszystkie przywileje i wprowadzić pełną jawność dochodów ludzi władzy - tak jest choćby w Stanach Zjednoczonych. Gdy okazało się, że Newt Gingrich, były lider republikanów i profesor historii na University of Georgia, uniknął płacenia podatków, bo za wykłady wynagradzała go fundacja zwolniona z podatku, Kongres udzielił mu nagany i ukarał grzywną w wysokości 300 tys. dolarów. Za to oszustwo Gingrich zapłacił utratą stanowiska.
Polscy posłowie i senatorowie mogą - bez zgody marszałka - czerpać dodatkowe dochody z tytułu praw autorskich i pokrewnych, czyli mogą publikować, wykładać, projektować. Najczęściej wykładają w prywatnych szkołach wyższych. Cóż w tym złego, że Józef Oleksy, były premier, poseł SLD, na wykładach w Wyższej Szkole Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim zarobił 17 280 zł? - Popełniłem błąd, podając sumy i daty przelewu, więc wyszło na to, że tyle zarabiam miesięcznie. Tymczasem jest to honorarium za cały rok - tłumaczy Oleksy.
W poprzednich kadencjach Sejmu posłowie dorabiali, prowadząc wykłady. Zbigniew Siemiątkowski przez dwa lata wykładał w Wyższej Szkole Dziennikarstwa im. Melchiora Wańkowicza w Warszawie. Aleksandra Jakubowska pracowała w studium podyplomowym w SGH. Najaktywniejszym posłem na rynku edukacyjnym był (i nadal jest) prof. Jerzy Jaskiernia, szef Klubu Parlamentarnego SLD, prowadzący zajęcia na Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach, w Wyższej Szkole Społeczno-Ekonomicznej w Warszawie, Wyższej Szkole Ubezpieczeń i Bankowości w Warszawie oraz Wyższej Szkole Biznesu i Przedsiębiorczości w Ostrowcu Świętokrzyskim.

(Nie)jasne reguły gry
W Polsce to, że politycy dodatkowo pracują, kojarzy się z czymś niewłaściwym, bo nie ma jasnych reguł gry - wszystko, nawet edukacja, kojarzy się z polityką.
- Polscy politycy nie powinni dorabiać w szkołach wyższych. Być może niektórym prywatnym uczelniom opłaca się inwestować w ludzi władzy, gdyż w ten sposób buduje się ścieżkę kariery dla absolwentów. Tworzy się swoisty klientyzm edukacyjno-polityczny. Uważam, że osoba, która podjęła się pracy parlamentarzysty, nie powinna się rozpraszać - komentuje prof. Jadwiga Staniszkis, socjolog. Prof. Ireneusz Krzemiński w zarabianiu wykładami nie widzi nic nagannego. - Sądzę, że gdyby polityk nie był przygotowany do prowadzenia wykładów, po prostu nie dostawałby za to wynagrodzenia. Rzecz byłaby naganna, gdyby płacono za zajęcia, które się nie odbyły. Wtedy moglibyśmy mówić o subsydiowaniu wysokich urzędników czy działaczy partyjnych - mówi prof. Krzemiński.
Politycy zarabiają także, publikując artykuły prasowe i książki. Ludwik Dorn, poseł PiS, pisał felietony do "Nowego Państwa". Janusz Lewandowski z Platformy Obywatelskiej jest felietonistą "Gazety Wyborczej Trójmiasto" i "Parkietu". Poseł SLD Piotr Gadzinowski otrzymuje honoraria z "Przeglądu", "Nie" i "Trybuny". Bronisław Cieślak z SLD prowadzi w Polsacie program "Telewizyjne biuro śledcze" i zarabia dzięki temu 4 tys. zł miesięcznie. Prof. Jerzy Hausner, minister pracy i polityki społecznej, zarobił 20 tys. zł za redakcję merytoryczną wydawnictwa "Polski talk show. Dialog społeczny a integracja europejska".

Wolno dorabiać
W większości krajów Europy Zachodniej i w USA politycy mogą dodatkowo pracować. W Niemczech powszechne jest dorabianie w prywatnych firmach i różnego rodzaju organizacjach. Reinhard Göhner z CDU zarobił ponad 200 tys. euro w ciągu roku, piastując jednocześnie funkcję przewodniczącego Związku Niemieckich Pracodawców. Vaclav Klaus, były premier Czech, obecnie szef opozycyjnej partii ODS, dzięki publikacjom i wykładom na uczelniach czeskich i zagranicznych zarabia co roku około 25 tys. dolarów. Dochody z wykładów mogą również czerpać politycy amerykańscy, ale ich możliwości zarobkowania dokładnie regulują przepisy. Jak bowiem mawiał Tadeusz Kotarbiński: "Władza nie dlatego jest niebezpieczna, że ma władzę, lecz dlatego, że może jej nadużywać".



Więcej możesz przeczytać w 23/2002 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0