Parada cyberkandydatów

Parada cyberkandydatów

Tegoroczna kampania prezydencka w Polsce toczyć się będzie także w sieci

 Ponad dwa miliony internautów stanowią dla wszystkich kandydatów i ich sztabów atrakcyjny elektorat. Malkontenci narzekają, że wirtualna kampania jest nudna, ale w porównaniu z tym, co się dzieje w parlamencie czy na partyjnych kongresach, jest niezwykle profesjonalna, obfituje w różnorodne informacje i umożliwia częsty - trudny w tradycyjnej kampanii - kontakt z kandydatem.

Trening przedwyborczy
Prawdopodobnie nie będziemy mogli zaznać emocji prawdziwych prawyborów. W Akcji Wyborczej Solidarność skutecznie blokuje je przewodniczący Marian Krzaklewski, inne ugrupowania także nie mają takich planów. Na szczęście w Internecie możemy głosować do woli. Do tej pory większość wirtualnych prawyborów wygrał Janusz Korwin-Mikke, lider Unii Polityki Realnej. W sondażu prawybory. prv. pl zdobył prawie 40 proc. głosów, drugie miejsce zajął Andrzej Olechowski (uzyskując prawie o połowę punktów mniej), trzeci był Aleksander Kwaśniewski (niecałe
15 proc.), na czwartym miejscu z 7 proc. głosów znalazła się - znów zaskoczenie - Izabela Jaruga-Nowacka, była posłanka Unii Pracy, a na piątym - Tadeusz Mazowiecki (niewiele ponad 4 proc.).
Prawybory są przeprowadzane przez komitety wyborcze kandydatów, tygodniki, firmy consultingowe, a także osoby prywatne. Student z Wrocławia zorganizował je po to, aby opowiedzieć o sobie i zamieścić w sieci swoje zdjęcia.
Wynik prawyborów tygodnika "Nowe Państwo" jest inny. Wygrał je również Janusz Korwin-Mikke, ale drugi był Jan Olszewski, przewodniczący Ruchu Odbudowy Polski (a raczej tego, co po ROP zostało). Trzecie miejsce zajął Andrzej Olechowski, a kolejne: Marian Krzaklewski i marszałek Sejmu Maciej Płażyński. Janusz Korwin-Mikke z dystansem podchodzi do swojego internetowego sukcesu, pamięta bowiem, że w sieciowym głosowaniu udział bierze niereprezentatywny i najwyżej kilkusetosobowy elektorat.
W dodatku internauci mogą wybierać kilku kandydatów. Nałożone przez autorów stron ograniczenie, że można to uczynić tylko raz, jest iluzoryczne. Nawet ostrzeżenie, że kolejne głosy wysyłane z jednego konta będą usuwane, jest nieskuteczne. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby założyć nowe bezpłatne konto i jeszcze raz wziąć udział w sondażu.

Kandydat bankowy
Witrynę Andrzeja Olechowskiego, jak mówi sam zainteresowany, przygotowali studenci Szkoły Głównej Handlowej. Za nic nie płacił i o niczym nie decydował. Strona opracowana jest profesjonalnie i interesująco, ale jest tak szalenie poważna, jakby Olechowski już zamieszkał w pałacu prezydenckim. Na niebieskim (do tej pory zarezerwowanym dla obecnej głowy państwa) tle zamieszczone są zdjęcia kandydata z rodziną i wybitnymi politykami. Dzięki linkom możemy się zapoznać nie tylko z encyklopedycznymi informacjami, ale także trafić na strony Radia Zet, gdzie zamieszczone są zapisy z przeprowadzonych z Olechowskim na antenie rozmów oraz stenogramy z chatów. W tych ostatnich nie znajdziemy głę-bokich refleksji na temat naprawy III Rzeczypospolitej, ale za to dowiemy się, że Olechowski przez brydża zawalił rok na studiach.
Jakie znaczenie dla kandydata ma własna witryna? - Dwukrotnie uczestniczyłem w internetowych dyskusjach i najbardziej podobała mi się rozmowa z wieloma osobami w tym samym czasie - stwierdza Olechowski. Cieszy go także możliwość zamieszczania w sieci informacji, do których można odsyłać zainteresowanych, także dziennikarzy. Na stronach poświęconych Olechowskiemu publikowane są też listy, których autorzy najczęściej wyrażają swoje zadowolenie z faktu jego kandydowania. Na przykład: "Nareszcie Polska doczekała się prawdziwego kandydata na prezydenta. Myślę, że to przełom w rządach partyjnych marionetek. Polakom jest teraz bardzo potrzebny ktoś honorowy, patriota i osoba godna zaufania" - cieszy się jeden z wyborców. Inny dodaje: "Pańska decyzja daje mi możliwość odetchnięcia świeżym powietrzem i nadzieję, że przewietrzy pan kraj". Oczywiście nie wszyscy się zachwycają, w jednym z listów czytamy: "Nie odmawiam panu klasy, ale nie będę marnował swojego głosu tylko dlatego, że potrafi się pan elegancko ubrać czy lepiej wysławiać od Wałęsy". Albo jeszcze ostrzej: "Uchroń, Boże, Polskę przed zwycięstwem Olechowskiego. Chociaż jego kandydatura może mieć pozytywny skutek".

Kandydat nieustający
- Moja wygrana w Internecie oczywiście o niczym nie przesądza, ale na strony WWW zaglądają młodzi dynamiczni ludzie, którzy za kilka lat będą nadawać ton w życiu publicznym - pociesza się Korwin-Mikke. Prezes Unii Polityki Realnej pierwszy zapowiedział swój start w wyborach i nie miał przy podejmowaniu tej decyzji żadnych wątpliwości, choć wynik sprzed pięciu lat (2,4 proc.) nie pozostawia złudzeń. Za pośrednictwem Internetu informuje przede wszystkim o swoich licznych (w kwietniu ponad dwudziestu) spotkaniach z elektoratem. Jego program streszcza sentencja: "Pamiętaj, socjalizm zabija. Utrzymujesz socjalistyczny rząd, beznadziejny Sejm, bezmyślną biurokrację, powszechną korupcję. Gdybyś jeszcze mógł utrzymać siebie".

Kandydat niepewny
Zupełnie inny klimat panuje na stronach Mariana Krzaklewskiego, przewodniczącego Akcji Wyborczej Solidarność. Autorom, młodym ludziom z RS AWS z Krakowa, zależało przede wszystkim na pokazaniu sympatycznego człowieka. Zamiast duce z podniesionym podbródkiem - przystojny bezpośredni mężczyzna o czarującym uśmiechu. - Wielu z nas denerwuje przedstawianie negatywnego wizerunku przewodniczącego - mówi Ludomir Hadzel, jeden z autorów internetowych stron. Dlatego w witrynie zamieszczono też fotografie z dzieciństwa i młodości Krzaklewskiego, na których jest piękny niczym Seweryn Krajewski, lider najpopularniejszego wówczas zespołu Czerwone Gitary. Na innym zdjęciu Krzaklewski obejmuje żonę, a podpis jest wyznaniem: "Moja żona Maryla jest miłością mojego życia". Zwolennicy szefa akcji mogą też wypełnić ankietę, w której deklarują sposób pomocy w kampanii: wysyłanie listów, telefonowanie czy organizowanie komitetów poparcia. Do tej pory zgłosiło się 140 osób. Marian Krzaklewski ma także witryny bardzo oficjalne, zawierające teksty ostatnich przemówień, fotografie z najwybitniejszymi politykami świata. Niestety, nie wszystkie są dostępne, na przykład kliknąwszy na ikonę "Poznaj Marię" (żonę Mariana), możemy jedynie obejrzeć zdjęcie przystojnej długowłosej blondynki, gdyż strona jest dopiero przygotowywana.

Kandydat pałacowy
Aleksander Kwaśniewski przedstawia się w witrynach oficjalnych jako urzędujący prezydent oraz na stronach Internetowego Sztabu Wyborczego Lewica Razem. Strony oficjalne stylizowane są na karty starej księgi, trącą myszką nie tylko w warstwie wizualnej: nie są interaktywne i zawierają informacje znane z gazet. Można się z nich dowiedzieć, jakie ustawy prezydent podpisał i jakie jeszcze czekają na biurku. Wśród wielu stron relacjonujących oficjalne wydarzenia i wizyty znajdziemy też witrynę poświęconą małżonce prezydenta (na zamieszczonym zdjęciu Jolanta Kwaśniewska eksponuje przede wszystkim piękne nogi).
Zupełnie inny charakter mają witryny Lewicy Razem. Tytułowa, utrzymana w ostrej czerwieni, od razu prowokuje. Z zamieszczonych informacji dowiadujemy się, że tegoroczni kandydaci na prezydenta powinni dysponować 10-12 mln zł. Najciekawsza jest jednak "Księga gości". Teksty zapisane białymi literami na czarnym tle najczęściej dodają otuchy i są wyrazem sympatii: "Olek, kandyduj na następną kadencję - wygrasz w przedbiegach" lub "Ty jesteś wielki, Jolka wspaniała, a razem jesteście super". Z drugiej strony - inwokacje w rodzaju: "Kwachu, ty tłusta, czerwona, zakłamana... " - także nie należą do rzadkości. Jeden z internautów napisał: "Kwaśny z wozu, Polsce lżej".
Wielu kandydatów (Jan Łopuszański, Tadeusz Wilecki, Andrzej Lepper) nie założyło jeszcze swoich witryn. Czyżby liczyli na elektorat starszy i gorzej wykształcony, który nie korzysta z Internetu? Podobno trwają też dyskusje, jak mają wyglądać strony Lecha Wałęsy. Na razie w jego witrynie możemy jedynie przeczytać życiorys byłego prezydenta. Pewnie nie wszyscy zdają sobie sprawę, jak niedroga jest kampania wirtualna. Zorganizowanie spotkania dla kilkuset osób wymaga wynajęcia sporej sali, wydrukowania ulotek, zatrudnienia służb porządkowych. Jeśli dodać do tego fundusze na pobyt kandydata w innym mieście, kwota sięgnie kilku tysięcy złotych. Sieciowa kampania jest kilkakrotnie tańsza. Ma też tę zaletę, że można do niej wracać, a z kandydatem spotkać się w dogodnym dla nas terminie. Szkoda tylko, że dotychczas autorzy witryn prezydenckich rzadko wykorzystywali możliwości, jakie daje Internet. Ale zapewne wraz ze zbliżającymi się wyborami sami kandydaci zadbają o wprowadzanie stron interaktywnych.
Niezadowoleni z kandydatów dzięki sieci mają też więcej możliwości wyboru. Jedyną pretendentką do najwyższego urzędu w państwie jest wirtualna postać Wiktorii Cukt. Stworzona przez Centralny Urząd Kultury Technicznej (od skrótu tej nazwy pochodzi jej nazwisko) ma niebanalny program. Została bowiem powołana między innymi w celu walki z infoapartheidem, promocji kultury technicznej, walki o prawa Maszyn, leczenia z techno.
Gdyby i ta propozycja zawiodła, internauci mają jeszcze niespotykaną możliwość odreagowania politycznych stresów. Firma Topnet proponuje "Deformator powyborczy", czyli pokojowe porachunki z politykami (http: //www. deformator. top. pl/). Możemy wybrać zdjęcie polityka, który najbardziej nam się naraził, i za pomocą myszki wydłużyć mu nos, wyciągnąć głowę, zrobić sterczące uszy. Zabawa może niezbyt wysublimowana, ale nieszkodliwa i wciągająca.

Okładka tygodnika WPROST: 17/2000
Więcej możesz przeczytać w 17/2000 wydaniu tygodnika „Wprost”
Zamów w prenumeracie lub w wersji elektronicznej:
 0